Na widok etykiety z napisem "malinowy" wielu z nas z automatu zakłada, że w środku kryje się wielokwiatowa baza wymieszana z sokiem lub liofilizowanymi owocami. Sama miałam takie podejrzenia, płacąc 20 zł za słoik na lokalnym straganie. Właściciel pasieki wyjaśnił mi jednak, że to w 100 proc. naturalny miód nektarowy, a jego ule stoją tuż przy dużej plantacji malin. Oznacza to, że pszczoły zbierają nektar bezpośrednio z kwiatów tych krzewów, kiedy obficie kwitną. Nie ma tu mowy o żadnych sztucznych dolewkach ani barwnikach.
WIDEOSmaruje się jak masło orzechowe. Ten miód nie zawiera ani grama chemii
Właściwości, które docenisz w sezonie jesiennym
Prawdziwy miód z kwiatów maliny to nie tylko ciekawy produkt, ale przede wszystkim potężne wsparcie dla organizmu. Świetnie sprawdza się przy przeziębieniach, ponieważ wykazuje działanie napotne i rozgrzewające. Podobnie jak sok malinowy, ułatwia walkę z infekcjami, obniża gorączkę i łagodzi ból gardła, ale w przeciwieństwie do niego dostarcza jeszcze cennych pszczelich enzymów. Jeśli czujesz, że łapie cię katar, ten konkretny miód to pierwsza rzecz, po którą warto sięgnąć z domowej spiżarni.
Do czego pasuje najlepiej?
Ten rodzaj miodu ma stosunkowo jasną barwę i łagodny, zaledwie wyczuwalny owocowy aromat, co czyni go bardzo uniwersalnym dodatkiem. Najlepiej pasuje do przestudzonej herbaty lub naparów ziołowych – pamiętaj tylko, żeby woda nie miała więcej niż 40 stopni Celsjusza, bo w wyższej temperaturze zabijesz wszystkie prozdrowotne właściwości. Oprócz tego doskonale podkręca smak porannej owsianki, sprawdza się jako polewa do twarogu czy naleśników, a w połączeniu z musztardą i oliwą stworzy genialną glazurę do pieczonych mięs, a także ziemniaków.