Przygotowuję dzień wcześniej. Takie mięso doskonale przechodzi przyprawami i jest tak miękkie, że wystarczy tylko widelec
Kiedy myślę o obiedzie idealnym, przed oczami mam talerz pełen aromatycznego sosu i mięso, które rozpływa się w ustach pod naciskiem samego widelca. Moim sprawdzonym sposobem na taki efekt są tradycyjne zrazy wołowe, które przygotowuję według sprawdzonego przepisu.
Zrazy wołowe to danie, które od lat kojarzy mi się z domową kuchnią i spokojnym, weekendowym gotowaniem bez pośpiechu. Zawsze powtarzam, że najlepsze zrazy wołowe powstają wtedy, gdy dam im czas – szczególnie na marynowanie i wolne duszenie. Przygotowuję je dzień wcześniej, bo właśnie wtedy mięso wchłania aromaty przypraw, staje się kruche i wręcz rozpływa się w ustach. Ten sposób sprawdza się idealnie, gdy chcę podać coś naprawdę wyjątkowego bez stresu w dniu podania.
Kofta w sosie pomidorowym. Tak dobrych kotlecików wołowych jeszcze nie jadłeś
Zrazy wołowe przygotowane dzień wcześniej – sekret miękkości i głębokiego smaku
Zrazy wołowe przygotowane z wyprzedzeniem smakują zdecydowanie lepiej niż te robione na szybko. Wołowina potrzebuje czasu, by zmięknąć i przesiąknąć marynatą. Dzięki temu po podgrzaniu następnego dnia mięso jest delikatne, soczyste i aromatyczne.
Zawsze wybieram udziec lub ligawę – to kawałki idealne do duszenia. Rozbijam je cienko, doprawiam solidnie i roluję z klasycznym farszem. Po nocy w lodówce i długim duszeniu powstaje sos tak intensywny, że nie potrzeba już żadnych dodatków smakowych.
Zrazy wołowe w domowej wersji – mój sprawdzony przepis krok po kroku
Poniżej zostawiam dokładny przepis, który robię od lat i który nigdy mnie nie zawiódł.
Składniki:
- 800 g wołowiny na zrazy (udziec lub ligawa),
- 4–6 plastrów boczku wędzonego,
- 2 ogórki kiszone,
- 1 duża cebula,
- 2 ząbki czosnku,
- 2 łyżki musztardy sarepskiej,
- 2 łyżki oleju lub smalcu,
- 2 szklanki bulionu wołowego,
- 1 liść laurowy,
- 3 ziarna ziela angielskiego,
- sól i świeżo mielony pieprz,
- 1 łyżka mąki (opcjonalnie do zagęszczenia sosu).
Sposób przygotowania:
- Rozbijam plastry wołowiny na cienkie kotlety i doprawiam solą oraz pieprzem.
- Każdy kawałek smaruję cienko musztardą.
- Na środku układam plaster boczku, pasek ogórka kiszonego i kilka piórek cebuli.
- Zwijam ciasno w rulony i spinam wykałaczką lub obwiązuję nitką.
- Gotowe zrazy wkładam do naczynia, przykrywam i odstawiam do lodówki na minimum 6 godzin, a najlepiej na całą noc.
- Następnego dnia rozgrzewam tłuszcz w garnku i obsmażam zrazy z każdej strony na złoty kolor.
- Dodaję resztę cebuli oraz czosnek i chwilę podsmażam.
- Zalewam bulionem, dorzucam liść laurowy i ziele angielskie.
- Duszę pod przykryciem na małym ogniu przez około 1,5–2 godziny, aż mięso będzie miękkie.
- Jeśli chcę gęstszy sos, zagęszczam go łyżką mąki rozmieszanej w odrobinie wody.
Dlaczego zrazy wołowe najlepiej smakują następnego dnia?
Zauważyłem, że po nocy w lodówce sos staje się bardziej aksamitny, a mięso jeszcze delikatniejsze. Smaki się "przegryzają" i całość nabiera głębi. To właśnie dlatego zrazy wołowe często podaję na rodzinne obiady – mogę wszystko zrobić wcześniej i tylko podgrzać przed podaniem.
Najlepiej smakują z ziemniaczanym purée, kaszą gryczaną albo świeżym chlebem, który idealnie zbiera sos z talerza.