"Salami-gate" u Makłowicza? Sprawdziliśmy, co kryje się pod etykietą pizzy z Biedronki
Robert Makłowicz to dla wielu Polaków kulinarna wyrocznia i symbol jakości, której można ufać bezgranicznie. Gdy w styczniu 2026 roku do sieci Biedronka trafiła linia produktów sygnowana marką Makłowicz i Synowie, fani ruszyli do sklepów z wielkimi nadziejami. Jednak dwa miesiące po premierze w sieci zawrzało. Powód? Strategicznie rozmieszczone salami i "dziura" pod banderolą. Kupiliśmy słynną Diavolę, by sprawdzić, czy internetowa burza ma uzasadnienie.
Kiedy na opakowaniu widzimy nazwisko najsłynniejszego polskiego podróżnika kulinarnego, nasze oczekiwania automatycznie rosną. W cenie 17,99 zł otrzymujemy produkt z segmentu premium – i co ważne, nie jest to pizza mrożona, lecz produkt chłodzony, który z założenia ma oferować świeżość i jakość bliską włoskiej pizzerii. Do wyboru mamy dwa klasyki: pikantną Diavolę oraz serową ucztę Quattro Formaggi.
Tostowa pizza z dużą ilością mięsa. Zrobisz ją w mgnieniu oka
Pizza Makłowicza - 4 plastry salami
Afera, która wybuchła w mediach społecznościowych, dotyczy wariantu Diavola. Internauci zaczęli masowo publikować zdjęcia, na których po zdjęciu papierowej banderoli ukazuje się widok zgoła inny od tego obiecanego przez "okienko" w etykiecie.
Po wyjęciu pizzy z kartonika czar pryska. W naszym egzemplarzu podobnie, jak wielu innych konsumentów, doliczyliśmy się dokładnie 4 plastrów salami spianata. Zostały one rozmieszczone niezwykle precyzyjnie na brzegach (po dwa na górze i na dole), tak aby idealnie wypełniać przeźroczyste miejsca w opakowaniu. Cały środek pizzy, który podczas zakupów pozostaje zasłonięty tekturą, jest niemal całkowicie pozbawiony wędliny. To klasyczny przykład niefortunnego marketingu wizualnego, który klienci odebrali jako próbę manipulacji.
Robert Makłowicz odpowiada: "Absolutnie nie było naszą intencją wprowadzenie w błąd"
Reakcja marki była szybka i szczera – co w przypadku Roberta Makłowicza nie dziwi, biorąc pod uwagę jego ogromny kapitał zaufania. Na oficjalnym profilu na Facebooku pojawiło się oświadczenie:
"Drodzy, dostaliśmy od Was sporo wiadomości dotyczących naszej Pizzy Diavola i ułożenia plastrów salami. Rozumiemy, że po zdjęciu etykiety może to wyglądać myląco – i absolutnie nie było naszą intencją wprowadzenie kogokolwiek w błąd. Pizza przygotowywana jest ręcznie, dlatego ułożenie składników – w tym plastrów salami – może się różnić w każdym egzemplarzu i bywa częściowo przypadkowe. Jednocześnie widzimy, że w obecnej formie może to budzić wątpliwości. Dlatego już pracujemy z produkcją nad zmianą sposobu układania plastrów, tak aby było to dla Was w pełni czytelne i nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Dziękujemy za wszystkie sygnały – traktujemy je bardzo poważnie i na bieżąco reagujemy. Wasze zaufanie jest dla nas kluczowe" – czytamy w komunikacie.
Co znajdziemy na etykiecie?
Zaglądamy na tył opakowania Diavoli (390 g). Skład prezentuje się solidnie i "czysto", co jest znakiem rozpoznawczym marki:
- Ciasto: mąka pszenna, woda, oliwa z oliwek, sól i drożdże – bez zbędnych polepszaczy.
- Dodatki: sos pomidorowy (15 proc.), mozzarella (11 proc.) oraz salami pikantne (9 proc.).
- Wartość energetyczna: 250 kcal na 100 g.
Choć 9 proc. zawartości salami to w tej kategorii wynik poprawny, to sposób ich dystrybucji na placku stał się zarzewiem konfliktu. Jak jednak te liczby przekładają się na rzeczywiste doznania?
Wielki test smaku – czy jakość broni się sama?
Postanowiliśmy sprawdzić, czy smak pizzy zrekompensuje nam "poszukiwania" salami pod banderolą. Produkt przygotowaliśmy zgodnie z instrukcją producenta. Niestety, degustacja przyniosła więcej pytań niż zachwytów.
Choć spód pizzy jest cienki, to jej brzegi – mimo obiecującej struktury – po upieczeniu okazały się dość twarde. Całości daleko było do elastycznego, aromatycznego ciasta, które znamy z oryginalnych włoskich receptur. Największym rozczarowaniem była jednak skromność dodatków. Jak stwierdził mój mąż podczas testu: "Szału nie ma, a pan Robert poskąpił nie tylko salami, ale i sera".
Faktycznie, mozzarella nie stworzyła bogatej, kremowej warstwy, a cztery samotne plastry salami nie zdołały nadać całości charakteru. Co więcej, obiecana "pikantność" wariantu Diavola była niemal niewyczuwalna. Dla kogoś, kto liczył na "diabelski" ogień, ta pizza okazała się jedynie letnią propozycją.
Wielkie rozczarowanie
Rozczarowanie jest o tyle większe, że dotychczasowe propozycje marki Makłowicz i Synowie – jak choćby popularne sosy (szczególnie te azjatyckie) czy oliwy – bywały całkiem udanymi produktami w swoich kategoriach cenowych. W przypadku pizzy chłodzonej zabrakło jednak tej staranności i hojności w składnikach, przez co produkt finalny pozostawia spory niedosyt.
Za cenę 17,99 zł w marketach możemy bez trudu znaleźć produkty, które oferują bogatsze obłożenie i smaczniejsze ciasto. "Salami-gate" pokazało, że w dobie mediów społecznościowych każda oszczędność na składnikach zostanie szybko obnażona. Pozostaje mieć nadzieję, że zapowiedziane przez Roberta Makłowicza zmiany w produkcji obejmą nie tylko sposób układania plastrów, ale również hojność w ich dozowaniu. Na ten moment – pizza od mistrza to propozycja jedynie dla tych, którzy nad smak przedkładają sympatię do ulubionego krytyka kulinarnego.