Omijasz te butelki w sklepie? Napis na etykiecie może zaskoczyć, ale skład to złoto
Omijasz te butelki w sklepie? Napis na etykiecie może zaskoczyć, ale skład to złoto
Podczas zakupów w Biedronce mój wzrok przyciągnęły butelki smakowych oliw Monini za niespełna 20 zł. Na etykiecie próżno jednak szukać słowa "oliwa" – zamiast tego widnieje napis "przyprawa". Sprawdziłam, co tak naprawdę kryje się w środku i czy warto wrzucić je do koszyka.
Wielu klientów odruchowo odkłada je na półkę po przeczytaniu frontowej etykiety. Zamiast tradycyjnej nazwy "oliwa extra vergine" widnieje tam określenie "przyprawa na bazie oliwy z oliwek najwyższej jakości z pierwszego tłoczenia". Brzmi podejrzanie? W rzeczywistości to nie próba zamaskowania gorszego produktu, ale wymóg unijnego prawa.
WIDEO
Pół miasta zjeżdżone, ale dorwałam pizzę Książula. Tylko musiałam ją upiec sama w domu
Dlaczego to "przyprawa", a nie oliwa?
Przepisy dotyczące oliwy z oliwek są w Unii Europejskiej bardzo rygorystyczne. Butelka z napisem "oliwa extra virgin" może zawierać wyłącznie produkt wytłoczony z oliwek, bez żadnych innych dodatków. W momencie, gdy producent wprowadza do butelki choćby kroplę aromatu lub kawałek zioła, produkt traci prawo do nazywania się samą oliwą. Formalnie staje się sosem lub przyprawą na bazie oliwy.
Najważniejsze kryje się jednak na odwrocie butelki. W tańszych zamiennikach producenci potrafią mieszać tani olej rzepakowy lub słonecznikowy z syntetycznymi aromatami. W przypadku dobrych produktów jakość pozostaje bez zarzutu. Przykładowo w butelkach Monini baza to aż 97-98 proc. prawdziwej oliwy extra vergine z pierwszego tłoczenia, a pozostałe 2-3 proc. stanowi naturalny aromat ze skórki owoców lub ziół. Kupujesz więc pełnowartościową oliwę z naturalnym dodatkiem, a nie przemysłową podróbkę.
Do czego pasuje?
Smakowe oliwy to świetny skrót w kuchni, o ile wiesz, jak je połączyć z codziennymi daniami. Warto pamiętać o jednej zasadzie: używamy ich na zimno lub tuż przed podaniem, żeby wysoka temperatura nie zniszczyła aromatu.
Oliwa cytrynowa do ryb i świeżych sałat. To najbardziej uniwersalny wariant, który sprawdza się niemal wszędzie tam, gdzie normalnie sięgasz po cytrynę. Wystarczy kilka kropel na upieczonego łososia, dorsza czy krewetki z patelni, by nadać im świeży finisz bez konieczności ścierania skórki z cytrusów. Znakomicie pasuje też do klasycznego carpaccio wołowego, pieczonych zielonych szparagów oraz prostych dressingów z musztardą i miodem do sałatek z rukolą i fetą.
Oliwa pomarańczowa do mięs i deserów. Bardziej wytrawny i nieoczywisty wybór o ogromnym potencjale. Jej naturalna słodycz i cytrusowy akcent idealnie komponują się z pieczoną piersią z kaczki, polędwiczkami wieprzowymi oraz pieczonymi warzywami korzeniowymi, zwłaszcza marchewką i pietruszką. Świetnie smakuje w sałatce z pieczonych buraków z kozim serem i orzechami włoskimi. Śmiało możesz wykorzystać ją też w deserach — kilka kropel na mocno czekoladowe brownie albo gałkę lodów waniliowych ze szczyptą soli w płatkach daje genialny efekt.
Oliwa bazyliowa do pomidorów i makaronów. Klasyk kuchni śródziemnomorskiej. To najlepszy dodatek do sałatki caprese, kremowej burraty ze słodkimi pomidorkami, chrupiących grzanek z czosnkiem czy lekkich sałatek makaronowych. Skropiona na gorącą zupę krem z pomidorów tuż przed podaniem podbija jej smak o poziom wyżej.
Oliwa cztery pieprze do steków i pizzy. Wyrazisty, lekko pikantny dodatek, który dobrze sprawdzi się przy cięższych, wytrawnych daniach. Zamiast sypać mielony pieprz, warto skropić nią wysmażonego steka, pieczone ziemniaki, grillowany schab albo warzywa z rusztu. Znakomicie sprawdza się też jako wykończenie domowej pizzy lub focacci prosto z pieca.