Zajadamy się na potęgę. Nasi przodkowie unikali, bo bali się, że są trujące
W Europie pomidory pojawiły się w epoce wielkich odkryć geograficznych, ale w Polsce do XIX wieku nikt o nich nie słyszał. W wielu krajach na świecie podchodzono do nich ostrożnie, aż w końcu nieudana "próba samobójcza" udowodniła, że są całkowicie bezpieczne dla zdrowia nawet w większych ilościach.
Pomidory, podobnie jak ziemniaki, pochodzą z Ameryki Południowej, a dokładniej z terenów dzisiejszego Peru i Ekwadoru, gdzie do dziś rosną ich dzikie odmiany. Jednak to Aztekowie w Meksyku udomowili je jako pierwsi ok. 500 lat p.n.e. Mówili o nich "xitomatl", co w języku nahuatl w dosłownym tłumaczeniu oznaczało "rzecz z pępkiem". Już wtedy przyrządzano z nich pierwowzór dzisiejszej salsy, łącząc owoce z papryką, kukurydzą i solą.
Do Europy pomidory trafiły najprawdopodobniej dzięki hiszpańskiemu konkwistadorowi Hernánowi Cortésowi, który podbił Meksyk w 1521 roku. Pierwszy naukowy opis rośliny sporządził włoski botanik Pietro Andrea Mattioli w 1544 roku. To on nazwał je "pomi d'oro", czyli "złotymi jabłkami", co sugeruje, że pierwsze odmiany sprowadzone do Włoch miały żółty kolor.
Trójkolorowa bruschetta z domowym pesto. Palce lizać
Piękne, ale niebezpieczne
Początkowo w Europie Północnej i Wschodniej pomidory traktowano wyłącznie jako rośliny ozdobne. Ich jaskrawe owoce nie bez powodu budziły niepokój – botanicy słusznie przypisali je do rodziny psiankowatych, a do tej samej grupy należą silnie trujące rośliny takie jak pokrzyk wilcza jagoda (belladonna) czy lulek czarny. Obawiano się, że zjedzenie pomidora może spowodować szaleństwo albo nawet śmierć. Co ciekawe, nasi przodkowie mieli trochę racji – liście i łodygi pomidora rzeczywiście zawierają toksyczną tomatynę, jednak dojrzały owoc jest całkowicie bezpieczny.
W Polsce przez wieki pomidory uprawiano w doniczkach w charakterze dekoracji na parapetach. Wbrew powszechnemu mitowi nie sprowadziła ich do naszego kraju królowa Bona – w XVI wieku pomidory były w Europie absolutną nowością i nie gościły jeszcze na stołach naszych przodków. Do polskiej kuchni weszły na dobre dopiero w XIX wieku, a prawdziwą popularność zdobyły po I wojnie światowej.
Rosyjski uczony i amerykański "samobójca"
Przełom w postrzeganiu pomidorów w Europie Wschodniej zawdzięczamy rosyjskiemu agronomowi i filozofowi, Andriejowi Bołotowowi, który w XVIII wieku udowodnił, że pomidory nie dość, że nie są trujące, to mają właściwości lecznicze. Z błędną opinią krążącą na ich temat rozprawił się na łamach artykułu opublikowanego w "Magazynie Ekonomicznym" w 1784 roku. Opisał technikę uprawy w chłodniejszym klimacie, z której korzystamy do dzisiaj (hodowanie sadzonek w pomieszczeniach), a także podkreślił ich rolę w walce ze szkorbutem.
Jeszcze bardziej dramatyczna legenda wiąże się z popularyzacją pomidora w Stanach Zjednoczonych. Podobno w 1830 roku pułkownik Robert Gibbon Johnson, chcąc przełamać strach rodaków, ogłosił, że zje cały koszyk pomidorów przed gmachem sądu w Salem. Tłum gapiów i orkiestra strażacka czekali na jego zgon. Gdy jednak Johnson przeżył konsumpcję w doskonałym zdrowiu, Amerykanie oszaleli na punkcie czerwonych owoców. Chociaż historycy uważają tę opowieść za barwną legendę, faktem jest, że XIX wiek był złotą erą pomidora. W 1897 roku Joseph Campbell wprowadził na rynek słynną zupę pomidorową w puszce, która stała się ikoną popkultury.
Owoc czy warzywo?
Botanicznie pomidor jest owocem (jagodą), podobnie jak ogórek czy bakłażan, jednak w kuchni traktujemy go jak warzywo. Spór ten otarł się nawet o Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych, który w 1893 roku orzekł, że dla celów handlowych i podatkowych pomidor jest warzywem, ponieważ podaje się go do obiadu, a nie na deser. Oczywiście chodziło o pieniądze – na importowane warzywa obowiązywało 10-procentowe cło, podczas gdy owoce były z niego zwolnione. Z kolei w 2001 roku Unia Europejska uznała pomidora za owoc, aby uprawomocnić produkcję i handel konfiturami z pomidorów.
Bitwa na witaminy
Dziś pomidor to fundament kuchni śródziemnomorskiej i światowy symbol radości. Najlepszym przykładem na to jest hiszpańska La Tomatina, czyli wielka bitwa, która odbywa się cyklicznie w ostatnią środę sierpnia od 1945 roku w miejscowości Buñol. Podczas niej tysiące ludzi obrzuca się tonami dojrzałych owoców. Zabawę rozpoczyna salwa o godzinie 11:00 i bitwa na pomidory trwa przez 1 godzinę, z zachowaniem zasad bezpieczeństwa – ilość uczestników jest ograniczona i zalecane są okulary ochronne. Najważniejszą zasadą jest rozgniatanie pomidorów w dłoni przed rzutem, aby nikomu nie wyrządzić krzywdy. Co roku na to wydarzenie uprawiane są specjalne tańsze pomidory, których schodzi nawet 150 ton w ciągu jednej godziny.