W tym miejscu nie znajdziesz cennika. Zamawiasz i płacisz, ile uważasz
W podziemiach gdańskiego klasztoru skrywa się nietypowa herbaciarnia. Nie ma tutaj cen, a rolę kasy pełni plastikowa skrzynka.
W sercu Gdańska, tuż obok Dworca Głównego, mieści się Herbaciarnia u Oblatów. Jest to miejsce absolutnie wyjątkowe, zlokalizowane w piwnicach kompleksu klasztorno-kościelnego, który dziś służy jako siedziba Oblackiego Centrum Edukacji i Kultury – tętniącego życiem ośrodka koncertów, prelekcji i spotkań.
Do herbaciarni wchodzi się bocznym, dobrze oznaczonym wejściem, które prowadzi w dół. Po zejściu kilku schodków stajemy w Sali Konsumpcyjnej, czyli dawnym kapitularzu, który dziś pełni funkcję piwnicy kościelnej. Nazwa może brzmi oficjalnie, ale wnętrze zapewnia tylko miłe zaskoczenia.
W tym miejscu nie znajdziesz cennika. Zamawiasz i płacisz, ile uważasz
Wyjątkowa herbaciarnia w Gdańsku
Dominuje tu oryginalna czerwona, surowa cegła i łukowe sklepienie, co oddaje wyjątkowy klimat dawnego, gotyckiego wnętrza. W herbaciarni panuje półmrok, a z głośników sączy się cicha, nienachalna muzyka chrześcijańska, idealnie pasująca do podziemi klasztoru. Są wygodne kanapy, metalowe krzesła, drewniane stoliki i kącik dla dzieci. Można zresztą domyślić się, że najmłodsi są częstymi gośćmi, bo w rogu sali na sznurku rozwieszone są ich rysunki. Latem stoły i krzesła pojawiają się także na przyklasztornym dziedzińcu.
Przewijają się tutaj zakonnicy i osoby świeckie. Nikt o wyznanie nie pyta, to miejsce dla każdego, o ile specyficzny klimat klasztoru i unosząca się w powietrzu nuta duchowości nie będą nikomu przeszkadzały.
Zaufanie zamiast cennika
Za ladą stoi pracownica, która od progu uśmiecha się do wszystkich gości. Za nią stoi ekspres do kawy, w pudełkach czekają herbaty, a z witrynki kuszą ciasta i desery. Część z nich kupują w jednej z lokalnych cukierni, część przygotowują samodzielnie. Widać, że miejsce odwiedzają także osoby starsze – przy menu z herbatami czeka lupa. To mały gest, ale z pewnością duże ułatwienie dla osób słabowidzących, szczególnie przy panującym w pomieszczeniu półmroku.
W dniu naszej wizyty w witrynce z ciastami czekały pucharki z galaretką i sernikiem na zimno, klasyczny sernik, jabłecznik, ciasto marchewkowe oraz mocno naszpikowane bakaliami ciasto piernikowe. Mój wybór pada na to ostatnie, do tego proszę o rozgrzewającą jesienną herbatę.
- Ukroiłam jeszcze mały kawałek marchewkowego, tak dla spróbowania - uśmiecha się jedna z pracownic.
Płatność? Do plastikowej, przezroczystej skrzynki. Ile? To już zależy.
W tym miejscu nie ma cen
Nie jest to oczywiście cukiernictwo najwyższych lotów, nie ma tutaj wyszukanych ziaren kawy czy specjalnych mieszanek herbaty. Jest jednak smacznie i po domowemu. Słodkości i gorące napoje nie mają cen, goście sami decydują, ile zapłacą. Nikt nie sprawdza, ile pieniędzy wrzucasz, nie patrzy krzywo i nie ocenia. Obsługa prosi jedynie, by nie nadużywać dobroci i zapłacić naprawdę tyle, ile uważa się za stosowne, bez zaniżania.
Na kontuarze dostrzec można terminal płatniczy. W herbaciarni jako takich cen nie ma, ale jest pewien wyjątek. W witrynce czekają miody, przyprawy i kawy produkowane przez zakonników – przy każdym widnieje konkretna, chociaż wciąż niewygórowana cena.
Ten ceglany, przyciemniony azyl sprzyja spotkaniom z rodziną lub przyjaciółmi. To idealne miejsce, by choć na chwilę zapomnieć o zmartwieniach, wsłuchując się w cichą muzykę i ciesząc się smakiem domowego ciasta.
Herbaciarnię u Oblatów odwiedzać można codziennie, od 11 do 19.