Gdy dochodzi się do bram Monastyru Rylskiego w Bułgarii, trudno przejść obok niego obojętnie. To jedno z najważniejszych sanktuariów prawosławnych w Europie Wschodniej, które od 1983 r. znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
Tuż obok zabytkowych murów działa mały punkt, do którego kolejka chętnych ciągnie się przez pół placu. Nie ma znaczenia, czy jest środek tygodnia, czy weekend – ludzie stojący w wielometrowym ogonie cierpliwie czekają na gorące placki wyciągane prosto z wielkiego gara z olejem. Zapach smażonego ciasta niesie się po całej okolicy tak mocno, że po prostu nie da się go zignorować. W końcu skoro wszyscy wychodzą stamtąd z pełnymi siatkami, coś musi być na rzeczy.
WIDEOLangosz w lżejszym wydaniu. Mniej tłuszczu, a efekt chrupkości ten sam
Bułgarskie mekici
Przedmiotem pożądania turystów i lokalsów są mekici, czyli tradycyjne bułgarskie placki drożdżowe, których nazwa wywodzi się bezpośrednio od bułgarskiego słowa mek, oznaczającego po prostu "miękki". Nazwa nie jest przypadkowa, bo ciasto po usmażeniu zachwyca swoją delikatną, niemal gąbczastą strukturą i chrupiącymi brzegami.
Historycznie mekici uważano za symbol domowego ciepła i tradycyjne danie śniadaniowe, które matki i babcie przygotowywały w niedzielne poranki dla całej rodziny. Dziś te skromne placki przeszły sporą ewolucję – z domowych kuchni trafiły na ulice i zyskały status kultowej potrawy festynowej, bez której trudno wyobrazić sobie jakikolwiek bułgarski jarmark, odpust czy nawet wycieczkę do historycznych i jednocześnie turystycznych miejsc.
Za ich wyjątkową puszystość odpowiada specyficzny sposób wyrabiania ciasta. Kluczowym składnikiem jest tutaj tradycyjny bułgarski jogurt. Dopełnieniem całości są mąka, jajka, odrobina wody, drożdże, szczypta soli oraz soda oczyszczona. Dodatek sody w połączeniu z kwasem mlekowym z jogurtu powoduje, że ciasto intensywnie pracuje, mocno rośnie i tworzy wewnątrz charakterystyczne, puszyste pęcherze powietrza.
Gdy wyrośnięte ciasto jest gotowe, nie wałkuje się go. Kucharze formują z niego małe kulki, a następnie w dłoniach, często natłuszczonych olejem, rozciągają je na kształt okrągłych, dość cienkich placków. Zazwyczaj na środku robi się niewielkie wgłębienie lub nacięcie, dzięki czemu placek nie pęcznieje jak balon i smaży się równomiernie. Następnie lądują one w mocno rozgrzanym, głębokim oleju, gdzie wyrastają w oczach i nabierają złotego koloru.
Kultowa przekąska z Bułgarii
Mieszkańcy jedzą je najchętniej z samego rana, traktując jako pożywny zastrzyk energii. Szczerze mówiąc, dość trudno wyobrazić sobie rozpoczynanie dnia od czegoś tak kalorycznego. Mekici są po prostu tłuste – nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości, bo ciasto wchłania sporą ilość tłuszczu z patelni.
W smaku przypominają skrzyżowanie naszych rodzimych racuchów z ciastem na pączki, tyle że bez jakiegokolwiek nadzienia. Są mocno puszyste, mają przyjemnie chrupiącą skórkę i po prostu świetnie smakują, choć po zjedzeniu jednej sztuki człowiek czuje się syty przez ładnych parę godzin.
Serwuje się je na wiele sposobów. Klasycznie króluje wersja ze słodkim wykończeniem – oprószona grubą warstwą cukru pudru lub polana domowym dżemem. Jednak równie popularne (i niezwykle smaczne) jest połączenie ze słonym, tradycyjnym bałkańskim serem sirene. Jego wyrazisty, kwaśno-słony smak idealnie przełamuje tłustość i delikatną słodycz samego ciasta.
Ile kosztują bułgarskie placki?
Miłym zaskoczeniem okazuje się cena. Przy tak obleganym i mocno turystycznym miejscu spodziewałam się sporych kwot, tymczasem dostajemy wielkiego, gorącego placka za ok. 1-2 euro (równowartość kilku złotych).
Czy warto stać w tej długiej kolejce pod Monastyrem Rylskim? Jeśli lubisz swojskie, konkretne smaki, ciekawi cię kulinarna historia Bałkanów i nie przeraża cię kaloryczność smażonego na głębokim oleju ciasta – jak najbardziej. To prosty, niedrogi, ale autentyczny przysmak, który pozwala posmakować prawdziwej Bułgarii.