Polacy wciąż wrzucają do leczo. Makłowicz załamuje ręce. To okropny błąd

Leczo to bez wątpienia jeden z letnich klasyków w polskich domach. Szybkie, jednogarnkowe i niezwykle sycące danie wydaje się idealnym pomysłem na obiad, gdy na straganach uginają się półki od świeżych warzyw. Okazuje się jednak, że wersja, którą tak chętnie serwujemy na naszych stołach, ma bardzo niewiele wspólnego z oryginalną potrawą z Węgier.

Makłowicz podpowiada, jak zrobić prawdziwe leczoMakłowicz podpowiada, jak zrobić prawdziwe leczo
Źródło zdjęć: © Instagram, Pyszności
Ewa Malinowska

Dla wielu z nas przygotowanie lecza stało się idealną okazją do tzw. czyszczenia lodówki. W polskich garnkach, poza papryką, ląduje niemal wszystko: cukinia, bakłażan, pieczarki, boczniaki, a niekiedy nawet ziemniaki czy tanie parówki.

Robert Makłowicz, znany krytyk kulinarny, podróżnik i wielki miłośnik węgierskiej kultury (wybitnie doceniony tam i wyróżniony nawet Złotym Krzyżem Zasługi), nie kryje irytacji sposobem, w jaki Polacy modyfikują ten tradycyjny przepis i podpowiada, jakie składniki powinny trafić do oryginalnego węgierskiego leczo.


WIDEO
Węgierskie łakocie piekę w domu. Posypka cukrowa to początek przyjemności


Prawdziwe leczo według Makłowicza

Robert Makłowicz za największy grzech uważa masowe dodawanie do garnka cukinii oraz pieczarek. Ekspert stawia sprawę jasno: tak skomponowane danie to nie leczo, lecz potrawa znacznie bardziej przypominająca francuskie ratatouille lub po prostu polski gulasz warzywny. Nadmiar i różnorodność wodnistych warzyw całkowicie zmieniają charakter oraz smak potrawy, zamieniając ją w mdłą papkę i niszcząc to, co w tym daniu najpiękniejsze – jego prostotę.

Węgierski oryginał (lecsó) opiera się na genialnym w swej prostocie minimalizmie. Aby przygotować autentyczną potrawę, nie potrzebujemy całego kosza różnorodnych warzyw – wystarczy zaledwie parę podstawowych składników najwyższej jakości. Najważniejsza jest oczywiście papryka. Nie chodzi tu jednak o pękatą, grubościenną i słodką paprykę czerwoną, którą najczęściej kupujemy w dyskontach. Prawdziwe leczo wymaga jasnej, podłużnej, żółtej lub zielonkawej papryki, która ma charakterystyczny, lekko pikantny posmak. Do tego tylko pomidory, czosnek i tłuszcz do smażenia, najlepiej pod postacią wytopionej słoniny.

Lista przypraw jest krótka: sól oraz oryginalna węgierska papryka w proszku. Mieloną paprykę dodaje się bezpośrednio na mocno rozgrzany tłuszcz z podsmażoną cebulą. Jeśli garnka nie zdejmie się na chwilę z ognia, papryka w ułamku sekundy się spali, a całe danie zyska nieprzyjemną, gorzką nutę.

Jeśli chcemy, by leczo było pożywnym daniem głównym, możemy dodać do niego dobrą, wędzoną i mocno paprykowaną kiełbasę (idealnie sprawdzi się węgierska csabai lub gyulai). Trzeba jednak pamiętać, że w tradycyjnej wersji bezmięsnej potrawa ta często służy po prostu jako gorący dodatek do mięs lub jest serwowana z zapieczonym na wierzchu jajkiem.

Najgorsze dodatki do leczo

Makłowicz apeluje do rodzimych kucharzy, by nie kaleczyli tej kultowej potrawy. Chociaż polskie, bogate w różnorodne warzywa dania jednogarnkowe mogą być bardzo smaczne i pożywne, nazywanie ich "leczem" jest z punktu widzenia tradycji kulinarnej sporym nadużyciem.

Jeśli masz ochotę na warzywny gulasz z cukinią i pieczarkami – gotuj go śmiało. Jeśli jednak chcesz poczuć prawdziwy, dymny i głęboki smak Węgier, zrezygnuj z przypadkowych dodatków i postaw na klasyczną, prostą recepturę. Różnicę poczujesz już przy pierwszym kęsie.

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE