Głośno, tłusto i słodko. Jakimi smakołykami można objadać się w Barcelonie?
Stolica Hiszpanii w okresie karnawału zamienia się w epicentrum katalońskich pokus, gdzie ulice pachną smażonym ciastem, a witryny cukierni kuszą obfitymi porcjami wypieków. Karnawał to wszak nie tylko parady i kostiumy, ale też kulinarna uczta z tradycjami Katalonii. Sprawdziłam, co można zjeść i ile trzeba za to zapłacić
Karnawał w Barcelonie to nie tylko niekończące się parady i kolorowe stroje, ale także bogactwo kulinarnych doznań. Jednym z popularnych dań jest "Coca de Carnaval" – cienkie ciasto przypominające pizzę, podawane z różnorodnymi dodatkami, takimi jak cebula, oliwki czy sardynki. Prawdziwa rozpusta to jednak słodkości - z konkretnymi cenami i podpowiedziami przygotowałam krótki poradnik.
Churros con chocolate. Uliczna klasyka
Churros to gwiazda karnawałowych stoisk: długie, chrupiące rurki z ciasta parzonego, smażone na złoto i maczane w gęstej, aromatycznej czekoladzie. W Barcelonie, np. w okolicach La Rambla czy w Granier, porcja 6-8 sztuk z kubkiem czekolady kosztuje 5-7 euro – idealna przekąska na zaspokojenie apetytu na łakocie podczas parady. Tak naprawdę można jednak znaleźć jeszcze tańsze opcje – w okolicach centrum znam miejsce, gdzie za porcję churrosów z czekoladą na wynos zapłacić trzeba jedynie 4,20 euro. Churrosy to swojego rodzaju "wizytówka" Katalonii, ale podobno podczas karnawału smakują najlepiej. Coś w tym jest.
Szwedzi bułki jedzą na słodko. Semla pokochasz nie tylko w tłusty czwartek
Pastel de tres reyes. Dosłownie królewskie ciasto
Pastel de tres reyes, czyli dosłownie ciasto Trzech Króli to okrągłe, puszyste ciasto brioche z kremem budyniowym, suszonymi owocami i ukrytą fasolką. Tradycja nakazuje, że ten, kto ją wyciągnie, płaci za całość lub zostaje "królem" karnawałowej imprezy! Historia sięga średniowiecznej Katalonii, gdzie pieczono je na Epifanię (6 stycznia) jako symbol wizyty mędrców u dzieciątka Jezus, celebrując obfitość przed postem. Z czasem stało się karnawałowym hitem, obecnym na paradach i domowych fiestach. W Barcelonie piekarnie dekorują je kolorowymi koronami i cukrowymi figurkami, kawałek kosztuje 3-5 euro, a całe ciasto na 6 osób 20-50 euro. Osobiście uważam, że ciasto wygląda efektownie, ale jest zdecydowanie za słodkie.
Serniki katalońskie. Zdecydowanie "lżejsze" niż te polskie
Katalońskie serniki, zwane formatges, to delikatniejsza wersja znanych nam polskich serników. Zamiast ciężkiego twarogu opierają się na ricotcie lub serku mascarpone, z dodatkiem skórki pomarańczowej, cynamonu i czasem migdałów dla subtelnego smaku. Są kremowe, wilgotne i mniej słodkie, idealne na karnawałowe przyjęcia, gdzie chce się coś lekkiego po tłustych przysmakach. W kawiarniach Barcelony, jak w dzielnicach Gracia czy Born, porcja (ok. 150g) kosztuje 4-10 euro, często podawana z owocami sezonowymi lub sosem karmelowym; tańsze opcje w lokalnych piekarniach to koszt ok. 3,50 euro za kawałek na wynos.
Bunyols, eklery, torciki i babeczki – wszystko, czego dusza zapragnie
Bunyols to małe, okrągłe pączki smażone w głębokim oleju z nutą anyżu lub cynamonu – chrupiące na zewnątrz, a miękkie i puszyste w środku. W Barcelonie podczas karnawału sprzedaje się je na kilogramy. Z kolei eklery z kremem budyniowym lub czekoladowym kuszą z witryn słynnych cukierni jak chociażby Escribà. Sztuka kosztuje 2-3 euro. Torciki w wersjach mini, biszkoptowe z kremem lub owocami, oraz kolorowe babeczki z posypkami i lukrami dopełniają ofertę cukierni i stoisk karnawałowych.
Jak się najeść, ale nie przepłacić?
W samym centrum, jak okolice La Rambli czy w Dzielnicy Gotyckiej, łatwo przepłacić. Mała porcja churrosów z czekoladą kosztuje około 9 euro, a nawet więcej. Z kolei kawałek ciasta w atrakcyjnie wyglądającej knajpce to koszt nierzadko nawet kilkunastu euro. Miejsce fajne, ale uwierzcie mi - smak bywa średni. Im dalej od turystycznych szlaków, tym ceny spadają, a jakość się poprawia.
W okolicach Eixample czy Gracia lokalne piekarnie serwują churrosy i ciasta taniej oraz smaczniej niż w centrum. Najlepszym wskaźnikiem jakości są długie kolejki pełne Katalończyków – tam zawsze warto stanąć. Kolejny "pro tip" to znajomość hiszpańskiego lub katalońskiego. Swobodna komunikacja zdecydowanie ułatwia uniknięcia pułapek. Karnawał to czas obfitości – za rozsądne pieniądze można się najeść autentycznie. No i oczywiscie - tłusto!