Spróbowaliśmy nagrodzonego pstrąga w Bieszczadach. Ale to deser okazał się największym zaskoczeniem
Spróbowaliśmy nagrodzonego pstrąga w Bieszczadach. Ale to deser okazał się największym zaskoczeniem
Bieszczady od lat przyciągają nie tylko szlakami i widokami na połoniny, ale też smażalniami ryb, które powstały w okolicach Jeziora Solińskiego. Znalezienie miejsca, w którym ryba jest świeża, a rachunek nie zwala z nóg, bywa jednak wyzwaniem.
Kiedy w lipcu tego roku portal wBieszczady rozstrzygnął plebiscyt czytelników na najsmaczniejszego pstrąga w regionie, pierwsze miejsce przypadło Smażalni Złoty Pstrąg w Wołkowyi. Postanowiliśmy odwiedzić to miejsce w słoneczną jesienną niedzielę, sprawdzić, czy kuchnia trzyma formę po sezonie i przekonać się, co tak naprawdę przyciąga tam tłumy.
WIDEO
Najlepszy pstrąg w Bieszczadach? Zjedliśmy rybę z Wołkowyi
Pełny parking i widok na jezioro
Wołkowyja leży nieco na uboczu najgłośniejszych solińskich kurortów, co sprawia, że tutejszy klimat jest spokojniejszy. Smażalnia przy ulicy Bieszczadzkiej 3 ma jednak swoją wierną publiczność. W porze obiadowej parking był wypełniony niemal do ostatniego miejsca. Podobnie zadaszony taras widokowy z panoramą na zalew – wszystkie stoliki na zewnątrz były zajęte, a wnętrze lokalu błyskawicznie zapełniało się gośćmi.
Zasady są proste: zamówienie składa się przy barze, otrzymuje pager, a po odbiór dań podchodzi się osobiście. Mimo sporej kolejki organizacja pracy w kuchni robiła dobre wrażenie, a czas oczekiwania nie dłużył się nadmiernie.
Ryba na sztuki, nie na gramy
Jednym z największych problemów w turystycznych smażalniach bywa ważenie surowej ryby i końcowy rachunek, który potrafi niemile zaskoczyć. W Złotym Pstrągu ceny podawane są za sztukę o określonej wadze, dzięki czemu łatwiej oszacować koszt zamówienia. Klasyczny pstrąg smażony o masie ok. 350–400 g kosztuje 34 zł, wersja z grilla to wydatek rzędu 35 zł, a wędzona na miejscu ryba (ok. 260 g) kosztuje 30 zł.
Zdecydowaliśmy się na klasykę: dwie sztuki pstrąga smażonego z dodatkami. Do jednego zestawu dobraliśmy frytki (10 zł) i surówkę z białej kapusty (6 zł), do drugiego ziemniaki opiekane (11 zł) oraz tę samą surówkę. W ofercie są też surówki z marchewki i czerwonej kapusty, a także zestaw surówek.
Tytuł zdobyty w plebiscycie nie był przypadkiem. Pstrąg został wysmażony wzorowo. Z wierzchu złocisty i chrupiący, bez zbędnej, grubej warstwy panierki. W środku mięso pozostało zwarte i soczyste, a co najważniejsze – bez trudu odchodziło od ości. To właśnie takiej ryby oczekujemy od dobrej smażalni.
Warto zaznaczyć, że pstrąg nie jest jedyną propozycją dla miłośników ryb. W menu znajdziemy również filet z sandacza, dorsza oraz wędzonego suma. Są też dania dla osób, które wolą tradycyjną kuchnię polską, m.in. kotlet schabowy, pierogi z serem i mięsem oraz placki po bieszczadzku. Miłośnicy ziemniaczanych specjałów mogą wypatrywać także placków z sosem borowikowym lub gulaszem z dzika.
Kwaśnica i flaczki wołowe na rozgrzewkę
Zanim na stole pojawiły się ryby, przetestowaliśmy dwie zupy. Porcje są tu bezkompromisowe – każda ma 500 ml i jest podawana w głębokim talerzu.
Flaczki wołowe (21 zł) okazały się poprawne, gęste i sycące, choć bez efektu zaskoczenia. To solidna, tradycyjna propozycja dla głodnych wędrowców. Ciekawiej wypadła zupa dnia (19 zł), czyli bieszczadzka kwaśnica z kiszoną kapustą, ziemniakami i świeżym koperkiem. W smaku była bardzo łagodna i delikatna. Fani mocno kwaśnych, wyrazistych zup mogliby oczekiwać nieco większego pazura, ale to już kwestia gustu.
Kulinarny hit: plecionka naleśnikowa
Choć pstrąg jest oficjalnym bohaterem tego miejsca, prawdziwym powodem naszych powrotów do Wołkowyi jest deser. Mowa o plecionce naleśnikowej, która w menu występuje w dwóch rozmiarach: mniejszej o średnicy 18 cm za 30 zł oraz dużej, 27-centymetrowej, za 36 zł.
To pomysłowa interpretacja amerykańskiego funnel cake, czyli ciasta lanego smażonego na głębokim tłuszczu. Podstawą jest lekko chrupiące, ciepłe, waniliowe gniazdo z ciasta, które z wierzchu posypano obficie cukrem pudrem. Na to trafia solidna porcja owoców – truskawki oraz jagody – przełamana sosem owocowym i listkami mięty. Kluczowy detal kryje się jednak w śmietanie: to prawdziwa, gęsta, tłusta bita śmietana, a nie chemiczna piana z puszki. Duża porcja za 36 zł spokojnie wystarcza dla dwóch osób. To deser, który zdecydowanie zapamiętamy z tej wizyty, a przy okazji ciekawa alternatywa dla klasycznych gofrów czy naleśników.
Ile zapłaciliśmy za obiad?
Za obiad dla dwóch osób zapłaciliśmy łącznie 189 zł. Biorąc pod uwagę wielkość porcji i jakość zamówionych dań, rachunek uznaliśmy za rozsądny jak na popularną turystyczną miejscowość.
Złoty Pstrąg okazał się miejscem, do którego warto zajrzeć nie tylko ze względu na nagrodzonego pstrąga. Dobrze przygotowana ryba, duże porcje i ciekawa oferta dla osób, które niekoniecznie mają ochotę na smażonego pstrąga, sprawiają, że każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie. My z pewnością będziemy pamiętać przede wszystkim o plecionce naleśnikowej, dla której sami chętnie wrócimy do Wołkowyi.