Zamówił śniadanie w schronisku. Gdy tylko zobaczył talerz, poczuł rozczarowanie
Wielogodzinne wyprawy po górskich szlakach wymagają zapewnienia odpowiedniej dawki energii. Do plecaka zapakować można kanapki i konserwę, ale przy kilkudniowym pobycie ciężko nie skusić się na schroniskową ofertę. Nasz czytelnik zamówił, sprawdził, spróbował i podzielił się z nami swoimi wrażeniami.
Schronisko PTTK w Dolinie Pięciu Stawów to miejsce, które doskonale zna każdy miłośnik Tatr. Swoje progi otworzyło już w 1876 r., więc pozostaje jednym z najstarszych tego typu obiektów na mapie polskich gór. To najwyżej położone schronisko w Polsce (1620 m n.p.m.) i popularny punkt wypadowy. Obok schroniska przebiega niebieski szlak turystyczny, który prowadzi z Morskiego Oka na Halę Gąsienicową przez Zawrat.
O nocleg tutaj trudno, często trzeba myśleć o tym ze sporym wyprzedzeniem. W schronisku działa również kuchnia, w której zamówić można śniadania i zestawy obiadowe. Na testy wybrał się tam Radek, nasz czytelnik.
Jak zrobić moskole? Receptura na góralskie placki ze schroniska
Śniadanie w schronisku
Śniadania w schronisku zamawia się w formie ponumerowanych zestawów. Wszystkie kosztują tyle samo: 29 zł. Nieco tańszy jest jedynie zestaw junior - za niego zapłacić trzeba 26 zł. Menu jest proste: jajka, twaróg, pieczywo i parówki w różnych kombinacjach. Zamówić także można zestaw taternicki, wydawany wieczorem, stworzony dla tych, którzy już z rana ruszają na szlak. Ot, takie śniadanie na wynos.
Nasz czytelnik zamawia zestaw numer 3. Na talerzu pojawia się jajecznica z dwóch jaj, ser żółty, twaróg, bułka oraz masło. Produkty proste, pieczywo świeże, do tego herbata za 8 zł. I to właśnie ten moment okazał się kluczowy, bo widok talerza nieco go rozczarował. Na prośbę Radka wydano mu także dodatkowe pieczywo.
- Nie była to duża porcja. Jajecznica mogłaby mieć chociaż te trzy jajka. Za tę cenę jest po prostu dość drogo. Z dodatkowym pieczywem można się jednak najeść - relacjonuje Radek.
I nie da się ukryć, że największym plusem są tutaj śniadaniowe bułeczki. Reszta jest smaczna, ale porcja jest po prostu nieco za mała. Śniadanie razem z kubkiem herbaty kosztowało 37 zł. Oczywiście w podobnej, jak nie jeszcze wyższej cenie można dostać śniadania na mieście, ale tutaj kuchnia rządzi się nieco innymi prawami. Turysta nie ma tu alternatywy, a wyjście w wysokie partie Tatr bez solidnego śniadania nie jest odpowiedzialne.
Zaopatrzenie w schronisku
Jednym z argumentów najczęściej pojawiających się w dyskusji o cenach jest trudna lokalizacja schronisk. Zaopatrzenie takich miejsc stanowi znacznie większe wyzwanie niż w przypadku tradycyjnych restauracji. W przeszłości część produktów dostarczano wozami zaprzężonymi w konie, a część transportowano na plecach. Dziś jednak logistyka wygląda zupełnie inaczej.
Do schroniska nie prowadzi żadna droga kołowa. To jedyne takie schronisko w polskich Tatrach. Do dyspozycji jest wyłącznie specjalna kolejka linowa z wagonikiem towarowym, która ciągnie się z dna Doliny Roztoki. Nie da się wyskoczyć na szybko do sklepu, więc zaopatrzenie powinno być planowane z odpowiednią starannością. To jednak nie tak, że schronisko jest całkowicie odcięte od świata.
Wysokie ceny i skromne porcje w kultowych miejscach zawsze budzą spore kontrowersje. Klasyczna oferta śniadaniowa zaczyna przypominać kalkulację nastawioną na brak jakiejkolwiek konkurencji na tej wysokości. Ciężko więc szukać innego usprawiedliwienia w wysokich cenach niż to, że po prostu nie ma tam alternatywy.