Pachnie padliną, ale młody trafia na patelnię. Grzyb "bezwstydny" z nazwy zaskakuje na każdym etapie
Pachnie padliną, ale młody trafia na patelnię. Grzyb "bezwstydny" z nazwy zaskakuje na każdym etapie
Dorosłe owocniki poczujesz szybciej, niż zobaczysz. Sromotnik bezwstydny budzi skrajne emocje ze względu na intensywną woń, która przypomina padlinę. Okazuje się, że w bardzo młodej postaci jest to nie tylko jadalny gatunek, ale wiele osób widzi w nim również potencjał zdrowotny. Piotr Grześ w rozmowie dla Pyszności mówi, że od dawna to jego osobisty przysmak.
Piotr Grześ opowiada o jadalnym sromotniku smrodliwym
Sromotnik bezwstydny (Phallus impudicus), nazywany też smrodliwym, wyrasta od wczesnego lata do późnej jesieni i jest bardzo pospolity w Polsce. Spotkamy go nie tylko w lasach, lecz także w parkach, zaroślach i ogrodach. Najbardziej charakterystyczny jest dojrzały owocnik, który ma jasny, gąbczasty trzon i oliwkowozieloną, lepką "główkę". To właśnie ona odpowiada za charakterystyczny zapach.
WIDEO
Przyniosłem kosz grzybów do sanepidu. Ekspertka za darmo je oceniła i rozpoznała trujący okaz
Zapach nie jest przypadkowy. Tak sromotnik rozsyła zarodniki
Grzyboznawca Piotr Grześ poluje na wyjątkowe owocniki, a za tymi najciekawszymi jest w stanie przebyć tysiące kilometrów – jak w przypadku muchomora cesarskiego, o którym niedawno opowiadał na łamach Pyszności. Tym razem moją uwagę przyciągnął materiał, na którym zjada fragment sromotnika smrodliwego. Trudno sobie wyobrazić, że można cieszyć się smakiem grzyba, który w dojrzałej postaci ma tak odstraszający zapach.
– To strategia przetrwania. Przyciąga muchy i inne owady, które żywią się pokrywającym go zielonym śluzem, a przy okazji obklejają się zarodnikami i roznoszą je po lesie – wyjaśnia Piotr Grześ.
Ekspert zwraca uwagę na to, że podobnie wygląda sromotnik fiołkowy, którego trzon lub osłona mają fioletowy odcień. To jednak rzadki grzyb objęty w Polsce ochroną gatunkową, który rośnie głównie na piaszczystych wydmach nad Bałtykiem.
Jadalne jest czarcie jajo, ale wymaga pewnego rozpoznania
Zanim sromotnik wystrzeli w górę, ma postać jasnego "czarciego jaja" ukrytego częściowo w ziemi.
– Do spożycia nadaje się wyłącznie w stadium młodym. Gdy wykształci swoją charakterystyczną "główkę" pokrytą cuchnącym śluzem, staje się niejadalny ze względu na zapach i konsystencję – mówi grzyboznawca w rozmowie dla Pyszności.
W przekrojonym czarcim jaju widać zwarty, biały zalążek przyszłego owocnika.
– Pozostałe części nie są trujące, ale to środek ma najlepszą, chrupiącą strukturę i jest całkowicie wolny od zanieczyszczeń. Na surowo przypomina rzodkiewkę albo wyrazistą kalarepę. Można go też pokroić w plastry i usmażyć na maśle. To od dawna mój osobisty przysmak, choć ze względu na specyfikę nie każdemu musi przypaść do gustu – przyznaje Piotr Grześ.
Tu potrzebna jest szczególna ostrożność. Sam jajowaty kształt nie wystarcza do identyfikacji tego gatunku, a pomyłka z innym grzybem może być niebezpieczna.
Nie kupisz go legalnie na targu
Sromotnik bezwstydny nie jest objęty ochroną gatunkową, ale nie znajduje się też w urzędowym wykazie grzybów dopuszczonych do obrotu handlowego lub produkcji przetworów w Polsce. Nie powinien więc trafiać do sprzedaży na targowiskach ani w sklepach.
– Pozostaje wyłącznym rarytasem dla grzybiarzy, którzy sami go znajdą i pozyskają na własne potrzeby – tłumaczy specjalista.
Czasem można spotkać się z opinią, że to "najzdrowszy grzyb Europy". Zapytałam Piotra Grzesia, czy faktycznie można z nim wiązać takie nadzieje.
– W medycynie ludowej i naturopatii ma status grzyba witalnego. Wynika to z faktu, że jego młode owocniki zawierają ogromne bogactwo polisacharydów, fitosteroli i fenoli. Badania naukowe wskazują na jego silne działanie stymulujące układ odpornościowy, wspomagające profilaktykę zakrzepicy (zmniejsza krzepliwość krwi) oraz przeciwzapalne. Ze względu na tak unikatowe i wszechstronne właściwości w powszechnej opinii uchodzi za jeden z najbardziej wartościowych zdrowotnie grzybów rosnących dziko na naszym kontynencie – wyjaśnia grzyboznawca.
Badania nad ekstraktami i polisacharydami sromotnika są obiecujące, lecz dotyczą głównie prac laboratoryjnych oraz modeli zwierzęcych, a nie potwierdzonych terapii dla ludzi. Grzyb nie zastępuje leków ani konsultacji z lekarzem, ale na pewno jest ciekawostką mykologiczną i kulinarną. Podstawą jest jednak prawidłowe rozpoznanie owocnika.