Na czym restauracje najczęściej oszukują gości? Szef kuchni nie ma wątpliwości

Marcin Michałowski
Szef kuchni o oszczędzaniu na porcjachSzef kuchni o oszczędzaniu na porcjach
Źródło zdjęć: © Adobe Stock

Goście płacą za pełną porcję, ale na talerzu mogą dostać mniej najdroższego składnika, niż powinni. Paweł Wojtyga, kucharz, szkoleniowiec i sędzia konkursów kulinarnych, wskazuje, że jednym ze sposobów oszczędzania jest zmniejszanie ilości mięsa i zastępowanie go tańszymi dodatkami. Jako przykład podaje popularnego tatara wołowego.

Paweł Wojtyga jest szefem kuchni, założycielem Warsztatu Qulinarnego oraz sędzią konkursów kulinarnych. Doświadczenie zdobywał w renomowanych restauracjach w Polsce i Skandynawii. Pracował między innymi w krakowskich lokalach oraz pięciogwiazdkowym hotelu. Wieloletnia praca w gastronomii pozwoliła mu poznać branżę także od strony, której zazwyczaj nie widzą restauracyjni goście.


WIDEO
TYLKO U NAS! Magda Gessler ma swoje zdanie o napiwkach. Wskazała, kto powinien płacić [WIDEO]

Szef kuchni o oszczędzaniu na porcjach

Wojtyga został zapytany, na czym restauracje najczęściej oszukują klientów, próbując zaoszczędzić na jakości produktów. Jak przyznaje, podczas swojej kariery zetknął się z wieloma takimi sytuacjami.

– Spotykałem się z wieloma przypadkami oszukiwania gości przez restauracje. Najczęściej jest to zaniżanie wagi produktów najdroższych występujących w daniu – mówi szef kuchni w rozmowie dla Pyszności.

Mechanizm jest prosty. Restauracja ogranicza liczbę najdroższego składnika, a jednocześnie zwiększa porcję tańszych dodatków. Danie nadal może wyglądać na obfite, ale jego rzeczywista wartość jest niższa.

Paweł Wojtyga podaje konkretny przykład. Chodzi o tatara wołowego, w którym głównym i jednocześnie najdroższym składnikiem jest mięso.

– Do tatara wołowego powinno się dać 110 g wołowiny i 90 g dodatków, natomiast robi się na odwrót – wyjaśnia.

Dla jednej osoby różnica może wydawać się niewielka. Inaczej wygląda to jednak z perspektywy restauracji sprzedającej setki porcji.

– Dwadzieścia gramów różnicy na porcji w skali kilkuset sprzedanych potraw robi dużą różnicę – podkreśla kucharz.

Gość otrzymuje wówczas więcej cebuli, ogórków czy innych dodatków, a mniej produktu, za który w rzeczywistości zapłacił. Bez znajomości deklarowanej gramatury trudno zauważyć taką zmianę.

Dużo lodu w drinku, tak oszukują nas restauracje

Oszczędności nie dotyczą wyłącznie jedzenia. Wojtyga zwraca także uwagę na sposób przygotowywania napojów.

– Ilość lodu w drinkach to też już kanon klasyki – dodaje.

Duża liczba kostek sprawia, że szklanka wygląda na pełną, choć samego napoju jest w niej mniej. Lód stanowi oczywiście część wielu receptur i pomaga utrzymać właściwą temperaturę drinka. Wątpliwości pojawiają się wtedy, gdy służy przede wszystkim do optycznego powiększenia porcji.

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE