Polski skarb, choć nieco zapomniany. Dziś patrzymy na niego z lekką niechęcią

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu znajdowała się w niemal każdej polskiej spiżarni i na każdym wiejskim stole. Była symbolem dostatku, siły oraz podstawowym źródłem energii dla ludzi pracujących w pocie czoła. Dziś kojarzy się wielu osobom głównie z przeżytkiem, kaloryczną bombą i produktem, którego należy unikać za wszelką cenę. Czy słusznie skreśliliśmy słoninę z jadłospisu?

Słonina dziś nie cieszy się dobrą sławąSłonina dziś nie cieszy się dobrą sławą
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Ewa Malinowska

W dobie mody na produkty niskotłuszczowe i bezwzględne liczenie kalorii słonina popadła w niemal całkowite zapomnienie. Wiele osób na samą myśl o płacie białego tłuszczu reaguje z dystansem i niechęcią. Często utożsamiamy ją wyłącznie z niezdrowym jedzeniem, zapominając, że przez stulecia stanowiła podstawę diety naszych przodków.

Przez wieki słonina była kluczowym elementem polskiej kultury kulinarnej – nie tylko jako baza do smażenia czy wyrobu tradycyjnego smalcu ze skwarkami, ale również jako doprawiona, dojrzewająca lub wędzona zakąska.


WIDEO
Grochówka po częstochowsku

Nie taka straszna, jak ją malują

Przez dekady straszono nas tłuszczami zwierzęcymi, twierdząc, że są wyłącznie szkodliwe dla układu krążenia. Sekret tkwi w jakości produktu oraz w odpowiednim umiarze.

Chociaż słonina to niemal w 100 procentach tłuszcz, aż około 45–50 proc. jej składu stanowią jednonienasycone kwasy tłuszczowe. Wśród nich przeważa kwas oleinowy – dokładnie ten sam, który odpowiada za prozdrowotne właściwości cenionej oliwy z oliwek. Co równie ważne, naturalna słonina jest wolna od przemysłowych kwasów tłuszczowych typu trans, które powszechnie występują w przetworzonej żywności, wyrobach cukierniczych czy utwardzanych margarynach.

Tłuszcz zwierzęcy stanowi również niezbędne środowisko do prawidłowego wchłaniania witamin rozpuszczalnych w tłuszczach: A, D, E oraz K. Wysokiej jakości słonina ze sprawdzonego źródła jest także naturalnym źródłem witaminy D oraz choliny, która wspiera pracę wątroby i układu nerwowego.

Ponadto tradycyjnie solona lub wędzona słonina cechuje się prostym składem. Nie wymaga stosowania syntetycznych konserwantów, sztucznych barwników, wzmacniaczy smaku czy stabilizatorów. Naturalne peklowanie w soli morskiej lub kamiennej oraz wędzenie w zimnym dymie z drewna liściastego to metody znane od setek lat, które do dziś gwarantują doskonałą trwałość bez chemii.

Jak je się słoninę?

Co ciekawe, to, od czego my często odwracamy wzrok, u naszych wschodnich sąsiadów jest powodem do dumy. Na Ukrainie czy Białorusi słonina (salo) ma wręcz status dania narodowego. Cienko pokrojona, mocno nasolona, obficie natarta czosnkiem, majerankiem i ostrą papryką, serwowana jest na czarnym, żytnim chlebie z kiszonym ogórkiem.

W polskiej tradycji kulinarnej wyśmienita była zwłaszcza słonina wędzona na zimno oraz słonina dojrzewająca w grubej soli. Odpowiednio przygotowana, rozpływająca się w ustach, aksamitna, delikatna i krucha, stanowi idealną, naturalną alternatywę dla mocno przetworzonych gotowych wędlin z supermarketu. Można pokroić ją w przezroczyste plastry niczym włoskie lardo i podawać z pieczywem lub używać jako aromatycznej bazy do sznurowania chudych pieczeni czy dziczyzny.

Zamiast więc podchodzić do niej z niechęcią, warto przypomnieć sobie ten tradycyjny polski skarb i od czasu do czasu sięgnąć po cienki plasterek dobrej, wiejskiej słoniny.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE