Kultowe pączki wróciły na holenderskie ulice. Zjeść je można tylko do stycznia

Jesienna aura i spadek temperatur w Holandii co roku zwiastują powrót jednego z najbardziej lubianych symboli tamtejszej kuchni ulicznej. Na rogu ulic, przy placach i centrach handlowych pojawiają się charakterystyczne stoiska na kółkach. To właśnie tam serwowane są gorące, smażone w głębokim tłuszczu kulki ciasta znane jako oliebollen.

Oliebol to tradycyjne holenderskie pączkiOliebol to tradycyjne holenderskie pączki
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | SARAWUT MEETHAM
Ewa Malinowska

Oliebollen (co w dosłownym tłumaczeniu oznacza "oleiste kulki") to tradycyjny przysmak, który co roku opanowuje holenderskie ulice. Przygotowuje się je z luźnego ciasta drożdżowego na bazie mąki pszennej, mleka, jajek oraz świeżych drożdży, które tradycyjnie wzbogaca się o namoczone w rumie lub herbacie rodzynki, a nierzadko także drobno pokrojone twarde jabłka. Porcje ciasta nabiera się łyżką lub specjalną gałkownicą i wrzuca bezpośrednio do rozgrzanego głębokiego tłuszczu.

Złociste, chrupiące pączki podaje się od razu na gorąco, pakowane do papierowych torebek i obficie posypane cukrem pudrem. W przeciwieństwie do klasycznych polskich pączków oliebollen nie posiadają nadzienia, a wszystkie dodatki bakaliowe są równomiernie wymieszane w całej masie. Sama struktura ciasta po usmażeniu jest bardziej mięsista, wilgotna i cechuje się wyjątkowo chrupiącą skórką.


WIDEO
Gospodynie zdradziły, jak zrobić pączki. Dwie wersje i ciasteczka z resztek

Tradycja jedzenia pączków

Według dawnych podań germańskich spożywanie tłustych, pożywnych potraw w okresie zimowego przesilenia miało chronić mieszkańców przed okrutną boginią Perchtą (w znanej na północy odsłonie). Wierzono, że bogini ta przemierzała zamglone wiejskie osady, rozcinając brzuchy napotkanym ludziom, jednak u osób, które wcześniej najadły się tłustych kulek, tłuszcz na skórze i w żołądku sprawiał, że jej miecz po prostu ześlizgiwał się po ciele.

Z biegiem wieków pogański rytuał przekształcił się w stały element chrześcijańskiego świętowania okresu Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Sama nazwa oliebollen pojawiła się w słownikach języka niderlandzkiego dopiero w XIX wieku – wcześniej te małe, smażone przysmaki nazywano potocznie oliekoeken (oleistymi ciastkami).

Sezon na olienbollen

Chociaż jest to potrawa mocno zakorzeniona w tradycji sylwestrowej, mieszkańcy Królestwa Niderlandów nie czekają na nią do ostatniego dnia roku. Sezon na te słodkości rozpoczyna się oficjalnie na przełomie października i listopada, kiedy na ulicach miast pojawiają się charakterystyczne, bogato oświetlone wozy i przyczepy.

Większość stoisk działa na podstawie specjalnych, krótkoterminowych zezwoleń miejskich, które wygasają z pierwszymi dniami stycznia. Przeważnie stoiska znikają więc zaraz po Nowym Roku lub maksymalnie do końca pierwszego tygodnia stycznia, co sprawia, że wszyscy wyczekują ich ponownego otwarcia.

Oliebollen, czyli holenderskie pączki
Oliebollen, czyli holenderskie pączki © Licencjodawca | HARRY WEDZINGA

Kulminacja całego sezonu przypada na 30 i 31 grudnia. Wówczas przed stoiskami ustawiają się wielometrowe kolejki Holendrów kupujących pączki na tuziny, aby powitać przy nich Nowy Rok. Kultowy status tego deseru podkreślały przez lata ogólnokrajowy konkurs i ranking jakości Oliebollentest, organizowany przez dziennik "Algemeen Dagblad", w którym profesjonalni testerzy i technologowie żywności oceniali chrupkość skórki, puszystość ciasta, odpowiednie wyrośnięcie oraz poziom wsiąkania tłuszczu w poszczególnych budkach w całym kraju.

Jak smakuje olienbollen?

Dziś złociste kulki stanowią nieodłączny element zimowego krajobrazu i ulubiony street food mieszkańców Holandii. Parujące, pachnące cynamonem i świeżym ciastem drożdżowym oliebollen, jedzone na chłodnym powietrzu prosto z papierowej torebki,obowiązkowo z usmarowanym cukrem pudrem nosem, smakują dokładnie tak, jak powinna smakować prawdziwa holenderska zima.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE