Kosztuje nawet 600 zł za kilogram. Polakowi udało się go znaleźć
Kosztuje nawet 600 zł za kilogram. Polakowi udało się go znaleźć
Intensywnie pomarańczowy kapelusz, żółte blaszki i biała owijka u nasady trzonu sprawiają, że trudno przejść obok niego obojętnie. Od wieków uchodzi za jeden z najcenniejszych grzybów jadalnych Europy. Piotr Grześ, twórca profilu Grzybów_znawca, opowiedział nam, jak wyglądała jego podróż po muchomora cesarskiego.
Piotr Grześ pojechał do Grecji po muchomora cesarskiego
Piotr Grześ jest certyfikowanym klasyfikatorem grzybów i pracownikiem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu. Jednak w mediach społecznościowych zasłynął przede wszystkim z próbowania nietypowych owocników, w tym muchomorów. Wiele z nich jest jadalnych, a niektóre, jak muchomor cesarski (Amanita caesarea), uchodzą za wyjątkowy przysmak w krajach śródziemnomorskich.
WIDEO
Nasz przepis dnia na niezwykły klops z leśnymi grzybami. Zjesz na obiad lub położysz na kanapkę
Zanim wybierze się do lasu, siada przed monitorem
Wyprawa po muchomora cesarskiego wymagała dobrego przygotowania. Piotr Grześ nie wybrał kierunku przypadkowo: najpierw sprawdził dostępne połączenia lotnicze z Poznania, później przeanalizował opady z ostatnich tygodni i mapy satelitarne.
– Większość moich wypraw grzybowych zaczyna się nie w lesie, ale przed ekranem monitora. Szukałem miejsca, do którego łatwo dolecę z Poznania, a w którym mam szansę spotkać ten niesamowity, niewystępujący w Polsce gatunek – opowiada.
Ostatecznie wybór padł na Grecję. Grzyboznawca wytypował konkretne kompleksy leśne z odpowiednim drzewostanem, a po przylocie od razu ruszył w teren. Efekt był lepszy, niż zakładał.
– Po zaledwie trzech minutach marszu wypatrzyłem swojego pierwszego muchomora cesarskiego. To było spełnienie jednego z moich wielkich mykologicznych marzeń – przyznaje Piotr Grześ.
Muchomor, którego jedli rzymscy cesarze
Muchomor cesarski jest gatunkiem ciepłolubnym. Naturalnie nie występuje w Polsce,ale jest spotykany i ceniony pod względem kulinarnym na południu Europy. Związany jest przede wszystkim z dębami, bukami i kasztanowcami. Wyróżnia go gładki, pomarańczowoczerwony kapelusz bez białych łatek oraz złocistożółte blaszki i trzon.
– Muchomor cesarski, na Południu znany często pod włoską nazwą ovulo, to prawdziwy rarytas ceniony od czasów starożytnego Rzymu. W krajach basenu Morza Śródziemnego jest masowo sprzedawany na lokalnych targach i serwowany w najlepszych restauracjach, często na surowo, w formie carpaccio – opowiada grzyboznawca.
Gdy w lasach jest go niewiele, ceny sięgają nawet 600 złotych za kilogram. Jednak nie zawsze są aż tak wysokie – zależy to od miejsca, sezonu, dostępności i jakości grzybów, podobnie jak w przypadku naszych kurek czy rydzów.
Wszystkie muchomory trafiły na patelnię
Zbiory z greckiej wyprawy nie czekały długo na wykorzystanie. Piotr Grześ postawił na najprostsze rozwiązanie, które pozwoliło wybrzmieć smakowi wyjątkowych grzybów.
– Wszystkie znalezione okazy trafiły prosto na patelnię i zostały przez nas zjedzone. Są naprawdę wybitne w smaku. Przypominają naszego krajowego muchomora czerwieniejącego, ale przebijają go delikatnością i głębią aromatu – mówi Piotr Grześ.
Jadalne muchomory z polskich lasów
W polskich lasach również rosną jadalne muchomory. Poprosiłam grzyboznawcę o podanie nazw najsmaczniejszych gatunków.
– Na mojej liście jest wspomniany już muchomor czerwieniejący, niezwykle smaczny i pospolity, muchomor szyszkowaty, który często rośnie pod lipami i po przyrządzeniu ma wyraźną, orzechową nutę przypominającą orzechy brazylijskie, a także bardzo smaczny muchomor żółtawy (wizualnie nieco przypominający cesarskiego) oraz pospolity muchomor rdzawobrązowy – wymienia ekspert.
Dodaje, że jadalnych gatunków jest więcej niż tych śmiertelnie trujących, ale to nie znaczy, że można podjąć ryzyko.
– Ich zbiór w Polsce jest całkowicie legalny, a same grzyby występują powszechnie na terenie całego kraju. Oczywiście wymaga to pełnej wiedzy i bezwzględnej pewności przy identyfikacji, bo pomyłka w tej rodzinie bywa tragiczna w skutkach – podkreśla Piotr Grześ.
Również apelujemy, aby zbierać wyłącznie te grzyby, które dobrze rozpoznajemy, podczas zbiorów nie niszczyć ściółki i nie szukać owocników na terenie rezerwatów przyrody. W razie wątpliwości można napisać do grzyboznawcy o pomoc w ich identyfikacji.