Stary Kleparz nie bez powodu jest jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc handlowych w Krakowie. Sam plac określa się jako najstarsze działające nieprzerwanie targowisko miasta. Jego historia sięga średniowiecza – w 1366 r. Kazimierz Wielki wydał przywilej lokacyjny, który dał Kleparzowi prawa miejskie i ważne przywileje handlowe.
WIDEO„Każdy ma wybór – albo u nas, albo w dyskoncie”. Sprzedawczynie z bazaru o tym, co naprawdę kupujemy
Dawny Kleparz był osobnym miastem, a jego rynek zajmował znacznie większy obszar niż dzisiejszy Stary Kleparz. Z czasem historyczny rynek podzielono, a zachodnia część zachowała swoją funkcję handlową. To właśnie tam działa dziś targowisko, które Krakowianie znają jako Stary Kleparz.
Z dawnym handlem wiążą się też charakterystyczne postacie. Część kleparskich przekupek nazywano torbiarkami, ponieważ sprzedawały towar z toreb i worków. Kupujący mogli natomiast posilić się w farynach – niewielkich punktach z jedzeniem działających przy targowisku.
Dziś zamiast torbiarek znajdziemy tu dziesiątki stoisk, ale zasada pozostała podobna: można przyjść po zwykłe ziemniaki czy marchewkę, a kilka kroków dalej trafić na produkt, którego nie spodziewalibyśmy się znaleźć na tradycyjnym krakowskim targu.
Ceny grzybów i warzyw na Starym Kleparzu. Borowiki kosztują nawet 80 zł
Na początek skierowałam się w stronę sezonowych produktów z Polski. Największą uwagę przyciągały grzyby.
Za świeże borowiki trzeba było zapłacić od 60 do 80 zł za kilogram, w zależności od selekcji i wielkości okazów. Nieco tańsze były kozaki – 50 zł za kilogram. Na stoiskach można było znaleźć również świeże kurki. Jeśli ktoś woli grzyby suszone, 100 gramów suszonych borowików kosztowało 50 zł.
Ciekawie wyglądały też ceny innych produktów. Świeża żurawina leśna kosztowała 55 zł za kilogram. Za mini cukinie, czyli kurżetki, trzeba było zapłacić 45 zł za kilogram, a za kilogram orzechów włoskich ok. 40-50 zł. Na jednym ze stoisk wypatrzyłam też świeże szparagi. We wrześniu to nie lada gratka, ale cena mnie mocno zaskoczyła – aż 55 zł za pęczek!
Nie wszystko było jednak drogie. Polska kalarepa kosztowała 2 zł za sztukę, cukinia 5 zł za kilogram, zielone pomidory po 8. Mnie najbardziej ucieszył jednak zupełnie inny zakup. Za dwie tureckie figi zapłaciłam 5 zł. I były naprawdę świetne. W polskich marketach zdarzało mi się trafiać na figi, które wyglądały pięknie, ale po przekrojeniu okazywały się twarde albo pozbawione smaku. Te przypominały mi świeże owoce, które zrywałam prosto z drzewa podczas wyjazdów do Hiszpanii czy Chorwacji.
Egzotyczne owoce na Starym Kleparzu. Mango, kiwano i smoczy owoc
Stary Kleparz potrafi zaskoczyć także tym, jak dużo miejsca zajmuje tu egzotyczna oferta. Obok stoisk z polskimi warzywami działają punkty specjalizujące się w produktach z innych krajów.
Za zwykłe awokado trzeba było zapłacić 10 zł za sztukę, a odmiana Hass kosztowała 11 zł. Mango wyceniono na 10 zł, a peruwiańskie granaty na 12 zł za sztukę, kiwi 5 zł, a za jedną marakuję trzeba zapłacić 7 zł.
Były też owoce, które zdecydowanie rzadziej pojawiają się w przeciętnym polskim sklepie. Kiwano kosztowało 16 zł, a za smoczy owoc trzeba było zapłacić 25 zł za sztukę. Do tego dochodziły limonki za 30 zł za kilogram i świeży imbir za 35 zł za kilogram.
Na tym jednak egzotyka się nie kończy. W okolicznych sklepikach można znaleźć m.in. greckie oliwki, oliwy, oryginalne słodycze, hiszpańskie wędliny czy włoskie sery. Trafiłam też na marokańskie chlebki – 6 zł za sztukę albo 15 zł za trzy.
To właśnie takie zestawienie najbardziej pokazuje charakter tego miejsca. Z jednej strony rolnik przyjeżdżający ze skrzynką sezonowych warzyw, z drugiej – produkty, które przebyły tysiące kilometrów.
Mięso, kiszonki, dziczyzna i świeże pieczywo. Co jeszcze kupimy na Kleparzu?
Stary Kleparz to nie tylko owoce i warzywa. Podczas spaceru trafiłam na ogromne wiadra wypełnione tradycyjnymi kiszonkami. Są też stoiska z mięsem drobiowym, gdzie można kupić w całości m.in. młode koguty czy perliczki.
Działają tu również sklepy z polską dziczyzną, wędlinami, serami i innymi regionalnymi produktami. Oficjalne materiały dotyczące targowiska wymieniają wśród jego oferty m.in. mięso, nabiał, ryby, pieczywo, kwiaty, przyprawy i produkty od lokalnych producentów.
Można też znaleźć coś na szybkie śniadanie albo kawę. I właśnie to podoba mi się w Kleparzu najbardziej: nie trzeba przychodzić tutaj po jeden konkretny produkt. Można wejść z zamiarem kupienia warzyw, a wyjść z figami, serem, kiszonkami i czymś, czego wcześniej wcale nie planowaliśmy.
Na Stary Kleparz lepiej zabrać gotówkę
Mam też jedną praktyczną wskazówkę. W sklepach i części punktów wokół placu bez problemu zapłacimy kartą, ale na sam Stary Kleparz warto zabrać drobne banknoty i monety. Nie wszyscy sprzedawcy na stoiskach mają terminale, a rano może być problem z wydaniem reszty z wysokiego nominału.
Jeśli zależy wam na największym wyborze, warto pojawić się tu wcześnie, najlepiej między 6 a 9 rano. Sam plac oficjalnie otwiera się od godziny 6 w dni robocze i w soboty.
Na jednym targowisku można więc znaleźć zarówno kalarepę za 2 zł, borowiki za 80 zł za kilogram, jak i tureckie figi, które za 6 zł za dwie potrafią smakować jak wakacje nad Morzem Śródziemnym. I chyba właśnie za tę mieszankę lokalności, sezonowości i odrobiny kulinarnej egzotyki Krakowianie od pokoleń lubią Stary Kleparz.