Jesz więcej warzyw, stawiasz na białko i produkty niskokaloryczne, a efektów nie widać? Możliwe, że winę za to ponoszą połączenia jedzeniowe, których lepiej unikać. Podpowiadamy, co może niweczyć wszystkie działania i skutecznie utrudniać chudnięcie.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEONa obiad zrób mięsne miseczki. Niespodzianka w środku posmakuje każdemu
Tylko bez sosu
Jeszcze kilka lat temu niektórzy na diecie odstawiali ziemniaki i obwiniali je o przybieranie dodatkowych kilogramów. Teraz już wiadomo, że same są wręcz niskokaloryczne, bo 100 g dostarcza zaledwie 80 kcal. Jednak kalorii niebezpiecznie przybywa, gdy na talerzu są polane sosem. Nie poleca się też łączyć ziemniaków ze śmietaną czy masłem. Ziemniaczana sałatka z majonezem to też dietetyczna pułapka.
Włoski zwyczaj
Ta sama sytuacja dotyczy makaronu. Zjedzony samodzielnie lub w lekkiej sałatce nie jest zagrożeniem dla diety. Podany z tłustym sosem, na przykład na bazie śmietany zamienia się w bombę kaloryczną. 100 g ugotowanego makaronu to od 110 do 130 kilokalorii, gdy dojdzie do tego sos liczba kalorii niebezpiecznie się zwiększa. Porcja słynnej włoskiej carbonnary z dodatkiem boczku może mieć nawet ponad 500 kalorii.
Trzustka się buntuje
Takie naturalne połączenia w kuchni polskiej, jak ziemniaki z sosem czy włoskiej, jak makaron z sosem, nie wydają się na pozór zgubne, bo jesteśmy do takich duetów przyzwyczajeni. Jednak potrafią one zaburzyć funkcjonowanie gospodarki węglowodanowej. Zarówno pokarmy węglowodanowe, jak i te bogate w tłuszcz, zmuszają do wytężonej pracy trzustkę. Takie połączenia jedzeniowe mogą być dużą przeszkodą w odchudzaniu. Na diecie najlepiej sprawdzą się ziemniaki gotowane w mundurkach lub obrane z wody z lekkimi dodatkami. I oczywiście lepiej też wystrzegać się frytek i chipsów.