Kawa na mieście potrafi kosztować nieduże pieniądze, o ile pijemy ją za granicą. Okazuje się, że na południu Europy można kupić cappuccino czy espresso za 2-3 euro, a i latte macchiato kosztuje niewiele więcej. Nawet po przeliczeniu na złotówki dramatu nie ma. W Polsce ceny kawy potrafią szokować, w szczególności gdy mamy na uwadze, że da się przecież sprzedawać inaczej. Dziś 15 zł za 200 ml filiżankę naparu wielu uznaje nawet za cenę okazyjną – zwłaszcza gdy chcemy go wypić w bardzo turystycznej lokalizacji.
WIDEOJajecznica z 3 jajek w cenie obiadu. Wróciliśmy do Księstwa Góralskiego
Kawa w Księstwie Góralskim
Zakopane tanie nie jest, a lokal Księstwo Górskie na Krupówkach znajduje się na samym szczycie tej drożyzny. Jajecznica z trzech jajek w cenie całego obiadu to dopiero początek. Nasza czytelniczka postanowiła wpaść tam na szybką chwilę relaksu. Wybór był prosty: dwa razy latte macchiato oraz dwa desery – Creme Brulee i Puchar Truskawka Kataifi.
O ile same desery za 50 zł za sztukę mogą przyprawić o ból głowy, o tyle rachunek za napój zwala z nóg. Za jedną filiżankę latte macchiato trzeba tam zapłacić aż 35 zł. I nie mówimy tu o wielkim, półlitrowym kubku na wynos, ale o zwykłym naczyniu o pojemności zaledwie 220 ml. Ostateczny rachunek za dwie małe kawy i dwa desery wyniósł 170 zł.
"Chciałam sprawdzić, czy warto i czy taka kawa różni się od tej po 20 zł. Nie była zła, ale nie da się ukryć, że mocno przepłaciłam" – pisze nasza czytelniczka.
Ceny z kosmosu
W branży restauracyjnej od dawna nie jest tajemnicą, że restauracje i kawiarnie zarabiają najwięcej właśnie na napojach. Gdy spoglądamy na karty dań, ceny wody mineralnej czy zwykłej czarnej kawy potrafią być wręcz ostentacyjnie zawyżone.
Wynika to z czystej kalkulacji biznesowej. Food cost (czyli bezpośredni koszt surowców potrzebnych do przygotowania porcji) w przypadku kawy z ekspresu jest znikomy. Nawet wliczając w to ziarna wysokiej jakości, świeże mleko, zużycie prądu czy stopniową eksploatację drogiego sprzętu, koszt przygotowania jednej filiżanki wynosi zwykle od kilkudziesięciu groszy do maksymalnie 2-3 złotych. Zysk przy cenie 35 zł jest więc ogromny. Lokal wyciąga tu maksymalną marżę, aby rekompensować sobie wysoki czynsz, koszty pracownicze czy niższy narzut na innych daniach obiadowych.
Dla kogo jest Księstwo Góralskie?
Dla wielu przeciętnych turystów takie stawki to po prostu czysta odklejka od realiów, jednak właściciel lokalu z pewnością nie ustala ich przypadkowo. W wywiadach i polityce prowadzenia biznesu nie ukrywa, że celowo mierzy w najzamożniejszy segment klientów.
Wysoki próg cenowy działa tu jako swoisty filtr – lokal ma przyciągać osoby, dla których wydanie kilkuset złotych na obiad czy szybki deser nie stanowi najmniejszego problemu. W ostatnich latach w Zakopanem ogromną grupę takich zamożnych klientów stanowią turyści z Bliskiego Wschodu, którzy chętnie odwiedzają Podhale i są przyzwyczajeni do wyśrubowanych, światowych cen w kurortach.
Pytanie tylko, czy zwykły polski turysta, idąc Krupówkami, ma jeszcze ochotę płacić 35 zł za łyk spienionego mleka z espresso. Na to każdy musi odpowiedzieć sobie sam – najlepiej jeszcze przed otwarciem karty dań.