Omijasz te butelki w sklepie? Napis na etykiecie może zaskoczyć, ale skład to złoto

Podczas zakupów w Biedronce mój wzrok przyciągnęły butelki smakowych oliw Monini za niespełna 20 zł. Na etykiecie próżno jednak szukać słowa "oliwa" – zamiast tego widnieje napis "przyprawa". Sprawdziłam, co tak naprawdę kryje się w środku i czy warto wrzucić je do koszyka.

Aromatyzowana oliwa z oliwekAromatyzowana oliwa z oliwek
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Katarzyna Gileta

Wielu klientów odruchowo odkłada je na półkę po przeczytaniu frontowej etykiety. Zamiast tradycyjnej nazwy "oliwa extra vergine" widnieje tam określenie "przyprawa na bazie oliwy z oliwek najwyższej jakości z pierwszego tłoczenia". Brzmi podejrzanie? W rzeczywistości to nie próba zamaskowania gorszego produktu, ale wymóg unijnego prawa.


WIDEO
Pół miasta zjeżdżone, ale dorwałam pizzę Książula. Tylko musiałam ją upiec sama w domu

Dlaczego to "przyprawa", a nie oliwa?

Przepisy dotyczące oliwy z oliwek są w Unii Europejskiej bardzo rygorystyczne. Butelka z napisem "oliwa extra virgin" może zawierać wyłącznie produkt wytłoczony z oliwek, bez żadnych innych dodatków. W momencie, gdy producent wprowadza do butelki choćby kroplę aromatu lub kawałek zioła, produkt traci prawo do nazywania się samą oliwą. Formalnie staje się sosem lub przyprawą na bazie oliwy.

  • Aromatyzowana oliwa z oliwek
  • Aromatyzowana oliwa z oliwek
[1/2] Aromatyzowana oliwa z oliwek Źródło zdjęć: © Pyszności

Najważniejsze kryje się jednak na odwrocie butelki. W tańszych zamiennikach producenci potrafią mieszać tani olej rzepakowy lub słonecznikowy z syntetycznymi aromatami. W przypadku dobrych produktów jakość pozostaje bez zarzutu. Przykładowo w butelkach Monini baza to aż 97-98 proc. prawdziwej oliwy extra vergine z pierwszego tłoczenia, a pozostałe 2-3 proc. stanowi naturalny aromat ze skórki owoców lub ziół. Kupujesz więc pełnowartościową oliwę z naturalnym dodatkiem, a nie przemysłową podróbkę.

Do czego pasuje?

Smakowe oliwy to świetny skrót w kuchni, o ile wiesz, jak je połączyć z codziennymi daniami. Warto pamiętać o jednej zasadzie: używamy ich na zimno lub tuż przed podaniem, żeby wysoka temperatura nie zniszczyła aromatu.

Aromatyzowane oliwy z oliwek
Aromatyzowane oliwy z oliwek © Pyszności

Oliwa cytrynowa do ryb i świeżych sałat. To najbardziej uniwersalny wariant, który sprawdza się niemal wszędzie tam, gdzie normalnie sięgasz po cytrynę. Wystarczy kilka kropel na upieczonego łososia, dorsza czy krewetki z patelni, by nadać im świeży finisz bez konieczności ścierania skórki z cytrusów. Znakomicie pasuje też do klasycznego carpaccio wołowego, pieczonych zielonych szparagów oraz prostych dressingów z musztardą i miodem do sałatek z rukolą i fetą.

Oliwa pomarańczowa do mięs i deserów. Bardziej wytrawny i nieoczywisty wybór o ogromnym potencjale. Jej naturalna słodycz i cytrusowy akcent idealnie komponują się z pieczoną piersią z kaczki, polędwiczkami wieprzowymi oraz pieczonymi warzywami korzeniowymi, zwłaszcza marchewką i pietruszką. Świetnie smakuje w sałatce z pieczonych buraków z kozim serem i orzechami włoskimi. Śmiało możesz wykorzystać ją też w deserach — kilka kropel na mocno czekoladowe brownie albo gałkę lodów waniliowych ze szczyptą soli w płatkach daje genialny efekt.

Oliwa bazyliowa do pomidorów i makaronów. Klasyk kuchni śródziemnomorskiej. To najlepszy dodatek do sałatki caprese, kremowej burraty ze słodkimi pomidorkami, chrupiących grzanek z czosnkiem czy lekkich sałatek makaronowych. Skropiona na gorącą zupę krem z pomidorów tuż przed podaniem podbija jej smak o poziom wyżej.

Oliwa cztery pieprze do steków i pizzy. Wyrazisty, lekko pikantny dodatek, który dobrze sprawdzi się przy cięższych, wytrawnych daniach. Zamiast sypać mielony pieprz, warto skropić nią wysmażonego steka, pieczone ziemniaki, grillowany schab albo warzywa z rusztu. Znakomicie sprawdza się też jako wykończenie domowej pizzy lub focacci prosto z pieca.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!