W zalewie sztucznego miodu coraz ciężej się odnaleźć, a coraz częściej można dać się oszukać. Pojawiają się podpowiedzi, by testować go zapałką czy obserwować, jak zachowuje się na talerzyku. Prawda jest jednak brutalna: nowoczesne techniki fałszowania miodu są tak zaawansowane, że potrafią idealnie imitować te fizyczne właściwości.
Syrop fruktozowo-glukozowy lub syrop z ryżu, kukurydzy czy buraków cukrowych, odpowiednio zagęszczony i przefiltrowany, bez trudu przejdzie większość domowych testów. Istnieje tylko jeden, stuprocentowo skuteczny i niezawodny sposób na to, jak nie dać się nabrać i nie płacić za podróbki. I o tym m.in. rozmawiałam z Patrykiem Radomskim w jego pasiece na Pomorzu - nie koloryzuje, jak wygląda od kulis praca pszczelarza, a później rynek zbytu.
WIDEOChcesz kupić dobry miód? Nie sugeruj się tylko ceną i ładnym słoikiem
Dlaczego fałszuje się miód?
Odpowiedź jest prosta: to gigantyczny i opłacalny biznes. Miód jest trzecim najczęściej fałszowanym produktem spożywczym na świecie – zaraz po oliwie z oliwek i mleku. Wyprodukowanie prawdziwego miodu wymaga czasu, sprzyjającej pogody, zdrowych rodzin pszczelich i ogromu ciężkiej pracy pszczelarza. Tymczasem produkcja syropu cukrowego w fabryce trwa chwilę i kosztuje ułamek tej ceny.
Europejski Związek Pszczelarzy Zawodowych w 2024 przeprowadził badanie w niemieckich supermarketach. W słoikach z miodem poszukiwali DNA pszczół oraz charakterystycznych pyłków roślinnych, by udowodnić, które z nich są fałszywe, a które naprawdę pochodzą z ula. Wynik był zatrważający: aż 80 proc. zebranego miodu było podrobione lub zanieczyszczone tanimi syropami cukrowymi. Podobne badanie przeprowadzono także rok wcześniej w Serbii, gdzie stwierdzono podobny odsetek wadliwego miodu – 88 proc. Na etykiecie kusił "miód pszczeli" uzupełniony grafikami tradycyjnych pasiek, a wyrób w słoiku koło prawdziwego ula co najwyżej stał w magazynie.
Nawet jeśli etykieta kusi rustykalnym wyglądem i kolorowymi napisami, to często okazuje się, że przepłacamy za sam cukier.
Jak odróżnić fałszywy miód od prawdziwego?
Patryk Radomski z pasieki Mr Honey wyjaśnia, że tak naprawdę niejeden pszczelarz nie odróżniłby miodu sztucznego (profesjonalnie przygotowanego i aromatyzowanego) od prawdziwego bez specjalistycznych badań laboratoryjnych, więc tym bardziej problem może mieć z tym samym konsumentem. Sposób na pewność, że nie zostaliśmy nabici w butelkę, jest jeden.
- Trzeba po prostu znać swojego pszczelarza - wyjaśnia ekspert.
To jedyna gwarancja. Żaden domowy test ze szklanką wody, zapałką czy talerzykiem nie da nam takiej pewności, jaką daje zaufane źródło i bezpośredni kontakt z człowiekiem, który te pszczoły dogląda.
Miód ze sklepu - czy ma prozdrowotne właściwości?
Nawet jeśli założymy optymistyczny scenariusz, że kupiony w markecie tani miód faktycznie został zebrany przez pszczoły, najczęściej jest on już pozbawiony jakichkolwiek prozdrowotnych właściwości. Winny jest proces technologiczny przygotowania go do masowej sprzedaży.
– Większość miodów przemysłowych, takich, które są w bardzo dużych sieciach, te importowane i tak dalej, one są po prostu przegrzane. Miód transportowany jest w wielkich beczkach. Aby go potem sprawnie rozlać do słoików, musi zostać upłynniony w wysokiej temperaturze. Przez to widzimy w nich nie krystalizację, a pasteryzację. Miód już nie ma tych cennych właściwości. Jest po prostu słodyczą – mówi właściciel pasieki Mr Honey.
W temperaturze powyżej 40 stopni Celsjusza bezpowrotnie giną cenne enzymy, inhibitory, witaminy oraz związki biologicznie czynne. Taki produkt staje się zwykłym, jałowym słodzikiem.
Warto też pamiętać o złotej zasadzie krystalizacji: każdy prawdziwy miód (z wyjątkiem akacjowego, który potrafi pozostać płynny nawet przez rok) ulega krystalizacji w ciągu kilku tygodni lub miesięcy od zbioru. Jeśli kupujesz w środku zimy miód wielokwiatowy czy lipowy, który jest idealnie płynny i przejrzysty, możesz założyć z góry, że został on mocno przegrzany lub jest sztucznie sfalsyfikowany.
Fałszywi pszczelarze, czyli co AI robi z branżą miodową
Sprawdzony pszczelarz to podstawa. Najlepiej rozglądać się w swojej okolicy i popytać wśród znajomych, bo poczta pantoflowa bywa tutaj najlepszym źródłem informacji. Wyszukiwanie w internecie nie zawsze może wyjść nam na dobre, ponieważ oszuści nauczyli się doskonale podrabiać wizerunek tradycyjnego pszczelarza.
– Są firmy, które na zamówienie przygotują dla ciebie markę miodową od ręki. Zaprojektują rustykalne logo, wymyślą chwytliwą nazwę sugerującą tradycyjną rodzinną pasiekę na Mazurach czy w Bieszczadach, rozleją miód importowany i nakleją ładne etykiety. Te firmy ula na oczy nie widziały. Ich "pasieka" to klimatyzowane biuro i linia rozlewnicza – przestrzega Patryk.
Zdjęcia wygenerowane przez AI lub pobrane z bazy to najważniejszy sygnał ostrzegawczy. Jeśli na profilu pasieki widzimy wyłącznie perfekcyjne, pozowane zdjęcia jak z bazy fotograficznej czy memów, przedstawiające uśmiechniętego staruszka z brodą, powinna nam się zapalić czerwona lampka.
Prawdziwy, uczciwy pszczelarz pokazuje swoją codzienność. Jeśli w social mediach pasieka pokazuje cały proces, oprowadza po pasiece, pokazuje relacje z miodobrania, walkę z chorobami pszczół i chwali się swoją pracą, warto to docenić i to właśnie w takich miejscach robić zakupy.