Na Jarmarku Dominikańskim oraz innych dużych imprezach plenerowych w całej Polsce hiszpańskie pączki wyrastają na jeden z najbardziej pożądanych przysmaków. Długie kolejki chętnych nie słabną niezależnie od pory dnia. Gdy jednak podchodzimy bliżej okienka i spoglądamy na cennik, uśmiech na twarzy może nieco zastygnąć.
WIDEOKultowe churros w wydaniu mini. Przepis krok po kroku już czeka
Czym właściwie są churros?
Churros to wywodzący się z Hiszpanii przysmak przygotowywany z tradycyjnego ciasta parzonego, które składa się z wody, mąki, odrobiny masła oraz soli. Zmiksowane ciasto wyciska się przez specjalną praskę lub rękaw cukierniczy z końcówką o gwieździstym przekroju bezpośrednio na głęboki, gorący olej.
Po usmażeniu na złocisty kolor chrupiące paluchy posypuje się cukrem pudrem lub cynamonem i serwuje na gorąco, zazwyczaj z dodatkiem płynnej czekolady, Nutelli albo sosu owocowego. To prosty, budżetowy w produkcji deser, który podbił także kuchnię street foodową.
Dlaczego jest tak drogo?
Spoglądając na tablicę przy jednym ze stoisk na Jarmarku Dominikańskim, kwoty za parę paluchów ciasta mogą nieprzyjemnie rozczarować. Za 6 niezbyt grubych kawałków zapłacić trzeba 24 zł. I to bez dodatku, bo porcja Nutelli lub czekolady podbija cenę do 29 zł. Jeśli chcemy podzielić się swoją porcją i zamówić większą ilość, to trzeba przygotować się na to, że 10 sztuk z czekoladą kosztować nas będzie 37 zł. Nie da się ukryć, że jest to sporo.
Jarmark Dominikański to wydarzenie wysoce sezonowe. Wynajem stoiska w centrum Gdańska na czas trwania imprezy kosztuje wystawców ogromne sumy, które muszą zrekompensować w cenie pojedynczych porcji. Pracują na pełnych obrotach przez kilkanaście dni w roku. Sprzedaż musi przynieść zysk nie tylko na pokrycie prądu i pensji pracowników, ale i na utrzymanie biznesu poza sezonem.
Churrosy na stałe wpisały się w krajobraz polskich imprez masowych. Są fotogeniczne, idealne na szybki spacer i powszechnie kojarzone z wakacjami i plenerowymi wydarzeniami. Sprzedawcy nie muszą gonić za klientem niską ceną, ponieważ popyt i tak pozostaje ogromny.
Chociaż cena obiektywnie jest wysoka i opiera się na sporej marży, mechanizm rynkowy festiwali plenerowych rządzi się swoimi prawami – a klienci, spragnieni wakacyjnych wrażeń, wciąż chętnie sięgają po portfele. Pojawia się jednak pytanie, czy nie warto jednak skusić się na coś nowego?