Kupiłam, gdy zobaczyłam w sklepie. Kosztował niemało, a skład mnie zasmucił
Kiedy zobaczyłam go w ofercie jednego z popularnych sklepów, nie wahałam się ani chwili. Egzotyczny i wciąż rzadko spotykany w naszych stronach jackfruit od razu wylądował w moim koszyku. Chociaż cena nie należała do najniższych, ciekawość wygrała z rozsądkiem. Niestety okazało się, że to, co miało być czystą naturą, skrywa dodatek, którego w suszonych owocach nikt się nie spodziewa.
Jackfruit, czyli owoc chlebowca, to w Polsce produkt wciąż owiany pewną tajemnicą. O ile w Azji Południowo-Wschodniej gigantyczne, kolczaste owoce kupić można niemal na każdym kroku, o tyle u nas znalezienie świeżego okazu graniczy z cudem.
Chlebowiec jest największym na świecie owocem rosnącym na drzewach – pojedyncza sztuka może ważyć nawet 30-50 kg. W wersji świeżej i niedojrzałej jest uwielbiany przez wegan, ponieważ jego struktura po obróbce do złudzenia przypomina szarpane mięso wieprzowe. Chętnie sięgamy również po postać suszoną – jest łatwiej dostępna, bezproblemowa w transporcie i idealna do przechowywania w domowej spiżarni jako zdrowa alternatywa dla słodyczy.
Naleśnikowy tort z mango. Sprawdzi się nie tylko jako deser, ale i obiad na słodko
Skład suszonego jackfruita
Otwierając opakowanie jackfruita, trzeba przygotować się na mały szok. Owoc ma specyficzny, intensywny zapach, który dla niektórych bywa nieprzyjemny. Smak jest jednak zdecydowanie niepowtarzalny i opisywany jako mieszanka ananasa, banana i mango, z delikatną nutą gumy balonowej i wanilii. Zdarza się jednak, że producenci postanawiają "ulepszyć" jackfruit w absolutnie zbędny sposób.
Wydawać by się mogło, że definicja suszonego owocu jest prosta: to owoc, z którego odparowano wodę. Kupując taki produkt, wyobrażamy sobie, że w składzie znajdziemy 100 proc. natury. Tymczasem w moim znalezisku, tuż obok egzotycznych kąsków suszonego jackfruita, pojawił się olej palmowy. Co gorsza, na opakowaniu zabrakło jakichkolwiek informacji o certyfikacji, co budzi słuszne obawy o sposób jego pozyskiwania i wpływ na środowisko.
Olej palmowy jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych składników w przemyśle spożywczym. Jego masowa produkcja wiąże się z wycinką lasów deszczowych, co prowadzi do niszczenia siedlisk wielu zagrożonych gatunków, w tym orangutanów. Unikamy go również ze względu na wysoką zawartość nasyconych kwasów tłuszczowych, które, spożywane w nadmiarze, nie sprzyjają naszemu układowi krążenia.
Producenci często używają go jako taniego wypełniacza lub substancji zapobiegającej sklejaniu się kawałków owoców, co ma ułatwić proces pakowania i poprawić wygląd, bo owoc wydaje się bardziej błyszczący. Jest to jednak dodatek całkowicie zbędny. Dobrej jakości jackfruit suszony metodą naturalną lub liofilizowany nie potrzebuje tłuszczu, by zachować swój smak. Suszenie ma na celu koncentrację naturalnych cukrów i smaku, a dodatek obcego tłuszczu to pójście na skróty, które obniża wartość przekąski.
Ile kosztuje suszony jackfruit?
Za opakowanie ważące 200 g zapłaciłam 19,99 zł. Cena była spora, owoc dość słodki, ale była to też gorzka lekcja tego, by zawsze czytać etykiety. I to także w przypadku produktów, które pozornie mają być tylko jednoskładnikowe. Wybierając suszone egzotyczne owoce, warto szukać tych, które w składzie mają wyłącznie owoc – bez konserwantów, siarczanów, cukru czy wspomnianego oleju palmowego.