Ale cyrk. Japonka pierwszy raz w życiu zjadła "polską" zupkę chińską i szczerze ją oceniła
Lena od niedawna mieszka w Polsce, a w swoich social mediach dzieli się wrażeniami na temat polskiego jedzenia. Tym razem zamiast tradycyjnej potrawy sięgnęła po nadal popularną zupkę instant za kilka złotych. Jej ocena jest zaskakująca.
Polacy w latach 90. oszaleli na punkcie tych zupek. Szybki obiad za grosze zastąpił tradycyjny rosół czy pomidorówkę, a rodzice patrzyli z dumą, jak ich pociechy samodzielnie przygotowują ciepły posiłek. Dzisiaj o zupkach chińskich przeważają niepochlebne opinie. Jednak, jak widać z komentarzy pod materiałem Leny, wiele osób wciąż lubi po nie sięgać raz na jakiś czas.
Szybka sałatka makaronowa z halloumi. Znika w mgnienie oka, taka jest dobra
"Japonka próbuje Vifona"
Lena sięgnęła po zupki błyskawiczne marki Vifon, które są dostępne w Polsce od 1990 roku. Na nasz rynek wprowadził je wietnamski przedsiębiorca Tao Ngoc Tu, założyciel firmy Tan-Viet, do której należą marki Vifon i Tao-Tao. Chociaż zupka nazywana jest "chińską", w rzeczywistości została wynaleziona w Japonii w 1958 roku. Jej twórcą jest Momofuku Andō, który chciał w ten sposób zapobiec niedoborom żywności.
– Na paczce widzę, że to numer 1 w Polsce. Zaraz zobaczymy – zapowiada Lena, otwierając szeleszczące opakowanie z zupką.
W Polsce tanie zupki szybko znalazły odbiorcę, a z czasem klasyczne warianty zostały wzbogacone o nasze tradycyjne smaki domowej pomidorówki czy żurku. Chociaż Lena po raz pierwszy otwiera taką zupkę w Polsce, nie jest zaskoczona zawartością opakowania.
– Podobna do japońskiej. Proszek i tłuszcz – wymienia składniki, przekłada do miski i zalewa wrzątkiem.
Lena przykrywa zupę miseczką, aby makaron szybciej napęczniał. Po chwili jest gotowy do degustacji.
Jak Japonka oceniła zupkę błyskawiczną z Polski?
Jeśli spodziewasz się krytyki, możesz być zaskoczony. Zupka bardzo posmakowała Japonce, która zauważyła, że jest łudząco podobna do tego typu szybkich produktów w jej kraju.
– Bardzo dobre. Zupa była tania, ale nie czuję, że jest tania. Myślę, że ludzie w Japonii by ją polubili – stwierdza Japonka.
Reakcje w komentarzach odzwierciedlają nastroje Polaków
Czy pod materiałem na Instagramie pojawiła się lawina nieprzyjaznych komentarzy? Nie do końca. Wiele osób, które obserwują profil Leny, przyznało, że też czasem po taką sięga.
"Dla higieny psychiki trzeba czasem taką opierdzielić" – pisze jeden z komentujących.
Zauważyć można też głosy rozsądku, zwracające uwagę na skład zupy i ewentualne dolegliwości żołądkowe, które można odczuwać po spożyciu jej na obiad. Jedna osoba nawet dokładnie wymieniła skład zupki.
"Mąka pszenna, tłuszcz palmowy, tapioka, sól, skrobia modyfikowana, cukier, trifosforany, guma guar, węglany potasu, węglany sodu, kurkuma, glutaminian monosodowy, guanylan disodowy, inozynian disodowy, aromaty, suszony szczypiorek, czerwona szalotka, przyprawy, E 306. Faktycznie idzie umrzeć. Problem tych zupek jest taki, że nie mają żadnych wartości odżywczych, a nie że zawierają śladowe ilości chemii" – pisze w komentarzu burotoshi174.
Inna osoba dodaje:
"Lena, jesteś Japonką, Japonia kojarzy się w Polsce z dbałością o m.in. dobre, świeże jedzenie! Nie niszcz tego skojarzenia!".
Jak dotąd wszystko, czego spróbowała Japonka w Polsce, zdobywa pozytywną ocenę. Do tej pory w materiałach pojawiły się pierogi, domowy rosół, flaczki, gulasz i śledzie. Czekamy na danie, które zaskoczy Lenę.