Dzieciom zalecają warzywa, a sami toną w tłuszczu. Zjadłam obiad w stołówce MEN

W szkołach coraz więcej mówi się o diecie planetarnej i ograniczaniu mięsa. Postanowiliśmy sprawdzić, jak na tym tle wypada stołówka Ministerstwa Edukacji Narodowej. Razem z mężem zamówiliśmy obiady i desery, a rachunek wyniósł 97 zł. Nie wszystkie dania spełniły nasze oczekiwania, a wizyta zakończyła się wyjątkowo nieprzyjemnie.

Obiad w stołówce MENObiad w stołówce MEN
Źródło zdjęć: © Pyszności
Katarzyna Gileta

W ostatnim czasie wokół szkolnych stołówek narosło wiele emocji za sprawą wytycznych promujących tzw. dietę planetarną. Zakłada ona m.in. ograniczanie mięsa na rzecz produktów roślinnych. Postanowiliśmy sprawdzić, jak w tym kontekście wypada stołówka Ministerstwa Edukacji Narodowej przy alei Szucha 25.


WIDEO
Mięso jest tak delikatne, że rozpada się pod widelcem. Owoc dodaje wyrazistego smaku

Lokal, często funkcjonujący pod nazwą Jadalnia lub MENu od rana, jest otwarty dla każdego. Można tu wpaść na śniadanie, np. jajecznicę czy owsiankę, a w porze lunchowej zamówić klasyczny obiad. Sprawdziliśmy, co trafia na talerze i czy za ministerialnym adresem idzie również jakość.

Do stołówki dotarliśmy przed godziną 15. Sala świeciła pustkami – oprócz nas posiłek jadł tylko jeden starszy pan. Zapewne większość pracowników kończy już wtedy pracę, a największy ruch przypada na godziny poranne i wczesne popołudnie.

  • Stołówka MEN
  • Stołówka MEN
  • Stołówka MEN
[1/3] Stołówka MEN Źródło zdjęć: © Pyszności

Zupy bez wyrazu. Początek obiadu nie zachwycił

Zamówiliśmy dwa zestawy obiadowe. Na początek dostaliśmy zupy. Rosół był bardzo blady, wręcz przezroczysty i rozwodniony. Trudno było wyczuć w nim sól, pieprz czy jakiekolwiek inne przyprawy. Mój krem z pieczonej dyni z płatkami migdałów prezentował się lepiej, ale również brakowało mu nieco charakteru. Cóż, kwestia gustu, my po prostu wolimy lepiej doprawione dania.

  • Zupy ze stołówki MEN
  • Zupy ze stołówki MEN
  • Zupy ze stołówki MEN
[1/3] Rosół Źródło zdjęć: © Pyszności

Zraz i karkówka na talerzach. Warzyw jak na lekarstwo

Największe zaskoczenie przyszło wraz z daniami głównymi. W kontekście dyskusji o szkolnych posiłkach nasz obiad stanowił dość wymowny kontrast. Mąż zamówił zraz wołowy z kaszą gryczaną. Cały zestaw z rosołem kosztował 38 zł. Kasza była ugotowana na sypko. To duży plus.

Zraz był dość spory, w środku był kiszony ogórek. Niestety mięso po przekrojeniu było lekko zaróżowione. Długo duszony zraz powinien być ciemnobrązowy lub szary. Jednak najbardziej zaskoczyła nas surówka... a raczej jej brak. Dodatek warzywny sprowadzał się do jednego liścia sałaty i trzech cienkich plasterków pomidora. Być może surówki się skończyły, jednak nie zostaliśmy o tym poinformowani podczas składania zamówienia.

  • Karkówka i zraz wołowy
  • Karkówka i zraz wołowy
  • Karkówka i zraz wołowy
[1/3] Karkówka i zraz wołowy Źródło zdjęć: © Pyszności

Ja wybrałam zestaw z karkówką z pieca za 30 zł. Mięso było bardzo tłuste, a na talerzu towarzyszyły mu wyłącznie ugotowane ziemniaki. Danie okazało się tak ciężkie, że nie byłam w stanie go dokończyć.

Warto zaznaczyć, że oferta była dość rozbudowana. Na tablicy z menu widniały również sznycle drobiowe, lasagne warzywna czy naleśniki z Nutellą. Można więc było wybrać coś innego, choć nasze dwa zestawy nie zachęciły nas do dalszych eksperymentów.

Brownie rozczarowało, deser chia uratował sytuację

Po obiedzie przyszła pora na desery. Brownie za 6 zł, pokryte grubą warstwą karmelowej masy, okazało się tak słodkie, że cukier dosłownie chrzęścił w zębach. Po pierwszym kęsie mieliśmy dość i nie zdecydowaliśmy się na więcej.

Brownie
Brownie

Znacznie lepiej wypadły inne desery – pudding chia i kokosowa tapioka za 13 zł. Dowiedzieliśmy się, że nasiona chia są gotowane w mleku kokosowym, a następnie łączone z naturalnym jogurtem. W deserze nie ma dodatku cukru, a mimo to całość smakuje rewelacyjnie. To zdecydowanie najmocniejszy punkt naszej wizyty. Deser zabrałam ze sobą do domu i zostawiłam na kolację.

Rachunek na 97 zł, ciężki sen i krople żołądkowe

Za dwa obiady, desery i kompoty zapłaciliśmy 97 zł. Zamiast dodać nam energii na resztę dnia posiłek kompletnie nas odciął. Karkówka i zrazy były tak ciężkie i tłuste, że w domu po prostu padliśmy i przespaliśmy całe popołudnie. Skończyło się mocnym bólem brzucha i kroplami żołądkowymi.

Paragon
Paragon © Pyszności • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Wnioski? Wymagania wobec dziecięcych talerzy nijak mają się do ministerialnej kuchni. Jeśli szukasz lekkiego obiadu, drzwi przy Szucha możesz spokojnie ominąć.

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE