Weszłam do sklepu w Wetlinie po bułki na szlak. Na półce czekał "kołacz maryjny"

Wyprawa w Bieszczady zazwyczaj kojarzy się ze szlakami, połoninami i szukaniem lokalnych smaków. Wchodząc do małego sklepu w Wetlinie po szybki prowiant na wędrówkę, nie spodziewałam się jednak kulinarnego odkrycia rodem z Beskidu Niskiego. Pomiędzy zwykłym bochenkiem chleba a bułkami moją uwagę przykuło spore, okrągłe ciasto z intrygującą, żółtą etykietą: "Kołacz Maryjny z Lipinek".

Kołacz maryjnyKołacz maryjny
Źródło zdjęć: © Pyszności
Katarzyna Gileta

Nazwa wypieku z miejsca wzbudza ciekawość, bo łączy w sobie bardzo dawne słowiańskie korzenie z lokalnym kultem religijnym. Sam kołacz to jedno z najstarszych ciast obrzędowych w naszej kulturze. Nazwa wywodzi się wprost od słowa "koło" i odnosi się do kolistej formy pieczywa, które przed wiekami symbolizowało słońce, pomyślność i urodzaj. W Małopolsce i na Podkarpaciu gospodynie piekły je wyłącznie na wyjątkowe okazje: wesela, chrzciny, dożynki oraz najważniejsze święta w kalendarzu.


WIDEO
Domowe ciasto Cielaczek. Na jednym kawałku na pewno się nie skończy

Człon "maryjny" w nazwie ciasta to z kolei ukłon w stronę historii samych Lipinek – wsi położonej w powiecie gorlickim, oddalonej od bieszczadzkiej Wetliny o ponad 130 km. W Lipinkach znajduje się znane w regionie Sanktuarium Matki Bożej Wniebowziętej, słynące z łaskami gotyckiej figury Madonny z Dzieciątkiem z XIV wieku. Co roku w sierpniu na wielki odpust ściągają tam rzesze pątników. Tradycja przygotowywania słodkich, drożdżowych wypieków dla pielgrzymów była w tych okolicach żywa od pokoleń, a lokalna piekarnia i ciastkarnia postanowiła zamknąć ten zwyczaj w formie firmowego specjału.

Jak wygląda i co kryje w środku?

Kołacz z Lipinek waży 440 g i w bieszczadzkim sklepie kosztował 13,60 zł. Z wyglądu przypomina klasyczny, rumiany zawijaniec drożdżowy z widocznym, jasnym nadzieniem serowym, rodzynkami oraz ozdobnymi smugami białego lukru na wierzchu. Pachnie słodko, waniliowo i cynamonowo.

Kołącz maryjny - skład
Kołącz maryjny - skład © Pyszności

Rzut oka na listę składników przynosi jednak ciekawą refleksję nad tym, jak dawne przepisy zderzają się ze współczesną produkcją cukierniczą. Tradycyjny domowy kołacz opierał się na zaledwie kilku podstawowych produktach z wiejskiej spiżarni: świeżym maśle lub smalcu, jajach, prawdziwym tłustym twarogu, mleku, mące i drożdżach. W paczkowanej wersji ze sklepowej półki znajdziemy oczywiście 31 proc. farszu twarogowego, mąkę pszenną, jaja i rodzynki, ale masło ustąpiło miejsca margarynie opartej na oleju palmowym i rzepakowym. Na etykiecie pojawiają się też emulgatory, skrobia modyfikowana oraz aromaty.

Słodka przekąska po zejściu ze szlaku

Tradycyjny kołacz jest przyjemnie miękki, puszysty i wyraźnie słodki. Twarogowe nadzienie z nutą cynamonu i rodzynek dobrze równoważy drożdżowe ciasto, a całość nie jest przesuszona. Pokrojony w grube kromki świetnie sprawdza się jako szybkie źródło energii zapakowane do plecaka albo dodatek do gorącej herbaty po powrocie ze szlaku.

Jeśli podczas podróży po południowej Polsce trafisz w małym sklepie na ten charakterystyczny, okrągły placek, warto wrzucić go do koszyka choćby z ciekawości. To ciekawy dowód na to, jak dawne obrzędy potrafią przetrwać w pamięci i na sklepowych półkach w zupełnie nowej odsłonie.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE