Popularność grochówki w menu wojskowym to przejaw czystego pragmatyzmu. Wyróżnia się bowiem wysoką wartością odżywczą, niskim kosztem składników oraz łatwością przechowywania i gotowania w trudnych warunkach. Suchy łuskany groch oraz warzywa korzeniowe mogły leżeć w magazynach miesiącami, nie tracąc wartości. Sycący tłuszcz z boczku i wędzonej słoniny dostarczał żołnierzom potężnej dawki kalorii niezbędnych podczas fizycznego wysiłku.
Dziś żywienie służb mundurowych wygląda już zupełnie inaczej, a grochówka staje się swoistym symbolem dawnej kuchni koszarowej, chociaż wciąż okazyjnie pojawia się na wojskowych piknikach.
WIDEOTestujemy rację wojskową. Czy to dobry pomysł na wyżywienie na wakacjach?
Widok kuchni polowej jest na stałe wpisany w krajobraz imprez pod gołym niebem. Dziś takie urządzenia można bez problemu kupić na portalach aukcyjnych, dlatego zupa serwowana na festynie często z prawdziwym wojskiem nie ma nic wspólnego. Dba się jednak o zachowanie jej kluczowej cechy: musi być tak gęsta, by łyżka dosłownie w niej stała.
Grochówka z kuchni polowej
Kuchnia polowa to wyjątkowo praktyczny wynalazek. Jest pojemna, łatwa w transporcie i całkowicie niezależna od sieci elektrycznej, gazowej czy wodociągowej – stanowi w pełni autonomiczne urządzenie grzewcze zasilane zazwyczaj drewnem lub olejem opałowym.
Kluczem do niepowtarzalnego smaku zupy jest specyfika pracy kotłów parowych ze stali nierdzewnej lub miedzi, które równomiernie rozprowadzają ciepło. Zupa nie przypala się na dnie, a powoli pyrka i przechodzi aromatami dymu oraz wędzonki. Przygotowywano w niej kiedyś różne zupy i potrawki, choć dziś kojarzona jest niemal wyłącznie z grochówką.
Zapach majeranku i wędzonki na jarmarku we Wdzydzach czuć było z daleka. Mimo deszczu po zupę ustawiały się spore kolejki. Chociaż na typowo wojskowych piknikach ten przysmak bywa serwowany w formie darmowego poczęstunku, w tym przypadku była to inicjatywa prywatnego wystawcy, który obok wywiesił cennik. Porcja grochówki wraz z pieczywem kosztowała 20 zł. Mogłoby się wydawać, że to dużo jak na danie podane w plastiku, ale w zamian dostajemy solidną, półlitrową porcję.
Nalewanie zupy trwa zaledwie kilkanaście sekund. Obsługa sprawnie otwiera ciężką pokrywę kuchni polowej, sięga po wielką chochlę i serwuje gorącą porcję na głęboki, plastikowy talerz.
- Stoi pani po grochówkę? Bardzo dobrze, bo jest pyszna - zaczepia mnie jedna z przechodzących obok kobiet.
Ustawiam się cierpliwie w kolejce, choć na szczęście padający deszcz odstraszył kilku mniej odważnych turystów. Po chwili dostaję talerz z porcją gorącej, aż parującej zupy.
Jak smakuje wojskowa grochówka?
To zdecydowanie zupa na bogato. Rozgotowany, łuskany groch pełni funkcję naturalnego zagęszczacza, w środku pływają miękkie ziemniaki, a całości dopełnia solidna porcja podsmażanej wędzonej kiełbasy oraz aromatycznego boczku. Zupę doprawiono słuszną ilością majeranku, który nie tylko podkręca smak, ale też ułatwia trawienie tego ciężkiego dania. Do drugiej ręki dostaję dwie grube kromki pszennego chleba. Oczywiście nie jest to rzemieślniczy chleb na zakwasie, ale w tym wydaniu zwykły miąższ idealnie pasuje do zebrania resztek gęstego wywaru.
Zupa jest tak gorąca, że trzeba uważać, by się nie poparzyć. Wyrazisty, głęboki smak wędzonki i odpowiednia ilość soli sprawiają, że zupa jest niezwykle smaczna i sycąca – na tyle, że jedną porcją spokojnie mogłyby pożywić się dwie osoby. Ku mojemu zaskoczeniu ziemniaki nie były rozgotowane na papkę, lecz zachowały idealną strukturę. To smak porządnego, tradycyjnego wywaru, który doskonale wyjaśnia fenomen tej potrawy. Jest szybko, konkretnie i wciąż stosunkowo niedrogo.
I choć nie jest to danie lekkostrawne, które można by wdrożyć do codziennej diety, plenerowe imprezy są idealną okazją, by wrócić wspomnieniami do dawnych lat lub po prostu odkryć smaki, którymi zachwycały się poprzednie pokolenia. To także świetna alternatywa dla powtarzalnych fast foodów – zamiast kolejny raz zamawiać frytki czy burgera, dostajemy pełnowartościowe danie zakorzenione w naszej tradycji kulinarnej. Chociaż spora ilość strączków bywa wyzwaniem dla żołądka, tradycyjnej wojskowej grochówki z kuchni polowej przynajmniej raz w życiu po prostu trzeba spróbować.