Koreańczyk spróbował kotleta z kani i zaczął się śmiać. "Niemożliwe, że to nie mięso"

Jesienne dania z polskich lasów potrafią zaskoczyć nawet tych, którzy niejednej kuchni świata już próbowali. Przekonał się o tym popularny w polskiej sieci twórca pochodzący z Korei Południowej. Gdy na jego talerzu wylądował tradycyjny, złocisty kotlet z kani, jego reakcja natychmiast stała się hitem.

Koreańczyk sprawdził kotlety z kaniKoreańczyk sprawdził kotlety z kani
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Instagram
Ewa Malinowska

Mikey Kim, bo o nim mowa, od dłuższego czasu podbija serca polskich internautów. Koreańczyk z pasją i autentycznym entuzjazmem zagłębia się w naszą kulturę stołu, testując zarówno codzienne obiady, jak i regionalne przysmaki. Buduje przy tym pomost między polską tradycją a azjatyckimi smakami, nierzadko dodając do rodzimych dań odrobinę smaków ze swojego kraju.

Gdy w sezonie jesiennym przyszedł czas na grzybobranie, na jego stole musiała pojawić się królowa polskich lasów w najpopularniejszej odsłonie – czubajka kania w chrupiącej panierce. Już sam widok wielkiego, idealnie opieczonego na złoty kolor placka wzbudził jego ciekawość, a z każdym kęsem było coraz lepiej.


WIDEO
Kolorowa pizza na kalafiorowym spodzie. Lżejsza wersja bez wyrabiania i czekania

Koreańczyk testuje kanie

Tekstura przygotowanego grzyba potrafi zmylić każdego, kto próbuje go po raz pierwszy. Kania po usmażeniu zyskuje mięsiste, zwarte wnętrze przypominające delikatny drób lub cielęcinę, skrywające się pod ultra chrupiącą skorupką.

Gdy influencer wgryzł się w gorący przysmak, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech połączony z autentycznym niedowierzaniem.

– Człeniu, nie wierzę. Niemożliwe, że to nie mięso! – powiedział ze śmiechem, kręcąc głową i badając strukturę kapelusza.

W trakcie dalszej degustacji nie szczędził zachwytów nad smakiem. I nic w tym dziwnego, bo kania genialnie chłonie przyprawy, przyjemnie chrupie i z każdym kęsem udowadnia, że siła polskiej kuchni tkwi w prostocie.

Nietypowe dodatki do kotleta

Mickey w swoim stylu połączył polski specjał z akcentami z rodzinnych stron. Na początku do kani dołączył ostry chrzan, a później obowiązkowo porcja koreańskiego kimchi. Niecodzienne dodatki okazały się strzałem w dziesiątkę.

– To jest przekozackie – dodał przy ostatniej porcji.

Połączenie chrupiącego leśnego grzyba z pikantną, sfermentowaną kapustą pokazało, że dobre jedzenie po prostu broni się samo. Okazuje się, że prosty kotlet z kani potrafi zrobić większą furorę niż niejedno wyszukane i skomplikowane danie.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ