Świętokrzyska wersja tej zupy różni się nieco od łódzkiej czy kazimierskiej. W regionie świętokrzyskim stawia się na kwaśny żytni zakwas, ziemniaki i konkretną mięsną wkładkę. Podróżując z Krakowa do Lublina, postanowiliśmy zatrzymać się w Sandomierzu z jednym konkretnym celem: znaleźć zalewajkę, która dobrze oddaje charakter lokalnej kuchni.
WIDEOZupa pomidorowa w luksusowym wydaniu. Połączenie z chrupiącymi arancini to strzał w dziesiątkę
Restauracja w podziemiach sandomierskiego Ratusza
Wybór padł na restaurację Lapidarium, zlokalizowaną w samych podziemiach zabytkowego Ratusza na sandomierskim Rynku. Miejsce ma specyficzny, chłodny klimat historycznych piwnic, który idealnie pasuje do serwowania rozgrzewających, tradycyjnych dań.
Oczekiwania wobec lokalnej zalewajki były wysokie, głównie ze względu na porównanie z innymi regionalnymi wersjami. Zupa podana na miejscu okazała się dokładnie tym, na co liczyłam. Była gęsta i zawiesista, z wyraźną kwasowością żytniego zakwasu oraz słonym, mięsnym akcentem. W misce dominowały ziemniaki, sporo kiełbasy oraz kawałki dobrze ugotowanego mięsa, a całość mocno pachniała majerankiem.
To danie zdecydowanie nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest. Jest proste, sycące i konkretne, a przy tym ma charakter, którego można oczekiwać od świętokrzyskiej zalewajki.
Policzki wołowe, które nie potrzebują noża
Drugie danie było już zupełnie inną historią. W karcie wypatrzyliśmy policzki wołowe. To jedno z naszych ulubionych dań, a jednocześnie prawdziwy test dla kucharza. Ten kawałek mięsa wymaga cierpliwości i długiego duszenia. Dzięki temu policzki stają się idealnie miękkie.
Podana w Lapidarium porcja była na tyle delikatna, że bez trudu rozdzielała się na pojedyncze włókna samym widelcem. Nóż okazał się właściwie zbędny. Całość spajał esencjonalny, ciemny sos o głębokim smaku. W roli dodatków wystąpiły pieczone ziemniaki z wyczuwalną nutą tymianku oraz delikatne duszone warzywa (pomidory, papryka, cukinia, dynia, bakłażany), które dobrze przełamywały cięższy charakter wołowiny.
Czy warto tyle zapłacić?
Wizyta w restauracjach zlokalizowanych w ścisłym centrum turystycznych miejscowości często wiąże się z ryzykiem przepłacenia za przeciętną jakość. W tym przypadku rachunek okazał się jednak całkiem rozsądny.
Talerz gęstej, bogatej w składniki zalewajki kosztował 28 zł, natomiast solidna porcja długo duszonych policzków wołowych z dodatkami – 69 zł. W sumie za cały obiad z napojami zapłaciliśmy 193 zł. Biorąc pod uwagę wielkość dań i lokalizację w samym sercu Sandomierza, nie miałam poczucia, że płacę wyłącznie za adres.
Jeśli więc podczas wizyty w Sandomierzu macie ochotę zjeść coś bardziej konkretnego niż szybka przekąska między kolejnymi punktami na turystycznej trasie, Lapidarium pod Ratuszem jest miejscem, które warto wziąć pod uwagę. Zwłaszcza jeśli macie słabość do tradycyjnych, porządnie sycących zup.