Jak przygotować się na kilka dni bez prądu czy wody? Ekspert od survivalu radzi

Gdy zabraknie prądu i wody, sklepowe półki mogą szybko opustoszeć. Co warto mieć w domu, żeby spokojnie przetrwać taki czas? O zapasach, gotowaniu i najczęstszych błędach mówi Paweł Szlendak, ekspert od survivalu, w rozmowie z redakcją Pyszności.

Paweł Szlendak, ekspert do spraw survivaluPaweł Szlendak to ekspert do spraw survivalu
Źródło zdjęć: © Archiwum prywatne

Nagły blackout, odcięte dostawy wody i dantejskie sceny w supermarketach to scenariusz, o którym większość z nas woli nie myśleć. Co jednak, gdybyśmy chcieli przygotować się na taki hipotetyczny kryzys? Jak w prosty sposób zabezpieczyć rodzinę na co najmniej tydzień, co naprawdę powinno znaleźć się w naszej spiżarni i dlaczego zawekowany słoik zupy bywa cenniejszy niż zgrzewka suchych racji? O to, jak z głową i spokojem przygotować się na czasowy niedobór dostaw, zapytaliśmy eksperta.

Paweł Szlendak, znany pod pseudonimem "Szlendi", to jeden z najbardziej doświadczonych polskich ekspertów w dziedzinie survivalu, bushcraftu oraz przygotowań kryzysowych (preparedness). Pochodzący z Lublina instruktor od lat prowadzi szkolenia z technik przetrwania w skrajnych warunkach. Jest twórcą autorskich programów szkoleniowych realizowanych w Polsce i za granicą, a także konsultantem Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (RCB) ds. odporności obywateli na wypadek sytuacji kryzysowych i klęsk żywiołowych.


WIDEO
Kuchnia chłopów w XIX w. Do tego się posuwali, by przetrwać

Krzysztof Załuski dla Wirtualnej Polski: Dowiaduje się pan, że przez najbliższe kilka dni nie będzie prądu ani wody. Biegnie pan od razu do sklepu po zapasy?

Paweł Szlendak, ekspert do spraw survivalu i przygotowań kryzysowych: Nie musiałbym biec. Zapasy mam w domu. A w sklepie pewnie zastałbym już puste półki. Zazwyczaj tak jest w podobnych sytuacjach. Panika, chaos, bieganina.

Co pan trzyma w domu do jedzenia? Ryż, makaron?

Wiele osób myśli, że takie produkty są najbardziej wskazane. A to nic bardziej mylnego. Jak pan ugotuje ryż czy makaron, jeśli ma pan w domu jedynie płytę indukcyjną, a wody tyle, co kot napłakał? Trzeba to przecież ugotować. Bez prądu? A poza tym samym makaronem czy ryżem sił panu nie przybędzie. Posiłek – nawet w skrajnie trudnej sytuacji – może być i smaczny, i zdrowy. Nawet w ekstremalnych sytuacjach.

Czyli co gromadzić?

To, co pan najbardziej lubi jeść. Tylko w postaci pasteryzowanej. Dla młodych ludzi może to być obce pojęcie i kojarzyć się z jakąś fabryką przetwórstwa, ale pasteryzacja jest stara jak świat i mało skomplikowana. Nie robimy tego jednak dopiero wtedy, gdy dostaniemy komunikat czy SMS o sytuacji kryzysowej, na przykład o blackoucie lub poważnej awarii elektrowni. O takie zapasy chociażby w słoikach dbamy na bieżąco.

Zapasy mięsa rób tylko wtedy, jeśli masz gdzie je później upiec
Zapasy mięsa rób tylko wtedy, gdy masz gdzie je później upiec © Archiwum prywatne

Pan ma takie słoiki?

Oczywiście i każdemu to polecam. Gdy żona ugotuje duży garnek zupy, to po zjedzeniu część możemy przełożyć do słoików, zawekować i zjeść w kolejnych dniach. Wystarczy podgrzać porcję. Taki zapas stale uzupełniamy. To już mam we krwi i dbam o takie rzeczy. Nawet wczoraj, kiedy wracałem późno w nocy z szkolenia, zamiast jechać prosto do domu pojechałem jeszcze na stację benzynową zatankować do pełna. Wprawdzie dopiero zaświeciła się rezerwa, ale czuję się pewniej, kiedy wiem, że nic mnie nie zaskoczy. Tak samo jest z zapasami jedzenia czy picia. Uzupełniam je na bieżąco.

Gdzie pan trzyma wodę?

W garażu, w szafce. Woda źródlana czy mineralna nie psuje się tak szybko. Nie może jedynie stać na słońcu. Kiedyś piłem nawet wodę mineralną, której termin ważności minął dwa lata wcześniej. Żyję.

W czym ją przechowywać?

Wystarczą popularne pięciolitrowe butelki, szczelnie zamknięte i trzymane w ciemnym miejscu. Dodam od razu, że powinniśmy tak obliczać zapasy, żeby na każdą osobę przypadało co najmniej pięć litrów wody na dobę. Niektórzy mówią o dwóch litrach, ale moim zdaniem to stanowczo za mało. Wystarczy pojechać z rodziną na zwykły biwak turystyczny. Gdy ugotujemy ryż czy makaron, zaparzymy herbatę, a do tego trzeba jeszcze umyć ręce i naczynia, taka ilość może się okazać niewystarczająca.

Do podgrzania czy ugotowania czegokolwiek potrzebujemy jednak źródła ciepła. Jak gotować bez prądu?

W najlepszej sytuacji są ci, którzy mają w domu gaz. W nowych blokach jest to głównie płyta indukcyjna, zazwyczaj bezużyteczna podczas awarii prądu. Warto dlatego wydać kilkadziesiąt złotych na zwykłą turystyczną kuchenkę gazową. Kierowcy tirów wiedzą, o czym mówię. Do tego oczywiście zapas paliwa.

Wróćmy do tych słoików. Co pan do nich wkłada?

Wystarczy włożyć do słoika na przykład kawałki mięsa z warzywami, kilka godzin gotować w gorącej wodzie i gotowe. Można mięso wcześniej zmielić, dodać ulubione przyprawy i mamy pożywną, smaczną konserwę z galaretką i tłuszczykiem albo znaną jeszcze z wojska tuszonkę. Tym można się przynajmniej najeść do syta. Ryż czy makaron wymagają więcej zachodu i wody. Tak samo można przygotować pasteryzowane zupy. Przez tydzień możemy jeść codziennie inną. Kiedy wybuchła pandemia, to dziwiłem się, że ze sklepów znikały właśnie ryż, jakieś zupki w proszku i makaron, a pasteryzowane bigosy, flaki czy pulpety stały na półkach. Miały długi termin ważności i nie wymagały skomplikowanego przygotowania.

Zapasy powinny wystarczyć na tydzień?

Zazwyczaj wystarczy kilka dni, żeby sytuacja kryzysowa w jakimś stopniu się unormowała. Tydzień wydaje mi się optymalnym okresem.

A woda z rzeki lub jeziora? Można z niej korzystać np. przy myciu naczyń?

Nie tylko do mycia. Piłem wodę z większości polskich rzek i nie miałem z tym najmniejszego problemu. Używałem jednak specjalnej rurki z filtrem. To świetne rozwiązanie. Jeśli jej nie mamy, można wykorzystać na przykład węgiel drzewny z ogniska i przepuszczać przez niego wodę. Ten powolny sposób poprawia smak i jakość wody, a następnie gotowana przez 10 minut od zawrzenia woda nadaje się do picia. Sprawdzałem to wiele razy. Zresztą, jak idę np. w góry, to wystarczy mi jedynie mała butelka i taka rurka. Wodę piję z potoku.

Paweł Szlendak filtrował i pił wodę z polskich rzek
Paweł Szlendak filtrował i pił wodę z polskich rzek © Archiwum prywatne

Można się wcześniej przygotować do takich sytuacji?

Sama wiedza to jedno, a praktyka to drugie. Idealnym sposobem sprawdzenia się w takich warunkach jest model skandynawski: wyjechać z rodziną, dziećmi na kilkudniowy biwak na łonie natury. Sprawdzić, jak racjonalnie korzystać z wody, jak rozpalić ognisko, żeby długo się paliło, i w jaki sposób uzdatnić wodę. I to nie teoretycznie. Wiele osób może się zdziwić, jak niewiele środków potrzeba, żeby wykorzystać deszczówkę chociażby do mycia. Proszę pamiętać, że w normalnych warunkach możemy gromadzić w lodówce czy zamrażarce kilogramy schabowych, mięsa i wędlin – tak na wszelki wypadek. Tylko że jeśli zabraknie prądu, zostaniemy z zapasem, który szybko się zepsuje.

Na każdym szkoleniu powtarzam, że dobrze jest wyrobić w sobie nawyk gromadzenia żywności i wody. Spożywamy je na bieżąco, ale też regularnie uzupełniamy. Tak jak z samochodem: nie jeździmy na rezerwie. Pamiętajmy, że jeśli nagle dojdzie do naprawdę trudnej sytuacji, może być za późno, żeby dopiero wtedy o tym pomyśleć. Podobnie było w Anglii podczas brexitu czy w Holandii podczas strajku rolników. Półki w sklepach były puste. Kto wcześniej o tym myślał, nie wpadał w niepotrzebną panikę.

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY