Jesienno-zimowy apetyt łatwo zrzucić na karb chłodu, ale sprawa jest bardziej złożona. Niższa temperatura może wpływać na wydatek energetyczny, jednak nie oznacza automatycznie, że każdy powinien jeść więcej. Znaczenie mają też codzienny rytm, aktywność, nastrój oraz okres świąteczny.
Sycąca potrawka z ryżem, dynią i papryką. Przepis dnia na obiad i zapas do słoika
Chłód zwiększa wydatek energii, ale nie musi wzmagać apetytu
Organizm utrzymuje stałą temperaturę ciała również wtedy, gdy na zewnątrz robi się zimno. Wykorzystuje do tego m.in. termogenezę, czyli proces produkowania ciepła, który może zwiększać zużycie energii podczas ekspozycji na chłód. Ale czy takie zjawisko usprawiedliwia dodatkową porcję obiadu na talerzu?
– Badania eksperymentalne pokazują, że nawet stosunkowo niewielkie obniżenie temperatury może zwiększać wydatek energetyczny i aktywność mechanizmów odpowiedzialnych za produkcję ciepła. Nie oznacza to jednak, że człowiek musi wyrównać ten wydatek większą ilością jedzenia – zauważa mgr Aleksandra Blachowska, dietetyczka z Centrum Respo.
W praktyce dużo zależy od tego, jak długo przebywamy na zimnie, jak się ubieramy i ile się ruszamy. Większość z nas spędza chłodne miesiące w ogrzewanych pomieszczeniach, dlatego organizm nie zawsze musi znacząco zwiększać produkcję ciepła.
Skąd bierze się większy apetyt w chłodne miesiące?
Jesień i zima sprzyjają spędzaniu czasu w domu, dłuższemu siedzeniu oraz mniejszej liczbie spontanicznych spacerów. Do tego jedzenie często staje się formą relaksu. Łatwo sięgnąć po przekąskę podczas serialu, pracy z kanapy czy spotkania ze znajomymi.
– Zimą zmieniają się warunki i zachowania, które u części osób mogą sprzyjać większemu spożyciu jedzenia. Problem polega jednak na tym, że nie mamy mocnych randomizowanych badań, które pozwalałyby powiedzieć, że każdy z tych czynników odpowiada za większe jedzenie właśnie zimą – wskazuje Aleksandra Blachowska.
W powszechnej opinii mocno upraszczamy to zjawisko. Dietetyczka powołuje się na badania eksperymentalne dotyczące aktywności fizycznej, jej wpływu na apetyt i późniejsze zapotrzebowanie energetyczne. Okazuje się, że jest to bardzo złożony i indywidualny proces. Mniejsza aktywność zimą może sprzyjać dodatniemu bilansowi energetycznemu, ale nie tylko dlatego, że "spalamy mniej", ale głównie dlatego, że zmienia się cały rytm dnia.
Zimą rzadziej sięgamy po wodę. Czy dlatego jemy więcej?
Wiele osób zauważa, że w chłodniejsze miesiące odczuwa mniejsze pragnienie niż latem. Dietetyczka zauważa jednak, że to, co nieraz interpretujemy jako głód, może być potrzebą nawodnienia. Jednak badania naukowe nie potwierdzają prostej zależności pomiędzy mniejszym nawodnieniem zimą a zwiększonym apetytem i masą ciała.
– Eksperymentalne badania nad spożyciem wody i energii pokazują pewne zależności między piciem a ilością spożywanego jedzenia, ale nie pozwalają uznać słabszego nawodnienia za główny mechanizm sezonowego wzrostu masy ciała. Zdecydowanie warto pamiętać o regularnym piciu wody także zimą, ale nie przedstawiałabym tego jako głównego wyjaśnienia zimowego wzrostu apetytu – mówi stanowczo ekspertka.
Jednocześnie należy pamiętać o tym, że nawodnieniu nie sprzyjają słodkie napoje i produkty alkoholowe; co więcej, takie wybory na co dzień mogą prowadzić do zaburzeń odżywiania.
Jedzenie jako sposób na jesienną chandrę
Wpływ na wzrost apetytu może mieć również gorszy nastrój jesienią i zimą. Niektóre osoby mają wtedy większą ochotę na produkty wysokowęglowodanowe, co może się przekładać na wzrost masy ciała.
– To jednak nie oznacza, że każda osoba zimą je więcej z powodu obniżonego nastroju. Badania nad sezonowością apetytu i nastroju wskazują na dużą zmienność między ludźmi. Możemy więc mówić o potencjalnym czynniku u części osób, ale nie o uniwersalnym mechanizmie odpowiedzialnym za zimowe przejadanie się – wyjaśnia dietetyczka.
Aleksandra Blachowska zauważa, że jest to bardzo złożony proces i niekoniecznie powiązany ze zmiennością pór roku.
Największe znaczenie ma okres świąteczny
Aleksandra Blachowska wskazuje na okres przed świętami Bożego Narodzenia i podaje badania w tym zakresie, które potwierdzają bezpośredni wpływ na zwiększenie apetytu i masy ciała.
– Podczas analizowania pomiarów masy ciała prawie 3000 osób (Helander i współpracownicy) okazało się, że wzrost masy ciała zaczynał się już ok. 2–3 tygodni przed świętami, a masa ciała pozostawała podwyższona jeszcze ok. tygodnia po ich zakończeniu. Podobny schemat obserwowano w różnych okresach świątecznych i kulturowych – podczas Święta Dziękczynienia w USA, Bożego Narodzenia i Nowego Roku w USA, Niemczech i Japonii, Wielkanocy w USA i Niemczech oraz Złotego Tygodnia w Japonii. Średni przyrost wynosił około 0,5 proc. masy ciała – podaje ekspertka.
Nie chodzi tylko o dwa dni w roku. Okres większej liczby spotkań, zwiększonej dostępności jedzenia, przekąsek, alkoholu, mniej regularnego trybu życia trwa nawet kilka tygodni. Dietetyczka zauważa, że wiele osób daje sobie przyzwolenie na to, żeby przytyć w święta. Ale jeśli nie jest to jednorazowe "przejedzenie", tylko większa ilość jedzenia przez dłuższy czas, to efekt może się kumulować.
Popularne opinie częściowo są prawdziwe
Podsumowując, to nie warunki atmosferyczne są głównym czynnikiem większego apetytu jesienią i zimą. Organizm reaguje na zimno zwiększeniem produkcji cieplnej, ale nie musi to mieć bezpośredniego przełożenia na zwiększenie zapotrzebowania na jedzenie.
– Wiele popularnych wyjaśnień zimowego wzrostu apetytu, takich jak nuda, słabsze nawodnienie czy mniejsza ilość słońca, ma biologiczne uzasadnienie lub jest przedmiotem badań, ale nie mamy obecnie wystarczających danych, aby stwierdzić, że którykolwiek z tych czynników samodzielnie odpowiada za to, że zimą jemy więcej – zauważa Aleksandra Blachowska.
Na zjawisko należy spojrzeć kompleksowo. Jesienią i zimą zmieniamy wiele elementów swojej codziennej rutyny, a zachowania takie jak dłuższe przesiadywanie na kanapie przed ulubionym serialem, wyjścia do kina zamiast na spacer oraz więcej okazji do świętowania sprzyjają częstszemu sięganiu po przekąski.