Estonia to kulinarny pomost między Skandynawią a Europą Wschodnią. Z jednej strony królują tu proste, czyste smaki oraz dary lasów i morza, z drugiej – Estończycy uwielbiają swoją historię i potrafią podać ją w niezwykle atrakcyjny sposób.
Monika wraz ze swoim partnerem Krzysztofem postanowili sprawdzić, jak smakuje dawny Tallin. Swoje kroki skierowali na plac Ratuszowy, prosto do legendarnej gospody III Draakon. To miejsce, w którym czas zatrzymał się w 1400 roku – dosłownie! Restauracja oświetlona jest wyłącznie świecami, obsługa nosi historyczne stroje (i bywa uroczo, po średniowiecznemu opryskliwa), a jedzenie zamawia się przy drewnianym szynku.
WIDEOChłodnik litewski krok po kroku. Prosty i szybki przepis na lato
Średniowieczny test odwagi: ogon wieprzowy na patyku
Monika i Krzysztof postanowili pójść na całość i zamówić jedne z najbardziej charakterystycznych przysmaków serwowanych w tawernie. Na ich stół trafił m.in. pieczony ogon wieprzowy na patyku, kosztujący 5 euro (ok. 22 zł). Jak wrażenia?
– Ogon w smaku to absolutne ohydztwo, chociaż sam sos barbecue był pycha! Jednak konsystencja skóry okazała się dla mnie tak specyficzna i trudna do przełknięcia, że po prostu nie dałam rady. Za to Krzysiek okazał się prawdziwym wojownikiem i zjadł swoją i moją porcję! – śmieje się Monika.
To doskonały dowód na to, że tradycyjne estońskie przysmaki potrafią mocno zaskoczyć polskie podniebienie. Konsystencja pieczonej skóry i ścięgien wymaga nie lada odwagi.
Zupa z łosia i... brak łyżek!
Kolejnym punktem programu była słynna rozgrzewająca zupa podawana w glinianych naczyniach z uszkami. Za 5 euro można dostać kultowy Põdrasupp – esencjonalny, ciemny i niezwykle aromatyczny wywar z mięsa łosia.
Z tą zupą wiąże się też najważniejsza zasada panująca w III Draakon – tutaj nie dostaniesz łyżki!
– Do zupy nie podają żadnych sztućców. Trzeba po prostu chwycić glinianą miskę za uszy i wypić wszystko bezpośrednio z naczynia – relacjonuje Monika.
Trzeba przyznać, że siorbanie gorącego, leśnego bulionu w półmroku, przy blasku świec, ma w sobie coś niezwykle klimatycznego.
Ciepłe paszteciki z dziczyzną i mięso niedźwiedzia
Na mniejszy głód para wybrała tradycyjne paszteciki wypiekane na miejscu – Smooripirukas (3,50 euro za sztukę, czyli ok. 15 zł). Te drożdżowe, maślane wypieki z nadzieniem z dziczyzny (w tawernie można wybrać farsz z dzika lub łosia) okazały się strzałem w dziesiątkę.
– Drożdżówka z mięsem z dziczyzny była po prostu pyszna. Ciasto idealnie chrupkie, a farsz świetnie doprawiony. Bardzo polecamy! – ocenia Monika.
Monika i Krzysztof zerknęli również do menu sąsiedniej, luksusowej restauracji historycznej Olde Hansa. Tamtejsza karta oferuje dania godne królewskiego stołu, w tym mięso z niedźwiedzia podawane z sosem szafranowym. Cena? Aż 85 euro (ok. 370 zł) za porcję.
– Na niedźwiedzia się już jednak nie skusiliśmy. Cena i sam pomysł jedzenia króla lasu skutecznie nas odstraszyły – przyznaje Monika.
Średniowieczne smaki na polską kieszeń. Ile kosztuje taka uczta?
Choć Tallin – jako europejska stolica i niezwykle popularny kierunek turystyczny – potrafi mocno uderzyć po kieszeni, wizyta w III Draakon udowadnia, że w samym sercu starego miasta wciąż można najeść się do syta bez rozbijania banku. Jak te historyczne specjały przekładają się na współczesne złotówki? Spójrzmy na paragony, które Monika i Krzysztof przysłali nam prosto z tawerny.
Ich pierwsze podejście do drewnianego szynku zakończyło się rachunkiem na równe 15 euro (około 65 zł). Za tę kwotę na ich stół trafiły dwie pożywne zupy z łosia oraz pierwszy, słynny już ogon wieprzowy. Ponieważ apetyt rósł w miarę jedzenia, chwilę później dokupili jeszcze porcję tradycyjnych kiełbasek wołowych oraz kolejny ogon wieprzowy, co kosztowało ich dodatkowe 11 euro (około 48 zł). Całość tej uczty dopełniły kupione na wynos dwa maślane paszteciki z dziczyzną za równe 7 euro (około 30 zł).
Ostateczny bilans tej kulinarnej przygody zamknął się w kwocie 33 euro, czyli około 143 zł za obfity obiad dla dwóch osób w absolutnym centrum Tallina. To znakomity wynik, zwłaszcza że ceny zawierają już estoński podatek VAT (Käibemaks) wynoszący obecnie aż 24 proc. Mimo wysokich podatków u "Trzech Smoków" wciąż można zjeść niezwykle budżetowo – zwłaszcza jeśli zestawimy te rachunki z mięsem z niedźwiedzia za 85 euro serwowanym w restauracji po sąsiedzku.
Czy warto jechać do Tallina na food tour?
Estonia zachwyca kontrastami. Z jednej strony znajdziemy tu ultranowoczesne kawiarnie w industrialnych dzielnicach, z drugiej – surową, pełną charakteru tradycję, która nie boi się podawać ogonów wieprzowych na patyku czy zmuszać gości do picia zupy bez łyżki. Dla każdego fana kulinarnych przygód Tallin powinien być obowiązkowym punktem na mapie Europy.