"Pamiętam ten okrutny smak do teraz". Szef kuchni o swojej traumie z przedszkolnej stołówki

Racuchy z jabłkami zwykle przywołują dobre wspomnienia. Pawłowi Wojtydze przez lata kojarzyły się jednak z potrawą przesiąkniętą smakiem wielokrotnie używanego oleju. Szef kuchni opowiada nam o kulinarnej traumie z przedszkola, smakach rodzinnego domu i daniu, którego NIGDY nie zamówiłby w restauracji.

Szef kuchni Paweł Wojtyga wspomina smaki dzieciństwaSzef kuchni Paweł Wojtyga wspomina smaki dzieciństwa
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Facebook, Warsztat Qulinarny
Marcin Michałowski

Paweł Wojtyga jest kucharzem, szefem kuchni, szkoleniowcem i sędzią konkursów kulinarnych. Założył także Warsztat Qulinarny, w którym dzieli się wiedzą zdobytą podczas pracy w Polsce i Skandynawii.

Do szkoły gastronomicznej trafił za sprawą niespełnionych marzeń ojca. Szybko przekonał się jednak, że był to właściwy wybór i w gastronomii odnajduje się doskonale.


WIDEO
Ogień, presja i praca po kilkanaście godzin. Szef kuchni: "Jeżeli ktoś tego nie kocha, szybko ucieknie"

Doświadczenie zdobywał między innymi w restauracjach La Fontaine, Cafe Oranżeria w hotelu Kossak, Rozmaryn w hotelu Sympozjum oraz Szara na krakowskim Rynku. Pracował również w skandynawskich restauracjach Quality Hotel Ekoxen w Linköping i Messa w Åtvidaberg.

Po powrocie do Polski był kucharzem zmianowym, a następnie sous-chefem w pięciogwiazdkowym hotelu Piast w Krakowie. Później kierował kuchnią restauracji Zielona Kuchnia oraz pomagał od podstaw tworzyć restaurację Galicja po kolei. Dziś jako szef kuchni i szkoleniowiec stawia na profesjonalizm, cierpliwość i humor.

Racuchy smażone na oleju po mielonych i rybie

Najgorsze kulinarne wspomnienie Pawła Wojtygi nie jest związane ze szkolną stołówką, lecz z przedszkolem. Chodzi o racuchy z jabłkami, które smażono na wielokrotnie używanym tłuszczu.

– Moja trauma żywieniowa z dzieciństwa objawiła się w przedszkolu pod postacią racuchów smażonych na przepracowanym tłuszczu – wspomina szef kuchni w rozmowie dla Pyszności.

Jak opowiada, ten sam olej służył do przygotowywania kilku zupełnie różnych potraw.

– Paniom w przedszkolu nie przeszkadzał fakt, że w poniedziałek smażyły na oleju mielone, we wtorek rybę, a w środę racuchy z jabłkami. Pamiętam ten okrutny smak do teraz – przyznaje.

Na szczęście po latach udało mu się odczarować znienawidzone danie. Stało się to podczas praktyk w nieistniejącym już krakowskim hotelu Wanda, należącym do sieci Orbis.

Racuchy przygotowane przez szefa zmianowego pokazały młodemu kucharzowi, że problemem nie było samo danie, ale sposób jego przyrządzania.

– Tę potrawę odczarował mi szef zmianowy na moich praktykach w nieistniejącym już hotelu orbisowskim "Wanda" w Krakowie. Pozdrawiam szefa Maćka! – mówi Paweł Wojtyga.

Smaki domu zamknięte w pierogach

Znacznie lepsze wspomnienia wiążą się z rodzinnym domem. Tam kuchnia opierała się na nieskomplikowanych produktach oraz składniku, którego nie da się wpisać do żadnego przepisu.

– Smaki mojego dzieciństwa to kuchnia przepełniona prostymi składnikami z najważniejszym dodatkiem, czyli szczyptą miłości – podkreśla kucharz.

Jego ulubionym daniem pozostają nietypowe pierogi. Farsz łączy mięso wołowe pozostałe po gotowaniu rosołu z kiszoną kapustą. Do tego dochodzą kminek, smażona cebula, czosnek i lubczyk.

– Moje absolutnie ulubione danie, które chyba nigdy mi się nie znudzi, to hybrydowe pierogi nadziewane wołowiną z gotowania rosołu i kapustą kiszoną, wszystko z dodatkiem kminku, smażonej cebuli, czosnku i lubczyku. Palce lizać – przekonuje Wojtyga.

To również przykład kuchni, w której nic się nie marnuje. Mięso z rosołu nie jest traktowane jak zbędna pozostałość, ale staje się podstawą pełnego smaku farszu.

Kotlet mielony zasługuje na miejsce w dobrej restauracji

Wśród niedocenianych polskich potraw Paweł Wojtyga bez wahania wskazuje kotlet mielony. Jego zdaniem danie ma znacznie większy potencjał, niż sugeruje jego codzienny i mało efektowny wizerunek.

– Kotlet mielony jest uważany za danie pospólstwa, a przecież może zostać przygotowany na bardzo wysokim poziomie – zauważa.

Podstawą jest dobre mięso. Szef kuchni proponuje połączenie czterech rodzajów wieprzowiny w równych proporcjach:

  • szynki wieprzowej,
  • podgardla,
  • boczku,
  • karkówki.

Taka mieszanka ma zapewnić odpowiedni smak, soczystość i strukturę kotleta. Równie ważne są przemyślane dodatki.

– Jeśli podamy go z purée z ziemniaków i, dajmy na to, grzybów leśnych, z solidnym sosem pieczeniowym oraz karmelizowaną cebulą, otrzymamy danie restauracyjne na bardzo wysokim poziomie – przekonuje Wojtyga.

Czego szef kuchni nie zamówiłby w restauracji?

Doświadczenie zawodowe pozwala kucharzowi inaczej patrzeć na restauracyjne karty. Jedną z pozycji traktuje ze szczególną ostrożnością. Chodzi o dania dnia oferowane na początku tygodnia.

– Zdecydowanie unikam jak ognia poniedziałkowych dań dnia – mówi Paweł Wojtyga.

Powód jest prosty. Zdaniem kucharza w takich potrawach mogą znaleźć się produkty, których nie udało się sprzedać podczas weekendu.

– Najczęściej znajdują się w nich niesprzedane składniki z weekendu i różne losowe ingrediencje – wyjaśnia szef kuchni.

Szara reneta zawsze trafia do koszyka

W zawodowej kuchni liczą się nie tylko wyszukane produkty. Paweł Wojtyga szczególnie ceni zwyczajne jabłka, które wykorzystuje na wiele sposobów. To właśnie one zawsze lądują w jego koszyku zakupowym.

– Bezapelacyjnie jabłka (jeśli tylko uda mi się je zdobyć, to szare renety), które namiętnie zjadam, dodaję do przystawek, dań głównych i oczywiście deserów – przyznaje.
Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY