Na początku "MasterChefa" Przemek był jednym z faworytów – energiczny, uśmiechnięty, emocjonalny. Widać było, że ma serce do gotowania. W drugim odcinku przygotował arancini, które zachwalali jurorzy i dzięki którym wygrał wycieczkę do Neapolu. W kolejnym miał okazję poznać swojego włoskiego idola, Massimo Botturę. Niestety to spotkanie zakończyło jego przygodę z tym programem. Gdy emocje opadły, odezwaliśmy się do Przemka, żeby zapytać, czy nie żałuje i jak wspomina czas w 15. edycji "MasterChefa".
Pierogi z naszego przepisu świetnie podbijają żelazo. Taki obiad zjedzą nawet dzieci
Za kamerami dzieje się znacznie więcej
Przemek Cichowlas przyznaje, że jego wyobrażenia o programie w dużej mierze pokrywały się z rzeczywistością. Jednak nie spodziewał się, że przy realizacji programu zaangażowanych jest tak dużo osób.
– Zaskoczyło mnie na pewno to, ile osób pracuje przy programie, jak wiele dzieje się za kamerami i ile osób działa w tle, czego nigdy nie widać w telewizji. Spotkałem podczas tej przygody wiele fantastycznych osób, które sprawiły, że mój pobyt tam był po prostu przyjemny – wspomina uczestnik "MasterChefa".
Najtrudniejszym elementem okazała się presja czasu. Na co dzień gotowanie jest dla niego spokojnym procesem, pozwalającym odpocząć i rozwijać pomysły bez konieczności zerkania na zegar.
– Gotowanie jest dla mnie procesem, który wymaga czasu. Wiele pomysłów, które przychodziły mi do głowy, gdy usłyszałem temat konkurencji, od razu odpadało ze względu na ograniczony czas realizacji dania. Doskonale wiedziałem, że w programie trzeba się zmierzyć z czasem, ale co innego wiedzieć o tym w teorii, a co innego poczuć to w praktyce – wyjaśnia Przemek Cichowlas.
Biały fartuch i wycieczka do Neapolu
Za swój pierwszy duży sukces Przemek uznaje już samo otrzymanie białego fartucha. Jak podkreśla, znalazł się w gronie wyróżnionych kucharzy amatorów, co w wieku 29 lat było dla niego ważnym osiągnięciem. Szczególnie dobrze wspomina drugi odcinek.
– Największym sukcesem było wygranie w drugim odcinku wycieczki do Neapolu za podanie sycylijskich arancini, które zostały wyróżnione jako jedno z najlepszych dań odcinka – mówi w rozmowie dla Pyszności.
W jego kuchni mocno wybrzmiewają włoskie inspiracje. Przemek nie wskazuje jednego ulubionego dania, ale bez wahania przyznaje, że jest wielkim fanem pomidorów.
– Byłem niedawno gościem kuchni Dzień Dobry TVN, gdzie miałem przyjemność ugotować przepyszne dania z pomidorami. Trzy przepisy, które przedstawiłem, to dania kuchni włoskiej, które z łatwością każdy Polak może wykonać w swojej kuchni: bruschetta, spaghetti all'assassina, parmigiana di melanzane. Przepisy można znaleźć w moich mediach społecznościowych – dodaje Przemysław Cichowlas.
Trzy odcinki, potężna dawka emocji, pozytywne relacje z innymi uczestnikami, ale też presja czasu i stres przed jurorami. A jak było z krewetkami?
Danie, które zakończyło jego przygodę z "MasterChefem"
Pierogi ruskie podane z krewetkami miały być kulinarną opowieścią o dwóch domach Przemka: polskim i włoskim. Opowieść może i spodobała się jurorom, ale realizacja spotkała się z ostrą krytyką z ich strony. Na talerzu znalazło się niedosmażone ciasto, a krewetki nie zostały przygotowane zgodnie ze sztuką.
– Moje danie nie spodobało się jurorom, którzy woleliby, aby krewetki były obrane z pancerzyka. Kuchnia to miejsce, w którym każdy odnajduje się na innej płaszczyźnie i ma swoje preferencje oraz ulubione smaki. Moje podejście do krewetek nie zachwyciło jurorów, stąd decyzja o opuszczeniu programu – podkreśla.
W mediach społecznościowych Przemek zamieścił niedawno rolkę z przebitkami z włoskich restauracji, w których podają krewetki w pancerzykach. Zdarzyły się nawet takie z jelitkiem w środku.
Co zmienił udział w programie?
Przemek Cichowlas wspomina, że już pracował jako kelner w czasach studenckich i nie chce wracać do gastronomii, nawet po drugiej stronie wydawki. Obecnie zawodowo spełnia się jako nauczyciel języków romańskich, ale coraz częściej przemyca w swoich kursach wątki kulinarne, bo to również jest jego wielką pasją.
– Kocham nauczać i to nauczanie języka włoskiego oraz francuskiego sprawia mi największą przyjemność zawodowo. Postanowiłem połączyć pasję do kuchni z pasją do nauczania i niebawem ukaże się mój pierwszy językowo-kulinarny e-book, który zrewolucjonizuje rynek materiałów do nauki języka włoskiego – zapowiada uczestnik "MasterChefa".
W e-booku znajdą się przepisy z Apulii, czyli z regionu, w którym obecnie mieszka Przemek, w polskiej i włoskiej wersji językowej. Podczas tygodniowych turnusów językowych w Bari zaprasza również swoich kursantów na osobiście przygotowany posiłek.
– Co więcej, stworzyłem w mediach społecznościowych nową serię, w której gotuję polskie dania i częstuję nimi Włochów, a oni je oceniają. Pierwszy odcinek o pierogach zdobył mnóstwo wyświetleń i polubień. Niebawem pojawią się kolejne części – obiecuje Przemek.
Nawet pozornie duże skuchy w "MasterChefie" można obrócić w dobrą monetę. Widzimy, że Przemek Cichowlas ma się dobrze, do krewetek podchodzi z dystansem i nadal zaraża innych miłością do gotowania i do nauki języków obcych.