Limitowany produkt trafił właśnie na półki sklepów w sieci Żabka, gdzie sprzedawany jest jako słodka przekąska - mająca imitować fikuśne pieczywo tostowe - w cenie 2,99 zł za sztukę (przy zakupie dwóch sztuk). Cena poza zestawem to 3,50 zł za sztukę. Z wyglądu wpisuje się w wakacyjny trend na owocowe słodkości, ale czy to w rzeczywistości dobry wybór?
Domowy kotlet Seby czy gotowiec z Żabki? Sprawdziliśmy to w teście w ciemno
Owocowe tosty to nowość spożywcza
Są jaskrawe, puszyste i na pierwszy rzut oka wyglądają bardziej jak rekwizyt ze sklepu z zabawkami niż przekąska. Kolorowe tosty owocowe szybko zyskały miano sklepowej osobliwości – jednych zachwycają oryginalnością, innych odrzucają nienaturalną barwą. Sam wygląd potrafi mocno zszokować, dlatego zanim sprawdziliśmy ich smak, poprosiliśmy ekspertkę o przeanalizowanie etykiety.
– Choć nowe produkty zawsze wzbudzają spore zainteresowanie i chęć przetestowania, to w tej sytuacji skład obu wariantów pozostawia bardzo wiele do życzenia i jest daleki od profilu zdrowej przekąski – podkreśla Roksana Środa, dietetyczka kliniczna, twórczyni aplikacji SkanuJemy, znana m.in. z programu "MasterChef Polska".
I dalej podkreśla to, co widać w przeważającej ilości na etykiecie, a na co niestety nie zwracają uwagi np. młodsze grupy konsumentów i dzieci.
– Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ogromna zawartość cukru pod wieloma postaciami. Na liście widać cukier, syrop glukozowo-fruktozowy czy syrop maltozowy. Oprócz tego potężna dawka substancji słodzących pod postacią trehalozy i sorbitolu, który w większych ilościach może wywoływać dyskomfort żołądkowo-jelitowy lub efekt przeczyszczający. Kolejnym elementem jest zawartość tłuszczów nasyconych (które w codziennej diecie warto ograniczać do niezbędnego minimum) i jest ich aż 4,3 g w porcji; głównym produktem jest prozapalny olej palmowy – wylicza ekspertka.
Redakcyjny test. Przetestowaliśmy "gąbkę" od środka
Sama etykieta to jednak nie wszystko. Postanowiliśmy otworzyć opakowanie i przekonać się na własne oczy (oraz kubki smakowe), z czym tak naprawdę mamy do czynienia.
– To niestety tost, który smakuje tak, jak wygląda, czyli dość sztucznie. Producent nie informuje, w jakiej temperaturze poleca spożywać ten wyrób. W środku skrywa się (zgodnie z opakowaniem) krem, który wygląda bardziej jak kosmetyk niż masa na bazie śmietanki czy mascarpone używana do wypieków i deserów. Całość niestety ma chemiczny posmak, czuć mocno sztuczne aromaty – ocenia nasza redakcja.
Skąd bierze się ta charakterystyczna, "kosmetyczna" nuta? Odpowiedź tkwi w dalszej części listy składników.
– Samo nadzienie to w dużej mierze woda, cukry i barwniki z odrobiną sproszkowanego owocu lub warzywa, np. szpinak 1 proc., arbuz 1 proc. lub melon 1 proc. – tłumaczy Roksana Środa. – Niestety, analizując dalej listę, widzimy sporą zawartość konserwantów (propionian wapnia, sorbinian potasu), barwników (kwas karminowy, karoteny, kurkumina, chlorofile) i emulgatorów (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, kwas octowy). Mimo że kaloryczność jest stosunkowo niewielka (160 kcal w porcji), to biorąc pod uwagę skład i wpływ na zdrowie – z takich produktów nie warto korzystać regularnie! – przestrzega.
Uwaga na tajemniczą saszetkę w środku
Długa lista emulgatorów i sztucznych barwników to nie jedyne powody do niepokoju. Wewnątrz torebki, tuż obok samego pieczywa, znajduje się mały woreczek, a na opakowaniu umieszczono specjalne ostrzeżenie.
– Oprócz tego na opakowaniu znajduje się istotna informacja, której nie można pominąć: "Uwaga: opakowanie zawiera pochłaniacz wilgoci – nie do spożycia. W przypadku uszkodzenia saszetki produkt nie nadaje się do spożycia" – zwraca uwagę nasza rozmówczyni.
Czy to zagrożenie dla naszego zdrowia? Tak, ale tylko w momencie, gdybyśmy nieumyślnie tę saszetkę zjedli.
– Zawiera ona bowiem substancję pochłaniającą wilgoć (często żel krzemionkowy lub sole żelaza). Ma ona chronić tost przed zepsuciem w trakcie długiego transportu z Chin. Zjedzenie zawartości samej saszetki jest niebezpieczne dla zdrowia, a w przypadku jej rozerwania chemia z wnętrza wchodzi w kontakt z żywnością, przez co całość należy bezwzględnie wyrzucić! – ostrzega dietetyczka.
Słodkie, kolorowe i wyraziste opakowania potrafią skutecznie uśpić naszą czujność podczas codziennych zakupów, a studiowanie drobnego druczku z tyłu paczki bywa w sklepowym tłoku uciążliwe. Dlatego – jak zauważa Roksana Środa – jeśli chcemy na co dzień sprawnie unikać ukrytych pułapek, cukrów czy sztucznych konserwantów, bardzo ułatwia to aplikacja SkanuJemy. Wystarczy najechać aparatem na kod kreskowy, a narzędzie w sekundę wyciąga podsumowanie: ostrzega przed niepożądanymi dodatkami, wskazuje syropy glukozowo-fruktozowe i pomaga w zdrowszych wyborach bez mozolnego czytania etykiet, ułatwiając też dbanie o specyficzne diety, takie jak choćby low FODMAP.