Przez lata pierwszeństwo na stołach miał klasyczny szpinak, jednak coraz więcej osób odkrywa mniej znane rośliny liściaste. Jedną z nich jest szpinak nowozelandzki, który wbrew nazwie nie jest prawdziwym szpinakiem, ale rośliną o bardzo podobnym zastosowaniu. Pochodzi z Australii i Nowej Zelandii, a w polskich warunkach świetnie radzi sobie w ogrodach, nawet podczas upalnego lata.
WIDEOSzpinakowe gofry z kremową jajecznicą. Z nimi szybko zapomnisz o wersji na słodko
Szpinak nowozelandzki – właściwości, które warto poznać
Szpinak nowozelandzki jest źródłem witaminy C, prowitaminy A w postaci beta-karotenu oraz witaminy K. Dostarcza także folianów, potasu i magnezu, czyli składników ważnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Zawiera również błonnik, który wspiera pracę układu pokarmowego i pomaga utrzymać uczucie sytości po posiłku.
Liście mają przyjemną, lekko chrupiącą strukturę i łagodny smak, dlatego chętnie sięgają po nie także osoby, które nie przepadają za charakterystycznym aromatem zwykłego szpinaku. Podobnie jak klasyczny szpinak zawiera szczawiany, dlatego warto spożywać go w rozsądnych ilościach i łączyć z produktami bogatymi w wapń, na przykład z jogurtem, twarogiem lub serem.
Szpinak nowozelandzki w kuchni – jak najlepiej go wykorzystać?
Szpinak nowozelandzki daje wiele kulinarnych możliwości. Młode liście świetnie smakują na surowo jako składnik sałatek, kanapek czy wrapów. Są jędrne i długo zachowują świeżość, dlatego dobrze sprawdzają się również w lunchach przygotowywanych na wynos.
Większe liście można krótko podsmażyć na maśle lub oliwie z dodatkiem czosnku. Doskonale pasują do makaronów, risotta, omletów i tart, a także jako dodatek do pieczonych ryb oraz drobiu. Bez problemu zastąpią klasyczny szpinak w farszu do naleśników, pierogów czy lasagne.
Roślina dobrze znosi także krótkie gotowanie na parze oraz blanszowanie. Dzięki temu zachowuje apetyczny kolor i przyjemną konsystencję. Nadmiar liści można zamrozić, aby korzystać z nich również poza sezonem.