Poszliśmy na obiad w schronisku. W górach drogo było zawsze, ale teraz problemem jest coś innego

Schroniskowe bufety rządzą się swoimi prawami, w szczególności jeśli mowa o cenie. Kiedy jednak jakość pozostawia nieco do życzenia, to ciężko przymykać oko na niedociągnięcia.

Obiad w tatrzańskim schroniskuObiad w tatrzańskim schronisku
Źródło zdjęć: © Pyszności
Ewa Malinowska

W schroniskach górskich czas zdaje się płynąć wolniej, ale miejsca te wciąż cieszą się ogromną popularnością wśród turystów. Nie są już jednak budżetową opcją. Za noc w pokoju dwuosobowym w Schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich trzeba zapłacić nawet 380 zł za dobę. Taniej jest w pokojach wieloosobowych – w salach liczących od 5 do 10 łóżek nocleg kosztuje 140 zł od osoby.

W cenę pobytu wliczony jest koc, natomiast za komplet pościeli trzeba dopłacić 30 zł, a za poduszkę dodatkowe 10 zł. Mimo tych kosztów schroniska często pękają w szwach. Trudno się temu dziwić – dla wielu turystów są idealną bazą wypadową, zwłaszcza jeśli przyjeżdżają przede wszystkim po to, by spędzać długie godziny na górskich szlakach.

Na zmęczonych czeka stołówka, a w niej ciepłe obiady. Opcji jest kilka, sprawdziliśmy dwie z nich i do domu wróciliśmy nie tylko z pięknymi widokami w pamięci, ale i pewnym niesmakiem.

Pokazał, jak zrobić pyszne podhalańskie serki. Nie chodzi o popularne oscypki

Obiad w schronisku

Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich to jedno z najbardziej wyjątkowych miejsc w Tatrach. Jest najwyżej położonym schroniskiem w Polsce, działa przez cały rok, a przy nim funkcjonują szkoła górska oraz placówka TOPR. Na miejscu można również wypożyczyć sprzęt turystyczny, dlatego niemal zawsze dużo się tam dzieje.

W sezonie schronisko przeżywa prawdziwe oblężenie, a znalezienie wolnego noclegu z dnia na dzień graniczy z cudem. Na szczęście z oferty gastronomicznej może skorzystać każdy turysta – nie trzeba być gościem schroniska, by zatrzymać się na posiłek i odpocząć po wędrówce.

Menu w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów
Menu w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów © Pyszności

Obiady sprzedawane są w zestawach, my testujemy dwa z nich. Pierwszy to opcja wegetariańska - prażony ser z ziemniakami i dodatkowo zestawem surówek. Kilkanaście minut i 50 zł później zamówienie jest gotowe do odbioru. Porcja tylko na zdjęciu wydaje się duża. Dwie niewielkie gałki niezbyt smacznych, suchych ziemniaków i dwa krążki sera. Do tego rozczarowanie gratis - ser w ogóle nie płynie, po przekrojeniu okazuje się twardy i zbity. Krojenie go widelcem łatwe i przyjemne nie jest i lepiej chwycić go w rękę.

W menu zapowiadano także sosy, więc można byłoby się spodziewać żurawiny, może sosu czosnkowego. Tymczasem obok sera pojawia się smętna kapka majonezu i ketchupu. Na plus jest jednak surówka - świeża, chrupiąca i najlepsza z całego talerza.

  • Filet z kurczaka z ziemniakami i surówką
  • Smażony ser z ziemniakami i surówką
[1/2] Filet z kurczaka z ziemniakami i surówką Źródło zdjęć: Pyszności |

Drugie danie to pierś z ziemniakami i powtórka z chrupiącej surówki. Ziemniaki bez zmian, kapusta dalej smaczna. Kurczak nie jest zbytnio wysuszony, jest dobrze doprawiony, ale ma jeden mankament. Porcja mięsa jest po prostu bardzo mała. To nie jest nawet cała pierś, wielkością przypomina bardziej polędwiczkę. Taki zestaw to również 50 zł. Płacąc taką kwotę za drób, można oczekiwać jednak solidnej dawki białka, która pozwoli odbudować mięśnie po spaleniu kalorii na podejściach. Drobny filecik pozostawia niedosyt.

Niesmak po obiedzie osładza jednak szarlotka. Smaczna, robiona od lat według przepisu dawnej gospodyni schroniska. Kawałek kosztuje tutaj 16 zł.

Szarlotka z herbatką
Szarlotka z herbatką © Pyszności

Ceny nie doganiają jakości

Nie da się ukryć – w schroniskach bywa drogo, porcje nie zawsze są duże, a jakość potraw potrafi budzić mieszane opinie. Obiad za 50 zł to dla wielu turystów spory wydatek, jednak brak realnej konkurencji sprawia, że często jest to jedyna dostępna opcja.

Oczywiście można argumentować, że w góry warto zabrać własny prowiant i że celem wycieczki nie jest ucztowanie. Taki argument nie zmienia jednak faktu, że ceny w schroniskach od lat budzą dyskusje. Trzeba przy tym pamiętać, że prowadzenie gastronomii w wysokich górach wiąże się z dodatkowymi kosztami logistycznymi. Choć dostawy są utrudnione i nie docierają tam standardowe transporty, zaopatrzenie trafia na miejsce m.in. kolejkami linowymi czy specjalistycznym transportem. Jednocześnie menu opiera się głównie na prostych produktach i daniach, które nie wymagają szczególnie skomplikowanego planowania zakupów.

Wysokie ceny w schronisku położonym na wysokości 1620 m n.p.m. można zrozumieć – utrzymanie takiego obiektu, zapewnienie dostaw i całoroczne funkcjonowanie generują znacznie większe koszty niż w przypadku lokali działających w miastach. Wielu turystów akceptuje więc wyższe rachunki, oczekując jednak odpowiedniej jakości posiłków.

Problem pojawia się wtedy, gdy cena nie idzie w parze z tym, co trafia na talerz. Twardy ser, przeciętnej jakości dodatki czy niewielkie porcje mięsa sprawiają, że część gości czuje rozczarowanie. W takich sytuacjach pojawiają się zarzuty, że schroniskowa gastronomia korzysta przede wszystkim z faktu, że zmęczeni turyści po prostu nie mają w okolicy innej możliwości zjedzenia ciepłego posiłku.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ