Dlaczego właściwie tak bardzo uparłem się na te konkretne składniki? Kiedyś, gotując niedzielny obiad, po prostu wrzucałem do garnka to, co akurat miałem pod ręką – trochę drobiu, kawałek chudej wołowiny, czasem gotową porcję rosołową z marketu. Pomidorówka wychodziła całkiem niezła, ale ciągle brakowało mi w niej tej głębi smaku, którą pamiętałem z dzieciństwa.
WIDEOZupa pomidorowa w luksusowym wydaniu. Połączenie z chrupiącymi arancini to strzał w dziesiątkę
Wszystko zmieniło się pewnego poranka, gdy podczas wizyty na lokalnym targu zaprzyjaźniony rzeźnik wcisnął mi w dłoń kości cielęce. Odkąd użyłem ich do zupy po raz pierwszy, całkowicie odmieniły moje kulinarne życie. Zupa nabrała obłędnej, aksamitnej konsystencji, zyskała niesamowity aromat, a przy okazji stała się płynnym suplementem diety na mocne chrząstki, który bije na głowę apteczne specyfiki.
Kości cielęce dają pomidorówce wyjątkowy smak
Najbardziej lubię kości cielęce właśnie w pomidorówce. Nie potrzebuję wtedy dużej ilości mięsa, żeby zupa była intensywna i pełna smaku. Kości podczas gotowania oddają do wywaru substancje, które sprawiają, że staje się on bardziej treściwy i ma przyjemną, lekko kleistą konsystencję po ostudzeniu.
Zwykle najpierw podsmażam kości w garnku lub piekarniku. Ten etap nie jest obowiązkowy, ale moim zdaniem warto go zrobić, bo mocniej wydobywa ich aromat. Następnie dodaję marchew, pietruszkę, kawałek selera, por i cebulę. Całość zalewam zimną wodą i gotuję na bardzo małym ogniu.
Nie spieszę się. Im spokojniej gotuje się wywar, tym lepiej składniki łączą się ze sobą. Po kilku godzinach przecedzam płyn i dopiero wtedy dodaję pomidory oraz przyprawy. Dzięki temu pomidorówka ma zupełnie inny charakter niż zupa przygotowana na zwykłej wodzie.
Kości cielęce to sposób na bogaty domowy wywar
Kości cielęce są cenione przede wszystkim za zawartość kolagenu, który podczas długiego gotowania częściowo przechodzi w żelatynę. W wywarze znajdują się również pewne ilości składników mineralnych, choć nie traktuję takiej zupy jako zamiennika zbilansowanej diety.
Właśnie dlatego lubię wracać do tego sposobu gotowania. Nie chodzi tylko o wartości odżywcze, ale również o smak. Dobry wywar z kości może być bazą dla wielu dań i pozwala ograniczyć ilość gotowych kostek rosołowych czy innych wzmacniaczy smaku.
Czy kości cielęce rzeczywiście pomagają na stawy?
Często można spotkać się z opinią, że kości cielęce i przygotowany z nich rosół sprawiają, że stawy przestają "strzelać". Podchodzę do tego ostrożnie. Kolagen i żelatyna są interesującymi składnikami diety, ale nie można obiecywać, że sama zupa wyeliminuje dolegliwości stawów.
Dla mnie najważniejsze jest coś prostszego: domowy wywar jest smaczny, sycący i pozwala wykorzystać produkt, który wiele osób niesłusznie pomija. Jeśli więc następnym razem będę gotował pomidorówkę, zamiast sięgać po gotowy bulion, wybiorę kości cielęce i dam im kilka godzin na spokojne gotowanie. Różnicę w smaku naprawdę trudno przeoczyć.