Złoto karnawału czy luksus w celofanie? Faworki Magdy Gessler pod lupą
Wyglądają jak oprószone pierwszym śniegiem, pachną klasyką i obietnicą "bez chodzenia na skróty". Faworki z cukierni Słodki Słony, prowadzonej przez Larę Gessler i sygnowane nazwiskiem Magdy Gessler, wracają co roku tylko na chwilę - i co roku kosztują więcej. Czy to wciąż celebracja karnawału, czy już test granic naszej gotowości do płacenia za markę?
Faworki to jedno z tych ciast, które w polskiej tradycji nie znają półśrodków. Albo są kruche, lekkie jak powietrze i delikatnie maślane, albo nie ma o czym rozmawiać. W Słodki Słony trafiają do sprzedaży sezonowo, w wyraźnie ograniczonym czasie – co samo w sobie buduje aurę wyjątkowości. Na miejscu, w lokalu, prezentują się niemal jak eksponat: zapakowane w celofan, przewiązane różowymi wstążkami, białe od cukru pudru niczym oszronione. Obsługa zza lady informuje, że opakowanie waży około 500 g (po zważeniu w domu razem z opakowaniem waga wskazała 525 g). Cena: 130 zł. Pani ekspedientka na mój komentarz, że w tym roku znowu drożej, potwierdziła, że cena rok do roku jest wyższa o 10 złotych. Z kolei w porównaniu do 2024 roku, cena za podobną gramaturę została podniesiona o 25 złotych.
Zawrotna cena za faworki od Gessler. Czy smakują jak domowe i warte są takiej kwoty?
Wygląd i jakość - faworek jak z obrazka
Nie sposób odmówić im urody. Faworki Magdy Gessler są jasne, cienkie, nierówne w sposób, który sugeruje ręczną robotę. Takie jak u babci, kojarzą się z domowym wyrobem. Każdy jest inny, delikatnie poskręcany, hojnie - choć nie agresywnie – obsypany cukrem pudrem. Na zdjęciu z lokalu wyglądają niemal jak karnawałowa dekoracja, a nie zwykłe słodkości. Po spróbowaniu: kruchość jest dokładnie taka, jakiej się oczekuje - łamią się z cichym trzaskiem, rozpływają w ustach, nie są tłuste ani ciężkie. Smak? Klasyczny, czysty, bez aromatów "na skróty". To faworek, który nie próbuje być nowoczesny. I to jego zaleta.
Skład, filozofia i narracja "bez kompromisów"
Magda Gessler od lat podkreśla, że jej kuchnia - także ta cukiernicza - opiera się na jakościowych składnikach i tradycyjnych recepturach. Bez proszków, bez gotowych mieszanek, bez ułatwień. Faworki mają być robione tak, jak "kiedyś", czyli na dobrym tłuszczu, z porządnej mąki, z czasem i uwagą. Ta narracja jest spójna i wiarygodna, bo w smaku faktycznie da się wyczuć staranność. Sezonowość sprzedaży dodatkowo wzmacnia przekaz: to nie jest produkt całoroczny, tylko rytuał wpisany w karnawał. Problem zaczyna się wtedy, gdy do tej filozofii dołączamy tabelkę z cenami.
Cena - od luksusu do przesady?
Jak wspomniałam: w 2024 roku faworki kosztowały 105 zł za około 485 g. W 2025 to już 120 zł. W tym roku: 130 zł. Wzrost wyraźny, regularny i trudny do zignorowania. Oczywiście, ceny jajek, energii i pracy poszły w górę - to fakt. Ale 130 zł za pół kilo faworków to moment, w którym pytanie "czy warto?" przestaje być retoryczne. Bo choć smak i jakość są bez zarzutu, faworki - nawet te najlepsze - pozostają jednak prostym wypiekiem. Tu nie ma skomplikowanej technologii ani egzotycznych składników. Jest tradycja, marka i estetyka. I to właśnie za nie płacimy coraz więcej.
Faworki z Słodki Słony są piękne, kruche i dopracowane. To produkt, który bez wstydu można postawić na stole jako "karnawałowy symbol luksusu". Ale 130 zł za opakowanie sprawia, że przestają być spontaniczną przyjemnością, a stają się decyzją - niemal ideologiczną. Czy to jeszcze uczciwa cena za jakość i sezonowość, czy już koszt bycia częścią gesslerowskiej opowieści? Odpowiedź każdy musi znaleźć sam. Ja widzę w nich kunszt i konsekwencję, ale coraz trudniej ignorować wrażenie, że cukier puder zaczyna tu kosztować jak jadalne złoto.