Wskoczyłam na kombajn w Pudliszkach. W tej wsi od wieku powstaje kultowy ketchup

To nie wielkie miasto, a niepozorna wieś w Wielkopolsce od ponad wieku kształtuje przyzwyczajenia milionów Polaków. Wybrałam się do Pudliszek, by z bliska przyjrzeć się drodze, jaką pokonuje pomidor od czarnej ziemi aż po szklaną butelkę.

Sprawdziłam, jak wyglądają zbiory pomidorówSprawdziłam, jak wyglądają zbiory pomidorów
Źródło zdjęć: © Pyszności
Ewa Malinowska

Większość z nas, myśląc o pomidorach, ma przed oczami wysokie krzewy uginające się pod szklarniowym dachem. Tymczasem na wielkopolskich polach widok jest zupełnie inny – zielone krzaki płożą się po ziemi niczym ogórki. To przemyślany zabieg agrotechniczny, bo przy skali przemysłowej podpieranie milionów pędów graniczyłoby z absurdem.

Po obszernych uprawach oprowadza nas Sławomir Paszkier, kierownik działu agro w Kraft Heinz Polska, do którego należą marki Heinz i Pudliszki. To człowiek, który o tutejszym rolnictwie wie wszystko, a lokalnych gospodarzy zna po imieniu. Jak wyjaśnia, w rejonie panuje specyficzny mikroklimat, dzięki któremu uprawy nie wymagają skomplikowanych systemów sztucznego nawadniania. Na polach testuje się i uprawia dziesiątki wyselekcjonowanych odmian, stale monitorując ich parametry. Surowiec dostarcza około 120 lokalnych rolników, z których ponad 90 proc. gospodaruje w promieniu zaledwie 60 kilometrów od zakładu. Normy jakościowe są wyśrubowane: każdy dostawca prowadzi tzw. "książeczkę pola", dokumentując tam zabiegi pielęgnacyjne i ochronne.


DLA CIEBIE
Focaccia z łososiem i burratą - włoskie danie jak z restauracji


Sztafeta pokoleń w rolnictwie

Na początek trafiam na pole pana Wojciecha.

– Wskakuj na kombajn, zobaczysz na własne oczy, jak wyglądają zbiory! – rzuca z uśmiechem.

Wspinam się po metalowej drabince i po chwili ruszamy. Maszyna wyoruje krzaki, a na taśmę transportową trafia strumień owoców. Zadaniem osób stojących na podeście jest selekcja – trzeba odrzucać kamienie, gałązki i niedojrzałe, zielone egzemplarze. To przez pierwsze pięć minut przypomina ciekawą przygodę, ale rzeczywistość szybko weryfikuje entuzjazm. Praca na polu to wielogodzinny trud w kurzu i upale. Romantyzowanie wsi przychodzi łatwo z perspektywy miejskiego kanapowca, ale na kombajnie widać wyraźnie, jak dużego wysiłku wymaga każdy zbiór.

  • Kombajn na polu
  • Jedno z pól uprawnych
  • Przy zbiorach wciąż ważna jest praca rąk
  • Pomidory płożą po ziemi
[1/4] Kombajn na polu Źródło zdjęć: © Pyszności

W drodze z pola mijamy seniora rodu, który dawniej zarządzał tym gospodarstwem, podczas gdy jego wnuczka pracuje obecnie w firmowym biurze. Taka ciągłość pokoleniowa to znak rozpoznawczy regionu, chociaż rolnicy nie ukrywają obaw – dla młodego pokolenia praca na roli bywa mało atrakcyjna, przez co przyszłość sukcesji w niektórych gospodarstwach stoi pod znakiem zapytania.

Tegoroczny sezon dał się zresztą we znaki przez kapryśną pogodę. Owoce urosły obficie, ale ze względu na nieregularne opady były zauważalnie mniejsze. Chociaż Polska nie należy do światowych gigantów eksportu pomidorów, rodzima produkcja zaspokaja lokalne zapotrzebowanie.

Pomiary, selekcja i tajemnicze "nosy"

Z pola przenosimy się na punkt przyjęć przy fabryce. Traktory z przyczepami wypełnionymi czerwonymi owocami ustawiają się w kolejce. Zanim transport trafi do mycia i przetwórstwa, kontrolerzy pobierają próbki, by ocenić ich jakość i gęstość. Cały ciąg technologiczny jest zautomatyzowany, ale kluczowe decyzje wciąż należą do ludzi.

  • Dostawa prosto z pola
  • Pierwsze płukanie pomidorów
  • Pomidorowa rzeka
  • Linia produkcyjna ketchupu
[1/4] Dostawa prosto z pola Źródło zdjęć: © Pyszności | Ewa Malinowska

Fabryka Kraft Heinz w Pudliszkach odgrywa ważną rolę dla lokalnej społeczności - daje pracę rolnikom, pracownikom taśmy oraz kadrom biurowym. Cały ten lokalny system widać nawet w zakładowej stołówce, gdzie pomidorowe akcenty królują w codziennym menu.

Najbardziej zaskakujący etap wizyty czekał mnie jednak w zakładowym pokoju sensorycznym. Nad powtarzalnością smaku ketchupu czuwają tzw. "nosy". To wykwalifikowani testerzy sensoryczni, oceniający produkt w ponad 20 parametrach. Predyspozycje do tego zawodu ma zaledwie 1 procent populacji, a sito szkoleń przechodzą nieliczni. Ich praca wiąże się z reżimem – nie mogą palić, pić alkoholu ani spożywać pikantnych potraw.

Te ketchupy rosną w siłę

Pudliszki, których ketchup już wkrótce będzie obchodził stulecie obecności na polskim rynku, nieustannie reagują na zmieniające się nawyki żywieniowe konsumentów. Podobnie działa Heinz, marka o globalnym dziedzictwie.

Coraz silniejszy stał się trend ograniczania cukru.

– Wyraźnie rośnie segment produktów typu "zero". W naszej ofercie dostępne są już warianty łagodne oraz pikantne bez dodatku cukru. Dziś ta kategoria generuje około 10 procent wartości rynku ketchupów i wskaźnik ten stale rośnie. To nie jest chwilowa moda, jak w przypadku produktów bio, ale trwały nawyk konsumencki – wyjaśnia Adam Imielski, dyrektor zarządzający Kraft Heinz Polska.

Gdy na talerzykach podano próbniki bez etykiet, wytypowanie wariantu "zero" okazało się zaskakująco trudne. Okazuje się, że bezcukrowe alternatywy przestały być kompromisowym zamiennikiem; w smaku są niemal niemożliwe do odróżnienia od tradycyjnego wzorca.

Ślepy test ketchupów marki Pudliszki
Ślepy test ketchupów marek Heinz i Pudliszki © Pyszności

W Pudliszkach za prostą butelką ketchupu kryje się lokalny ekosystem. To połączenie agrotechniki, kontroli jakości i przede wszystkim ludzi, dla których praca z pomidorem stała się życiowym powołaniem.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ