Książulo mógł zrobić coś więcej niż wprowadzić pizzę do sieci sklepów [OPINIA]

Wejście z pizzą do Żabki to biznesowo bardzo logiczny ruch. Produkt trafia do tzw. największej pizzerii w Polsce, łatwo go skalować, a twórca ma rzeszę chętnych klientów. Tylko że gdy słyszę o marzeniu o własnym gastro, myślę o czymś zupełnie innym – o eksperymencie, na jaki nie mógłby sobie pozwolić nikt inny niż Książulo.

Czy Książulo mógłby otworzyć swój lokal? Uważam, że takCzy Książulo mógłby otworzyć swój lokal?
Źródło zdjęć: © Pyszności, YouTube
Magdalena Pomorska

I tu zaczyna się mój pomysł. Szymon Nyczke, czyli internetowy twórca działający od lat pod nickiem Książulo, o swoim love-hate w kierunku gastronomii mówi od dawna. W wideo opisującym nowy kierunek jego działalności również wspomina o marzeniu posiadania własnej kebabowni, pizzerii lub lokalu ze smash burgerami. Żeby móc swoim odbiorcom "dać do jedzenia coś od siebie".

Tymczasem wprowadził do Żabki (która sprzedała ponad 16,5 mln sztuk pizzy w 2025 r.) mrożone pizze w dwóch smakach. A jak mogła wyglądać alternatywna rzeczywistość?

Książulo! Łap pomysł na gastro

Lokal gdzieś na warszawskim Targówku czy Bródnie. Bez jego nazwiska, bez twarzy na szyldzie, bez wielkiego otwarcia i przede wszystkim bez informacji, kto jest właścicielem.

Bo gdyby Książulo powiedział pierwszego dnia: "otworzyłem restaurację", lokal zostałby prawdopodobnie natychmiast zalany jego widzami. Sam to przyznaje. I nie dowiedzielibyśmy się właściwie niczego o samej restauracji. Czy jedzenie jest dobre? Czy ludzie wracają? Czy obsługa działa? Czy lokal ma sens dla dzielnicy? A może wszyscy przyszli tylko dlatego, że można powiedzieć: "byłem w gastro Książula"?

Dlatego przez pierwszy miesiąc Książulo musiałby zniknąć ze swojego własnego lokalu.

A jednocześnie cały czas mówiłby o tym w swoich filmach. Jak?


WIDEO
Pół miasta zjeżdżone, ale dorwałam pizzę Książula. Tylko musiałam ją upiec sama w domu

Gastronomia od podszewki - przekaz podprogowy

I tutaj moim zdaniem zaczyna się naprawdę ciekawa część. Bo przecież nie musiałby milczeć. Wręcz przeciwnie. Równolegle nagrywałby swoje normalne materiały, ale zacząłby bardzo konsekwentnie edukować widzów w tematach, które za chwilę będą miały znaczenie dla jego własnego biznesu.

Mówiłby o tym, dlaczego obsłudze należy się szacunek. Dlaczego kelner nie jest od przyjmowania wyzwisk, bo klientowi coś się nie spodobało. Dlaczego kolejka do popularnego miejsca jest czymś normalnym, a nie dowodem na to, że restauracja "nie ogarnia". Dlaczego warto korzystać z systemu rezerwacji. Dlaczego czasami nie ma stolika, dlaczego kuchnia ma swoje tempo i dlaczego pracownik restauracji nie jest niewidzialnym elementem usługi.

I robiłby to bez komunikatu: "przygotowuję was właśnie do mojego lokalu".

Po prostu przez kilka tygodni budowałby w swojej społeczności nowy sposób myślenia o byciu gościem restauracji, bistro czy osobą z kolejki po zapiekankę "z okienka".

To byłoby zresztą dużo ciekawsze niż zwykłe "idźcie i zobaczcie mój lokal". Bo jego filmy miałyby wtedy drugie dno. Widzowie oglądaliby materiały o gastronomii, nie wiedząc, że równolegle powstaje miejsce, w którym te zasady będą obowiązywać.

Restauracja u Książula - czy to ma sens?

Po określonym czasie – tu każdy biznes w zależności od konceptu i lokalizacji reaguje inaczej – mógłby odsłonić karty. Potrafi w format explainer video, jak już się zdążyliśmy zorientować.

"Słuchajcie. Ten lokal, o którym nie mieliście pojęcia, jest mój. Przez ostatni miesiąc odwiedziło go X osób. Działał bez mojego nazwiska, bez mojej twarzy i bez waszej wiedzy. Teraz możecie przyjść już oficjalnie."

I wtedy jego społeczność dostałaby coś więcej niż kolejny produkt do kupienia.

Dostałaby miejsce, którego zasady zostały właściwie wcześniej wspólnie wypracowane. A Książulo miałby coś jeszcze cenniejszego: prawdziwy test własnego gastro. Nie test popularności swojej twarzy, tylko jedzenia, obsługi, organizacji i tego, czy ludzie chcą tam wracać.

Pizza w Żabce może być bardzo dobrym biznesem. Tego nie kwestionuję.

Ale jeśli naprawdę chodzi o to karmienie ludzi, to moim zdaniem właśnie taki eksperyment byłby dla Książula o wiele ciekawszy. Najpierw nauczyć swoich widzów, jak być dobrym gościem restauracji. Potem pozwolić im przez miesiąc odwiedzać restaurację, o której nie wiedzą, że jest jego. A dopiero na końcu powiedzieć: "tak, to ja".

Bo jego problemem przy otwieraniu lokalu nie byłoby zdobycie pierwszych klientów. Problemem byłoby zdobycie klientów, którzy przyszli dla restauracji, a nie dla Książula.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE