Robert Makłowicz przyznał się, czego nie lubi jeść. Nikt by na to nie wpadł

Anna Galuhn
Robert Makłowicz na Politechnice KrakowskiejRobert Makłowicz na Politechnice Krakowskiej
Źródło zdjęć: © Instagram

W poniedziałek, 26 października, podróżnik i krytyk kulinarny pojawił się w auli Politechniki Krakowskiej. Po wykładzie był czas na pytania z sali. Jedna z osób zapytała, czy jest coś, czego nie lubi jeść. Robert Makłowicz musiał się chwilę zastanowić, ale odpowiedział stanowczo, jaki dodatek w kuchni mocno go drażni.

Spotkanie odbyło się w ramach otwartych wykładów organizowanych przez Politechnikę Krakowską i Stowarzyszenie Ekonomed. Robert Makłowicz, znany z opowieści łączących historię, podróże i kulinaria, tym razem zabrał zgromadzonych w auli słuchaczy na Bałkany. Jak to często bywa, równie ciekawe okazały się jego odpowiedzi na pytania. Okazało się, że krytyk kulinarny również nie przepada za pewnym ziołowym dodatkiem, ale w jego przypadku to nie jest kolendra.


WIDEO
"Ta pani trzepie włosami, ma pierścionki". Przechodnie krytykują Gessler i chwalą Makłowicza

Dla Roberta Makłowicza nadmiar jest "opresyjny"

Po wykładzie o Bałkanach padło pytanie od publiczności, czy jest coś, czego Robert Makłowicz nie lubi jeść. Chwilę wcześniej została wspomniana kolendra, która najczęściej rodzi kulinarne podziały. Jednak kulinarny "gawędziarz" odpowiedział inaczej.

– Nie lubię nadmiaru lubczyku na przykład. Nadmiar lubczyku wydaje mi się opresyjny – stwierdził Robert Makłowicz.

Dobrze wiedzieć na wypadek, gdybyśmy chcieli podjąć dziennikarza domowym rosołem z tradycyjnym lubczykiem. Może lepiej inaczej podkręcić smak wywaru? Dorzucić dwa goździki jak Magda Gessler albo plasterek imbiru?

Kolendra to zrozumiała kwestia

Makłowicz zaznaczył, że "sprawa nielubienia kolendry jest dla niego całkowicie zrozumiała". Za odbiór smakowy tego zioła odpowiadają nasze geny – osoby, które mają konkretną mutację genu znajdującego się na 11. chromosomie, będą bardzo wrażliwe na aldehydy zawarte w świeżych liściach kolendry. Dla jednych jest ona świeżym i cytrusowym dodatkiem, a inni wyraźnie nie przepadają za jej charakterystycznym aromatem.

Zdarza się, że w niektórych restauracjach zioła są traktowane jako niewinna dekoracja potraw. Tymczasem może się okazać, że komuś nadmiar pietruszki, koperku czy lubczyku nie będzie pasował. Co więcej, zepsuje całą radość z jedzenia. Ciekawa jestem, co myślicie o posypywaniu dań świeżą natką. W jakich potrawach jest to mile widziane, a kiedy staje się "opresyjne"?

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ