Kolacja 165 metrów nad ziemią. Zjadłam obiad w obracającej się wieży

Sto sześćdziesiąt pięć metrów nad ziemią, z panoramą na Wilno i obracającym się powoli stołem. Wjechałam na szczyt wieży telewizyjnej, by sprawdzić, jak smakuje kolacja w legendarnej restauracji w chmurach. Miejsce ma trudną historię, ale dziś zachwyca kuchnią. Sprawdziłam, czy jedzenie dorównuje widokom.

Odwiedziłam restaurację w wieży telewizyjnejOdwiedziłam restaurację w wieży telewizyjnej
Źródło zdjęć: © Pyszności • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Ewa Malinowska

Wjechanie ekspresową windą na wysokość ponad 160 metrów w wileńskiej wieży telewizyjnej – najwyższym budynku na Litwie (mierzącym 326,5 metra) i jednej z najbardziej rozpoznawalnych konstrukcji w całej Europie Wschodniej – to dopiero początek niezapomnianych wrażeń. Chociaż samo spojrzenie z góry na zakola meandrującej rzeki Wilii, malownicze Stare Miasto oraz gęste leśne korony otaczające stolicę robi wrażenie, tutejsza strefa gastronomiczna ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko efektowne widoki.


WIDEO
Dostał gwiazdkę Michelin 60 dni po otwarciu. W menu podroby i babcine przepisy

Wieża telewizyjna w Wilnie

Wchodząc do dolnego holu wieży, nie sposób przejść obojętnie obok historii. Mijamy pomnik poświęcony tragicznym wydarzeniom z tzw. krwawej niedzieli 13 stycznia 1991 r., kiedy to nieuzbrojeni litewscy cywile stanęli do obrony wieży przed szturmującymi radzieckimi czołgami i komandosami z grupy Alfa. To właśnie pod tym betonowym kolosem ważyły się losy niepodległości kraju.

  • Na miejscu są też luksusowe apartamenty
  • Wieża telewizyjna w Wilnie
  • Jedną z atrakcji jest spacer przy krawędzi
[1/3] Na miejscu są też luksusowe apartamenty Źródło zdjęć: © Pyszności

Dziś jednak Wilno nadaje temu brutalistycznemu obiektowi z lat 70. zupełnie nowy, luksusowy wymiar, przyciągając poszukiwaczy kulinarnych i ekstremalnych wrażeń. Obecnie w kompleksie znajdziemy między innymi strefę spaceru w uprzęży po zewnętrznym, otwartym gzymsie, nowoczesne apartamenty noclegowe w chmurach, a przede wszystkim dopracowane strefy gastronomiczne. Odwiedziłam tę najbardziej ikoniczną – panoramiczną restaurację Paukščių Takas (Droga Mleczna). Znajduje się na wysokości 165 metrów (odpowiadającej 66. piętru), a zewnętrzny pierścień restauracji ze stolikami obraca się powoli wokół własnej osi.

Jak wygląda restauracja panoramiczna?

Wchodząc do eleganckiej, stonowanej architektonicznie sali, od razu dajemy się wciągnąć w grę perspektyw. O jakiekolwiek zawroty głowy czy uderzenia choroby morskiej martwić się nie trzeba – precyzyjny mechanizm obrotowy działa bezszelestnie, a pełny obrót o 360 stopni trwa od około 45 do 50 minut. W samym sercu obrotowej konstrukcji ulokowano stacjonarną, niedostępną dla ruchu podłóg, półotwartą kuchnię.

  • Wszystkie stoliki znajdują się przy oknie
  • Półotwarta kuchnia
  • Wnętrze restauracji
[1/3] Wszystkie stoliki znajdują się przy oknie Źródło zdjęć: © Pyszności

Przed oczami czekających na dania gości niespiesznie przesuwa się panorama całej wileńskiej aglomeracji. Śmiejemy się pod nosem, że kelnerzy w tej przestrzeni nie muszą nawet przemierzać całej sali – wystarczy, że zaczekają przy kontuarze, aż odpowiedni stolik po prostu sam do nich przyjedzie.

Paukščių Takas: co można tam zjeść?

Karta dań w restauracji to nowoczesny europejski szlif z akcentami litewskimi i leśnymi. Na nasz stół trafiają pierwsze zamówienia z sekcji przystawek: tatar wołowy (w cenie 18 euro) oraz chrupiące krokiety z dziczyzny (również 18 euro).

Tatar z mięsa wołowego z chrupiącym chipsem gryczanym był przygotowany bardzo dobrze pod kątem jakości i techniki siekania. Mięso zachowało idealną sprężystość, jednak miało mocno ziołowy smak, który nieco zdominował wołowinę. Dla mnie to było trochę za dużo, ale mój towarzysz tatar zjadł ze smakiem.

  • Krokiety z dziczyzną
  • Tatar wołowy
[1/2] Krokiety z dziczyzną Źródło zdjęć: © Pyszności

Zdecydowanie większy entuzjazm wzbudziła u mnie druga przystawka – krokiety z dziczyzny serwowane jako cztery złociste, chrupiące kuleczki na kremie chrzanowym, przybrane marynowanym porem i grzybami. Lekka ostrość chrzanu idealnie przełamywała szlachetne, leśne mięso. Smaczne, ale wciąż nie zapisałoby się na moją listę dań, do których warto wracać.

Dania główne skradły show

Prawdziwy popis kunsztu szefa kuchni zaczął się jednak przy daniach głównych. Polędwiczka wieprzowa (20 euro) podana na aromatycznym, truflowym purée ziemniaczanym w towarzystwie glazurowanej marchewki i sosu z borowików zachwyciła soczystością oraz różową strukturą wewnątrz.

Bohaterem całego wieczoru został jednak pstrąg łososiowy (22 euro). Ryba serwowana na wyrazistym w smaku umami sosie dashi-miso, z dodatkiem chrupiącego groszku cukrowego i kopytek dyniowych, po prostu wbiła nas w fotele. Jednogłośnie okrzyknęliśmy to jednym z najlepszych dań rybnych, jakie jedliśmy w ostatnim czasie. Mięso pstrąga było sprężyste, maślane i idealnie wilgotne. To doskonały dowód na to, że lokalnie hodowany pstrąg łososiowy potrafi kulinarnie przeskoczyć popularnego, norweskiego łososia, który przecież przez wielu uważany jest za szlachetniejszą rybę.

  • Polędwiczki na truflowym puree
  • Pstrąg łososiowym z kopytkami
[1/2] Polędwiczki na truflowym puree Źródło zdjęć: © Pyszności

Na zwieńczenie kolacji zamawiamy dwa zupełnie odmienne desery (oba w cenie 11 euro za porcję): klasyczny, francuski przekładaniec mille-feuille z domowym kremem waniliowym, czarną porzeczką i świeżymi owocami oraz autorski krem kawowy na bazie nerkowców z kokosowo-migdałowym biszkoptem. Paryski klasyk był smaczny i dopracowany, jednak to deser z wyrazistym kremem kawowo-nerkowcowym ukrytym pod ażurową osłonką podbił nasze serca. Nie był przesłodzony, miał bardzo przyjemną gorzkawą nutę palonych ziaren kawy, która idealnie zamknęła posiłek.

  • Czekoladowo-nerkowcowy deser
  • Francuskie ciasto z kremem
[1/2] Czekoladowo-nerkowcowy deser Źródło zdjęć: © Pyszności

Czy warto wjechać na 66. piętro?

Restauracja Paukščių Takas w wileńskiej wieży TV udowadnia, że punkty gastronomiczne w popularnych  turystycznych miejscach nie muszą być wyłącznie pułapkami na turystów. Ceny dań głównych oscylują w granicach 20–30 euro. Oczywiście, gdy pomyślimy o przeliczeniu tego na naszą walutę, nie są to małe kwoty. Płacimy tu jednak za wyższą jakość produktu, perfekcyjny serwis i niepowtarzalne doświadczenie kulinarne zawieszone 165 metrów nad ziemią.

Niezależna opinia redakcji. Wizyta w restauracji odbyła się na zaproszenie Go Vilnius.

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY