Karygodne zachowanie klientów w restauracji. Kelnerzy mają już dość

kradzież w restauracji

kradzież w restauracji

Niektórzy poza doznaniami smakowymi wynoszą też inne rzeczy z odwiedzanych restauracji. Takich gości nie lubią kelnerzy! Kradzież w restauracji to, niestety, powszechne zjawisko.

Wraz z gościem znika wyposażenie

Kelner serwuje kolację, drinki, może jakiś deser. Z uśmiechem przyjmuje płatność, może nawet gdzieś uda się zdobyć napiwek. Kiedy goście wychodzą- czas na posprzątanie stolika. I wtedy okazuje się, że wraz z klientem znikło też kilka rzeczy. Przecież restauracja ma dużo kufli do piwa, więc nie zauważy braku?

„Można powiedzieć wprost: to kradzież w restauracji”

Popielniczki, filiżanki, sztućce, papier toaletowy, mydło w płynie… lista jest naprawdę długa. Chociaż mogłoby się wydawać, że takie drobnostki umkną personelowi, to w rzeczywistości mały problem nawarstwia się w dużą górę.

Regularnie giną nam polarowe koce, kilka razy ktoś zabrał ze sobą obrus. Żeby zminimalizować straty kupujemy teraz koce jak najtańsze i po prostu częściej je dokładamy/wymieniamy. Kiedy pracowałem przy molo w Sopocie, zdarzało się wielokrotnie, że ktoś podprowadzał nam leżak.

mówi w rozmowie z trójmiasto.pl pracownik jednej z nadmorskich restauracji

Małe rzeczy, duże koszty

Grosz do grosza i z takich drobnostek może zrobić się pokaźna sumka.

Gość myśli, że co to tam, jedna szklanka. Ale nie tylko on wpadnie na ten pomysł i z „tylko jednej” robi się nagle kilkanaście. Do tego reszta kradzionego sprzętu i straty po sezonie mogą się liczyć nawet w tysiącach

wyznaje właściciel jednej z restauracji w Warszawie

Giną też dekoracje

Nie tylko naczynia opuszczają lokal wraz z niefrasobliwymi klientami. Giną też elementy dekoracyjne: wazoniki, świeczki i nawet małe klosze do lamp. W czasie dużego ruchu personel nie jest w stanie upilnować każdego, więc kreatywni złodzieje mają niezłe pole do popisu.

Postanowiliśmy zrobić małą dekorację jesienną: kilka ozdobnych dyni na stoliczkach. Każdego wieczora brakowało co najmniej jednej sztuki. Ze świecznika z muszelkami notorycznie ginęły muszelki, a z wazonów znikała trawa pampasowa.

opowiada pracownica restauracji

Złapani za rękę złodzieje mówią, że przecież ruch duży to i szybko się zwróci. Chociaż na małą skalę, to wciąż kradzież.

Właścicielom klubu zamarzyła się fancy samoczyszcząca deska klozetowa (taka, jak w Niemczech są popularne). Po kilku dniach ukradli akumulator, następnego dnia deskę.

Kradzież w restauracji bez konsekwencji

Kamery nie odstraszają wszystkich, upilnować się nie da, a szkody są tak małe, że wzywanie policji nie ma najmniejszego sensu. Drobne kradzieże sumują się w duże straty, ale restauratorzy mają związane ręce.
Pozostaje nam się tylko śmiać– mówią z goryczą.


Komentarze

Najczęściej czytane dziś

Może Cię zainteresować

×