Kartoflomat nie jest automatem w klasycznym rozumieniu tego słowa. To niewielka budka na wózku, wykonana własnymi siłami przez Franciszka i jego tatę. Konstrukcja wykorzystuje dwa koła od motocykla WSK, ma daszek, wyraźny szyld i skrzynkę na pieniądze. Najważniejsze są jednak worki z ziemniakami – każdy opatrzony informacją o wadze i cenie.
DLA CIEBIEFocaccia z łososiem i burratą - włoskie danie jak z restauracji
Nastolatek wierzy w uczciwość kupujących
Klient sam wybiera worek z ziemniakami, a następnie reguluje należność. Do wyboru są dwie opcje – można wrzucić pieniądze do skrzynki albo zapłacić BLIK-iem. Taki model sprzedaży opiera się na zaufaniu, ale – jak przekonuje młody rolnik w wypowiedzi dla serwisu topagrar.pl – nieuczciwe sytuacje zdarzają się sporadycznie. Franciszek szacuje, że kradzieże stanowią mniej niż 1 proc. wszystkich zakupów.
Pomysł narodził się z potrzeby znalezienia dodatkowego sposobu sprzedaży ziemniaków. W gospodarstwie uprawa zajmuje około pół hektara, a rosną tam dwie odmiany: Catania i Tonacja. Kartoflomat nie ma zastąpić dużych odbiorców, ale pomaga sprzedać część plonów bezpośrednio mieszkańcom i osobom przejeżdżającym przez region. W sprzyjające, ciepłe weekendy z punktu schodzi spora ilość ziemniaków.
Prosty pomysł i wygodna metoda płatności
Historia nastolatka pokazuje, że sprzedaż lokalnej żywności nie zawsze wymaga kosztownej technologii ani skomplikowanej logistyki. Tutaj kluczową rolę odegrało miejsce – koło kartoflomatu często przejeżdżają turyści, którzy wybierają się do Kruszynian, aby zobaczyć meczet i skosztować kuchni tatarskiej.
Po drodze wypatrują lokalnych produktów, a ziemniaki prosto z podlaskiego pola idealnie wpisują się w schemat udanej wycieczki. Kartoflomat nie wymaga obsługi klienta, wystarczy jedynie uzupełniać worki z ziemniakami i interes kręci się niemal sam. Nastolatek jest dumny z własnego wkładu w rozwój gospodarstwa, które jest częścią jego dziedzictwa.