Akcja "Kupuję, nie marnuję" to znana inicjatywa dyskontu, ale jej najnowszy segment – torby mixów na dziale Ryneczek Lidla – rozchodzi się w mgnieniu oka. Zasada jest prosta: pracownicy sklepu pakują do dużej papierowej torby warzywa i owoce, które są w pełni wartościowe do spożycia, ale ze względu na drobne wady wizualne, pojedyncze uszkodzone sztuki w zbiorczym opakowaniu lub kończącą się świeżość nie trafiłyby do regularnej sprzedaży.
Zamiast lądować w koszu, owoce i warzywa trafiają do klientów za ułamek ceny. Cała torba MIX OW (skrót OW oznacza owocowo-warzywny) waży zazwyczaj od 2 do 3 kilogramów i kosztuje 8 złotych. Projekt jest sukcesywnie wdrażany w wybranych sklepach w całej Polsce, a ze względu na ograniczoną dostępność upolowanie takiej paczki graniczy czasem z cudem. Takie torby są trochę jak jajko z niespodzianką, ale w wydaniu dla dorosłych.
DLA CIEBIEFocaccia z łososiem i burratą - włoskie danie jak z restauracji
Torba MIX OW z Lidla – co można znaleźć?
Podczas ostatnich zakupów miałam ogromne szczęście – na specjalnym stoisku przy dziale warzywnym stała ostatnia papierowa paczka. Dumnie widniał na niej napis: "Uratuj MIX warzyw i owoców – mnóstwo smaku w jednej torbie". Bez zastanawiania wrzuciłam ją do koszyka.
W środku znalazłam pęczek szczypiorku, opakowanie rukoli, kiść pomidorków koktajlowych, siatkę ziemniaków oraz limonek, cytrynę i natkę pietruszki. Wartość znajdujących się w środku produktów zdecydowanie przekraczała 8 zł. Wszystkie nadawały się do spożycia, nie miały na sobie oznak pleśni czy zgnilizny.
Gdybym kupowała te produkty osobno w regularnych cenach, na paragonie pojawiłaby się kwota rzędu ok. 30 zł. To nie tylko oszczędność dla domowego budżetu, ale i dawka satysfakcji, bo przecież w ten sposób dokładamy cegiełkę do przeciwdziałania marnowaniu żywności.
Jak Lidl walczy z marnowaniem jedzenia?
Warto pamiętać, że torby MIX OW w sklepie Lidl to tylko część szerszego programu ograniczenia strat. Wchodząc do sklepu, warto rozejrzeć się za innymi strefami przecen. Przede wszystkim jest to kosz ze słynną pomarańczową etykietą "-50 proc."
Znajdziemy tam nabiał (sery, jogurty, śmietany, masło), wędliny czy gotowe dania, którym kończy się termin przydatności do spożycia.
Przy dziale piekarniczym stoją kosze z chlebami i bułkami odpieczonymi poprzedniego dnia. W pełni nadają się do jedzenia, a kupimy je za połowę ceny – idealne na grzanki, do zamrożenia lub po prostu do zjedzenia na śniadanie. To dowód na to, że ekologia może iść w parze z ekonomią.