Renifer kojarzy się przede wszystkim z kuchnią północy: Skandynawią, Laponią i tradycjami ludów żyjących w chłodnym klimacie. Tam mięso podaje się na wiele sposobów – suszone, w gulaszu, jako cienkie plastry do kanapek albo krótko smażone filety. Mięso renifera nie wymaga jednak egzotycznych technik. Wystarczy potraktować je podobnie jak dobrą polędwicę z dziczyzny i pilnować czasu na patelni.
WIDEOObiad jak u mamy. Marynowana karkówka upieczona na kiszonej kapuście
Mięso renifera wyróżnia się składem i smakiem
Największą zaletą tego produktu jest bardzo niska zawartość tłuszczu. W zależności od części tuszy 100 g może zawierać około 1,8 g tłuszczu i ponad 22 g białka, dlatego mięso łatwo przesuszyć podczas smażenia. W porównaniu z wołowiną jest też dobrym źródłem żelaza oraz selenu. Żelazo uczestniczy w prawidłowym transporcie tlenu w organizmie, a selen wspiera ochronę komórek przed stresem oksydacyjnym.
Smak renifera jest bardziej zdecydowany niż cielęciny, ale zwykle łagodniejszy od intensywnej dziczyzny. Duże znaczenie ma dieta zwierząt, warunki hodowli i wybrany kawałek mięsa, dlatego poszczególne porcje mogą różnić się aromatem oraz zawartością tłuszczu.
Mięso renifera najlepiej smażyć krótko
Najprostszy patent to przygotowanie steków. Wyjmuję mięso z lodówki na około 30 minut przed smażeniem, osuszam je i doprawiam dopiero tuż przed położeniem na mocno rozgrzanej patelni. Wystarczą 2–3 minuty z każdej strony dla kawałka o grubości około 2 cm, a później kilka minut odpoczynku pod luźno położoną folią.
Do renifera pasują dodatki, które przełamują jego charakter: konfitura z borówki, sos z żurawiny, purée z selera, pieczone buraki lub ziemniaki. Dobrze sprawdzi się także masło z rozmarynem i odrobiną jałowca. Zamiast długiego duszenia wybieram krótką obróbkę – wtedy mięso renifera pozostaje soczyste, miękkie i naprawdę wyjątkowe.