Przez ponad trzy dekady, a dokładnie przez 31 lat, pan Felicjan pracował jako sprzedawca w gminnej spółdzielni, gdzie prowadził lokalny sklep. Kiedy w końcu przeszedł na zasłużoną rentę, okazało się, że spokojne, bezczynne życie w domowym zaciszu zupełnie mu nie odpowiada. Zamiast zwalniać tempo, postanowił zrealizować pomysł na własny biznes.
– Poszedłem na rentę i myślałem sobie, że w ogóle trzeba jeszcze coś robić dalej! No i założyłem te lody – wspomina z uśmiechem senior.
Dzisiaj, mając 98 lat na karku, pan Felicjan wciąż żyje swoim biznesem: rozmawia z klientami, dogląda lodziarni i po prostu jest obecny tam, gdzie czuje się najlepiej.
WIDEOTo najstarszy lodziarz w Polsce. Ma blisko 100 lat, ale ani myśli zrezygnować z pracy
Lodziarnia w Krościenku
Lodziarnia w Krościenku nosi nazwę "U Marysi" – od imienia synowej pana Felicjana, która dziś odpowiada za zarządzanie całą firmą. Lokal założył wspólnie z synem i synową w 1990 r. W tamtych czasach w całej miejscowości działała oprócz nich tylko jedna lodziarnia. Dziś konkurencji przybyło, ale "U Marysi" niezmiennie przyciąga stałe i wierne grono fanów.
W szczycie letniego sezonu przed okienkiem od samego rana ustawia się długa kolejka. Dla wielu turystów odpoczywających w Pieninach wizyta w lokalu u pana Felicjana to obowiązkowy punkt każdego urlopu. Goście chętnie wracają tu codziennie, podkreślając, że bez porcji lodów wyjazd z Krościenka po prostu nie byłby kompletny.
– Na urlopie jesteśmy tu codziennie, a przyjeżdżamy do Krościenka od lat – uśmiecha się pan w kolejce.
Zero chemii, cała masa roboty
Pan Felicjan jest pewien jakości serwowanych deserów. Gdy pytam go o smaki, z dumą podkreśla, że każda receptura została dopracowana do perfekcji. Owocowe lody powstają tu wyłącznie z prawdziwych owoców – co choć brzmi jak oczywistość, w dobie powszechnych past, gotowych mieszanek i sztucznych barwników stanowi prawdziwą rzadkość.
– Tu w tych lodach nie ma kropli wody ani grama chemii! Kupuje się owoce, dajmy na to malinę, czarną porzeczkę... Uwierzyłaby pani, że z tych owoców sami przecieramy i wyciągamy pestki? To jest masa roboty koło tego – opowiada z pasją pan Felicjan.
Co ciekawe, senior ma w tym wszystkim swój mały sekret. Zapytany o ulubiony smak, odpowiada ze śmiechem, że sam lodów... w ogóle nie jada! Całe serce wkłada jednak w to, by smakowały innym.
Lody sprzedaje się tutaj tradycyjnie na porcje (100 g kosztuje 10 zł), a smaki można dowolnie mieszać. Owocowe porcje to strzał w dziesiątkę, czuć w nich naturalną słodycz i wyrazisty owocowy miąższ. Chociaż podstawa oferty jest stała i opiera się na klasyce (śmietankowe, czekoladowe, truskawkowe, jagodowe, z czarnej porzeczki), menu ewoluuje z duchem czasu. Na fali popularności do karty dołączyły lody pistacjowe oraz ciasteczkowe.
Wyzwania i siła przyzwyczajenia
Ostatnie lata przynoszą jednak nowe wyzwania. Pan Felicjan przyznaje, że obecny sezon jest nieco słabszy niż poprzednie – turystów bywa mniej, a kapryśna pogoda nie zawsze sprzyja spacerom z deserem w dłoni. Z roku na rok rosną też koszty prowadzenia działalności, ale w "U Marysi" nikt nie zamierza iść na skróty ani oszczędzać na składnikach.
Mimo upływu lat pan Felicjan nie myśli o odpoczynku. Praca, kontakt z ludźmi i codzienne obowiązki to dla niego najlepszy lek na zachowanie sprawności fizycznej oraz umysłowej.
– W sklepie pracowałem 31 lat, a tu już prawie 35 lat. Te 67 lat spędzonych w rynku to po prostu siła przyzwyczajenia. Człowieka po prostu ciągnie do ludzi i do zajęcia. Gdybym w domu posiedział chociaż jeden dzień, to wydaje mi się, że bym się rozchorował... Siła jest, choć po tylu latach czasem człowiek czuje się troszkę zmęczony – wyznaje szczerze senior.
Czego można życzyć człowiekowi, który swoją pogodą ducha, uśmiechem i niezwykłą pracowitością zawstydza niejednego trzydziestolatka? Sam pan Felicjan odpowiada krótko: przede wszystkim jak najwięcej zdrowia na kolejne lata.