Nie każdy łosoś jest tak samo zdrowy. Sprawdź, zanim sięgniesz po niego w sklepie

Określenie "zdrowy łosoś" to dla wielu osób co najmniej żart, mimo że jeden kawałek pokrywa zapotrzebowanie na witaminę D na kilka dni oraz oferuje potężne ilości kwasów omega-3. Jak to w końcu z nim jest? Przeanalizujmy jego pochodzenie, otłuszczenie oraz sposób przyrządzenia.

ŁosośUchodzi za zdrowy z automatu, a wszystko zależy od jednego
Źródło zdjęć: © Adobe Stock

Łosoś uchodzi za rybę zdrową i niezdrową jednocześnie, ponieważ za jedną nazwą kryją się produkty różniące się składem, ilością kwasów omega-3 oraz poziomem zanieczyszczeń. O wartości łososia przesądza pochodzenie, gatunek, skład paszy, zawartość tłuszczu, ilość kwasów omega-3 i zanieczyszczeń oraz sposób przyrządzenia. Warto też przyjrzeć się liczbom oraz temu, jak obróbka wpływa na końcową zdrowotność.


WIDEO
Focaccia z łososiem i burratą - włoskie danie jak z restauracji


Omega-3 na czele składu

Reputacja łososia opiera się głównie na kwasach omega-3, a dokładnie na dwóch ich formach o nazwach EPA oraz DHA. To tłuszcze długołańcuchowe, czyli takie, które organizm wytwarza jedynie w znikomych ilościach i musi pobierać je z jedzenia. Porcja 100 gramów tłustego łososia zawiera mniej więcej 1,5-2,5 grama tych kwasów łącznie. Dla porównania zalecane dzienne minimum wynosi około 250 mg, więc jeden kawałek pokrywa zapotrzebowanie na kilka dni z zapasem. EPA obniża poziom trójglicerydów we krwi oraz łagodzi stany zapalne, a DHA jest budulcem błon komórek nerwowych oraz siatkówki oka. Właśnie dlatego łosoś regularnie pojawia się w zaleceniach dla serca i mózgu. Ryby morskie mają nad roślinami tę przewagę, że oferują gotowe EPA i DHA, a nie ich słabszy zamiennik o pseudonimie ALA.

Białko, witamina D i selen

Poza tłuszczami łosoś oferuje solidną porcję pełnowartościowego białka, czyli takiego, które ma pełną paletę aminokwasów potrzebnych człowiekowi. W 100 gramach jest mniej więcej 20-22 gramów białka, więc jeden średni kawałek pokrywa sporą część dziennej normy. Ryba ta należy też do najlepszych źródeł witaminy D, a ta odpowiada za wchłanianie wapnia oraz wzmacnia odporność. Z witaminą D w tej części świata mamy problem, jeśli chodzi o pozyskanie jej ze słońca, więc łosoś pod tym kątem spisuje się idealnie. W 100 gramach znajduje się przeważnie 8-15 mikrogramów tej witaminy, przy dziennym zapotrzebowaniu w okolicach 15 mikrogramów. To rzadkość, bo z jedzenia trudno wyciągnąć taką ilość. Do tego dochodzi selen, czyli pierwiastek wymagany przez tarczycę oraz niezbędny enzymom broniącym komórki przed uszkodzeniem. Porcja 100 gramów zawiera około 25-40 mikrogramów selenu oraz sporo witaminy B12, która jest konieczna do produkcji czerwonych krwinek.

Dziki kontra hodowlany

Największa różnica w łososiach bierze się z ich pochodzenia. Łosoś dziki żyje w oceanie, pokonuje setki kilometrów oraz zjada drobne ryby i skorupiaki, więc jego mięso jest chudsze i bardziej zbite. Łosoś hodowlany rośnie w sieciowych zagrodach, mało się rusza i dostaje sprasowaną paszę, więc jest tłustszy i bardziej miękki. Warto wiedzieć, że ponad 70 procent łososia na świecie pochodzi z hodowli, głównie z Norwegii oraz Chile. Dziki to najczęściej gatunki pacyficzne, takie jak nerka, keta lub coho, a łosoś atlantycki ze sklepu prawie zawsze wyrósł na farmie. Przy zakupie pomaga czytanie etykiety, bo widnieje na niej metoda pozyskania oraz kraj pochodzenia. Napis o hodowli lub połowie mówi o rybie najwięcej.

Więcej tłuszczu na farmie

W związku z tym, że ryba z hodowli mało się rusza i je kaloryczną paszę, gromadzi znacznie więcej tłuszczu. W 100 gramach hodowlanego łososia jest mniej więcej 12-15 gramów tłuszczu oraz około 200-220 kcal. Dziki jest dużo chudszy, bo ma zaledwie 5-8 gramów tłuszczu i około 120-150 kcal w tej samej gramaturze. Więcej tłuszczu oznacza też więcej kwasów omega-3 w jednym kawałku, ale jest jedno "ale". Nowoczesne pasze opierają się częściowo na olejach roślinnych, takich jak rzepakowy lub sojowy, więc w mięsie hodowlanym przybyło przez to kwasów omega-6. Te kwasy w nadmiarze obwiniane są o podkręcanie procesów zapalnych, dlatego korzystny stosunek omega-3 do omega-6 wypada lepiej u ryby dzikiej. Tłustszy łosoś nie ma automatycznie więcej do zaoferowania.

Zanieczyszczenia w mięsie

Tłuste ryby gromadzą w swoim tłuszczu przemysłowe zanieczyszczenia, takie jak dioksyny oraz polichlorowane bifenyle, w skrócie PCB. To trwałe związki z przeszłości przemysłowej, które w większych dawkach obciążają organizm. Dobra wiadomość jest taka, że łosoś ma mało rtęci, bo żyje krótko i nie jest dużym drapieżnikiem, w odróżnieniu od tuńczyka lub miecznika. Poziom dioksyn oraz PCB w hodowli mocno spadł przez ostatnie lata i bez problemu mieści się dziś poniżej limitów unijnych. Ponieważ te związki chowają się w tłuszczu, pieczenie na ruszcie oraz zdjęcie skóry to czynniki, które pomagają odsączyć ich część. Dla większości dorosłych korzyści z jedzenia łososia przeważają nad ryzykiem, a rozsądek podpowiada 1-2 porcje tłustej ryby w tygodniu.

Skąd wziął się różowy kolor

Charakterystyczny różowy kolor mięsa pochodzi od astaksantyny, czyli naturalnego barwnika z grupy karotenoidów z silnym działaniem przeciwutleniającym. Dziki łosoś zdobywa go z pożywienia, bo zjada kryl oraz drobne skorupiaki nasycone tym związkiem, a w 100 gramach ma średnio 1-4 mg tego barwnika. Ryba hodowlana takiej diety nie ma, więc jej mięso bez dodatków wyszłoby szarawe i blade. Z tego powodu producenci dorzucają astaksantynę do paszy, w wersji syntetycznej lub pozyskiwanej z alg oraz drożdży. Hodowcy korzystają nawet ze specjalnej palety odcieni, żeby trafić w oczekiwany kolor na talerzu. Jak widać, kolor nie mówi wiele o jakości ryby, bo da się go dowolnie ustawić przez skład paszy.

Wędzenie, sól i wszelaka obróbka

Sposób przyrządzenia mocno zmienia wartość łososia i to niestety najczęściej na minus. Łosoś wędzony to przede wszystkim bomba solna, bo w 100 gramach ma 600 do nawet 1200 mg sodu, przy dziennym limicie w okolicach 2000 mg. Jedna porcja przekłada się więc na sporą część normy, dlatego osoby z nadciśnieniem powinny mieć się na baczności. Wersja wędzona na zimno nie jest w pełni ugotowana, więc kobiety w ciąży oraz osoby z obniżoną odpornością powinny jej unikać. Same kwasy omega-3 nie cierpią wysokiej temperatury, więc mocne obróbki termiczne i głębokie obsmażanie wyniszczają je niemiłosiernie. Delikatne pieczenie, duszenie lub gotowanie na parze chronią je idealnie. Najwięcej wartości jest więc w rybie przyrządzonej łagodnie i bez góry soli.

Łosoś jest wartościową rybą, ale przepaść jakości między produktami jest ogromna. O tym, ile rzeczywiście ma z niej organizm, przesądza pochodzenie, zawartość tłuszczu oraz sposób przyrządzenia. Świadome czytanie etykiety oraz łagodna obróbka bez nadmiaru soli to podstawa przy tej rybie.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!