Jagodzianki prosto z nieba? W stolicy to lokalna atrakcja dla wtajemniczonych
Sezon na jagodzianki trwa, a w Warszawie to prawie wyścig, kto kupi drożej, smaczniej albo... oryginalniej. Sprawdziliśmy jagodowe desery z tajnego profilu - bez zdradzania konkretnej lokalizacji. Moment, kiedy przechodnie i osoby z kolejki patrzą w górę, pokazując sobie zsuwający się koszyk, robi wrażenie.
Krok pierwszy: zdobądź mapę i spójrz w niebo
Aby w ogóle spróbować tych legendarnych wypieków, trzeba przejść przez skomplikowany proces rekrutacji. "Tajna buła" to miejsce, do którego nie trafisz z ulicy. Najpierw musisz zaobserwować ich profil na Instagramie i cierpliwie czekać na akceptację. Dopiero wtedy otrzymasz narysowaną długopisem mapkę oraz informację o godzinie sprzedaży.
Znalezienie właściwego podwórka to jednak dopiero połowa sukcesu. Kiedy na Pradze rozbrzmiewa charakterystyczny dźwięk dzwoneczka, oczy wszystkich zgromadzonych w kolejce instynktownie kierują się ku górze - to znak, że z okna kamienicy właśnie zsuwa się słynny koszyk.
Menu z przymrużeniem oka i kultowy koszyk
Zasady zakupu są niezwykle oryginalne i klimatyczne. Gdy koszyk ląduje na dole, wyciągasz z niego podkładkę z menu, na którym widnieje m.in. humorystyczna deklaracja do zaznaczenia: "Nie jestem influencerem". Wpisujesz swoje zamówienie, wkładasz gotówkę i patrzysz, jak koszyk wraca na górę. Chętnych jest jednak tak wielu, że legendarne jagodzianki - zarówno ta maślana "(prawie) tradycyjna", jak i intrygująca "świerkowa, pachnąca lasem" (obie w cenie 25 zł) - rozchodzą się w mgnieniu oka i często znikają z menu jeszcze przed połową kolejki.
Czekoladowa beza na osłodę
Jeśli spóźnisz się na jagodzianki, na otarcie łez pozostaje inny hit - czekoladowa beza "Pawłowej" z bitą śmietaną i górą świeżych jagód oraz borówek (w cenie 30 zł).
To deserowy majstersztyk: beza jest niezwykle chrupka, a jej słodycz genialnie przełamuje puszysta, lekko słona bita śmietana oraz posiekana czekolada. Deser jest tak ogromny i sycący, że jedna porcja z powodzeniem wystarczy dla dwóch osób. Choć zdobycie tych słodkości wymaga cierpliwości i odrobiny szczęścia, ten praski rytuał jest wart każdej minuty czekania.
Absolwentka Dziennikarstwa i medioznawstwa, Europeistyki oraz Architektury przestrzeni informacyjnych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynała od stażu w “Gazecie Wyborczej”, następnie ruszyła w podróż po Europie w ramach programu Erasmus. Najchętniej pisze o problemach życia codziennego. W jej żyłach płyną hektolitry kawy, które napędzają ją do pracy. Prywatnie miłośniczka romansów, yogi, Formuły 1 i ośmiotysięczników.