Desery z PRL-u były proste, tanie i łatwe do przygotowania. W sklepach brakowało wielu produktów, dlatego wykorzystywano chleb, cukier, jajka, śmietanę oraz sezonowe owoce. Nie wyglądały jak słodkości z cukierni, ale miały charakter, którego trudno dziś szukać w gotowych deserach.
WIDEODeserki z brzoskwiniami w pucharkach – bez piekarnika, bez stresu, przepyszne!
Najprostsze desery z PRL-u robiło się w kilka minut
Chleb z wodą i cukrem
Kromkę chleba delikatnie zwilżało się wodą, a następnie obficie posypywało cukrem. Dzięki wilgoci kryształki trzymały się pieczywa i nie spadały przy każdym gryzie.Bogatsza wersja powstawała z masłem albo margaryną. Tak przygotowaną pajdę brało się do ręki i od razu wracało na podwórko.
Truskawki ze śmietaną i cukrem
Gdy rozpoczynał się sezon na truskawki, owoce trafiały do głębokiego talerza. Rozgniatało się je widelcem, dodawało kwaśną śmietanę oraz cukier i mieszało, aż powstała gęsta, różowa masa. Deser podawano samodzielnie albo z ugotowanym ryżem czy makaronem. W upalne dni takie danie często zastępowało lekki obiad.
Kogel-mogel
Gdy w domu nie było ciastek ani cukierków, ratunkiem stawał się kogel-mogel. Do jego przygotowania wystarczało żółtko oraz kilka łyżeczek cukru. Składniki ucierało się w szklance tak długo, aż masa stawała się jasna, gęsta i puszysta. W kuchni słychać było wtedy charakterystyczne uderzanie łyżeczki o szkło. Czasami do deseru dodawano kakao, dzięki czemu zyskiwał mocniejszy smak. Obecnie ze względu na surowe żółtko najlepiej przygotowywać go z jaj pasteryzowanych.
Kupne i odświętne desery z PRL-u budziły największe emocje
Ciepłe lody
W niewielkim waflowym kubeczku znajdowała się bardzo słodka, puszysta masa przypominająca piankę. Wierzch pokrywała cienka warstwa czekoladowej polewy. Przy każdym gryzie wafelek pękał, a polewa się kruszyła. Ciepłe lody kupowało się w lokalnych sklepach i niewielkich budkach.
Kisiel i budyń
Kisiel oraz budyń należały do najpopularniejszych domowych deserów. Podawano je w szklanych salaterkach, kubkach albo zwykłych głębokich talerzach. Budyń często polewano sokiem malinowym lub dekorowano łyżeczką domowego dżemu. Kisiel można było ugotować z proszku albo przygotować z kompotu zagęszczonego mąką ziemniaczaną.
Galaretka z bitą śmietaną
Kolorowa galaretka pojawiała się podczas urodzin, imienin i rodzinnych spotkań. Wlewano ją do salaterek lub szklanek, a po zastygnięciu dekorowano bitą śmietaną. Bardziej odświętna wersja zawierała owoce albo kilka warstw galaretki w różnych kolorach. Popularnością cieszyły się też desery z galaretki i mleka skondensowanego.
Woda z saturatora i domowy kompot
Nie były deserami w dosłownym znaczeniu, ale trudno mówić o słodkich smakach PRL-u bez tych napojów. Na ulicach stały saturatory, w których sprzedawano wodę sodową czystą albo z dodatkiem owocowego syropu. W domach królował natomiast kompot z rabarbaru, wiśni, porzeczek, agrestu czy czereśni. Owoce pozostające na dnie szklanki były dodatkową słodką przekąską.